wtorek, 25 sierpnia 2015

LECZYCIE SIĘ U ZNACHORA?

   Myślę, że niezależnie od poglądów literackich, politycznych czy nawet medycznych wyborów... absolutnie każdy powinien przeczytać "Znachora" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (Wydawnictwo MG).
   (fot. Spinki i Szpilki)
   Przede wszystkim muszę Wam jednak przyznać, że jestem fanką Dołęgi-Mostowicza i bardzo żałuję, że obecnie popularne w kulturze są jedynie jego dwie książki - właśnie Znachor oraz Kariera Nikodema Dyzmy. Obie te pozycje są wybitne (jak i ich ekranizacje filmowe!), ale oprócz nich na uwagę i oklaski zasługą też "Złota Maska. Wysokie Progi" - fascynująca powieść o losach młodej, zbuntowanej córki właściciela sklepu mięsnego na warszawskim Powiślu, która postanawia zostać tancerką. Autor wspaniale oddał klimat ówczesnej Warszawy (przedwojennej!), panujących wtedy podziałów i stosunków społecznych oraz zwyczajów. Ponadto portret głównej bohaterki jest niezwykle fascynujący - i zadziwiająco dokładny, bardzo rzeczywisty - jakby stworzony przez najlepszego psychologa. Serdecznie polecam Wam tę pozycję jak i inne powieści Dołęgi-Mostowicza, choćby "Pamiętnik pani Hanki" czy "Trzy serca".  
   Paradoksalnie Znachora poznałam najpierw w wersji filmowej - Jerzy Hoffman stworzył prawdziwy majstersztyk, który mnie hipnotyzuje do dziś. Pamiętam, że kiedyś w trakcie odkurzania włączyłam dla towarzystwa i rozrywki telewizję, gdzie właśnie rozpoczęła się jedna z moich ulubionych scen w całym filmie - gdy młody Czyński leży na kanapie z papierosem w ustach i myśli o Marysi ze sklepu... Bezwiednie usiadłam i oglądałam film już do końca. Mój M. mówi, że wystarczy kilka sekund Znachora, bym straciła kontakt z rzeczywistością mówiąc przy tym: "Tylko obejrzę tę scenę".
   Od M. dostałam właśnie moje własne wydanie Znachora - z lat. 50 XX wieku! Jest wspaniałe i uwielbiam jego stare, żółte kartki. Jednakże by nie zniszczyć cennej relikwii, zaopatrzyłam się we współczesne wydanie mojej ukochanej powieści. Wydawnictwo MG jak zwykle stanęło na wysokości zadania, stwarzając estetyczną materialną formę dla tej niezwykłej książki.
   Historia profesora Rafała Wilczura mnie jednocześnie ciekawi, fascynuje, bawi, wzrusza i przeraża. Wszak nie potrzeba cofać się w czasie międzywojennego, by dostać w głowę kamieniem, stracić ubranie, dokumenty i pamięć, po czym błąkać się po świecie bez punktu odniesienia. Kto wie, ilu bezdomnych z Dworca Centralnego w Warszawie spotkał podobny los?
   Powieść Znachor dokumentuje również stan dzisiejszych ziem polskich sprzed przeszło stu lat oraz życie ówczesnych ludzi - zarówno szlachty jak i mieszczaństwa, inteligencji i chłopstwa. Ponadto jest znakomicie napisana i tak skonstruowana. Polecam Wam ją serdecznie. 
   PS.: Na zdjęciu obok książki znajduje się geranium - lecznicza roślinka, która pomaga np. przy stanach zapalnych ucha. Myślicie, że znachor jej używał?;) 
   Czy są na sali inni fani Dołęgi-Mostowicza? 



7 komentarzy:

  1. Uwielbiam ,,Znachora" oraz ,,Karierę Nikodema Dyzmy". :) Przejrzałam swoją biblioteczkę i natrafiłam na książkę pt. ,,Profesor Wilczur":), więc sądzę, że przez najbliższe dni będę miała co czytać:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znachor dawno temu przeczytany i Wilczur polubiony :o)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki nie czytałam, jednak film uwielbiam, oglądam do końca zawsze jak na niego trafię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mój tata ogląda "Znachora" przynajmniej raz do roku;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow