wtorek, 4 sierpnia 2015

SUPER CZY ZWYKŁA MAMA?

   Choć wiele otyłych osób wydaje radykalne sądy na temat zdrowego odżywiania i diet, a single obu płci z zacięciem rozprawiają o znanych sobie sekretach udanych związków, w naszej kulturze krzywo patrzy się jedynie na bezdzietnych ludzi zabierających głos w dyskusji na temat szeroko pojętego wychowania nowego pokolenia.
   I w porządku, jeżeli ktokolwiek wtrąca się w to, co dzieje się w zaciszu obcego ogniska domowego. Metod na wychowanie brzdąców jest mniej więcej porównywalnie tyle ile rodziców, a ponadto każdy ma swoje indywidualne przyzwyczajenia, doświadczenia i przemyślenia. Problem jednakże pojawia się, gdy dziecko wkracza w szeroko pojętą przestrzeń publiczną. Wtedy raczej powinien móc się wypowiedzieć każdy jej uczestnik. Jak myślicie?
   (fot. Anna Dziadosz)
   Jakiś czas temu Małgosia z bloga Daylicooking.pl napisała fantastyczny tekst "Dzieci w restauracjach - lubimy to?" gdzie opowiada m. in. o mamie przewijającej dziecko na stoliku w knajpie lub tacie, który gonił córeczkę z obiadem na widelcu (dosłownie!) między stolikami restauracji. Małgosia jest blogerką kulinarną, która na swojej stronie zachwyca coraz nowymi przepisami na przepyszne potrawy, ale czasem lubi wyjść z domu i zjeść coś na mieście. Wtedy pojawia się problem - bezstresowo wychowane dzieci, które zachowują się wręcz karykaturalnie niegrzecznie przy pełnej aprobacie swoich rodziców.
   Sama niejednokrotnie byłam świadkiem sytuacji, gdy do zatłoczonego wagonu metra wsiadała babcia z kilkuletnim wnuczkiem. Staruszce natychmiast ktoś ustępował miejsca... na którym rozsiadał się wygodnie ów chłopczyk. Bez refleksji, że obok stoi jego babcia, która ledwo trzyma się na nogach. Zaś babcia nie upomniała go słowem. Jakby się go bała?
   Mój przyjaciel opowiedział mi z kolei, jak kiedyś na parkingu pod supermarketem z samochodu obok jego auta wysiadła z rozmachem mała (6-7 lat?) dziewczynka. Ekspresja dziecka objawiła się w tym, jak gwałtownie otworzyło drzwi i zaczęło machać drewnianym pajacykiem, który począł odbijać się od drzwi samochodu mojego przyjaciela, który zaniepokojony wysiadł i zaczął przyglądać się autu. I co się stało? Rodzice dziecięcia natychmiast to zauważyli i zrobili mu karczemną awanturę (praktycznie nie pozwalając mu dojść do słowa), zarzucając mu "wywoływanie stresu" u dziecka tym domniemaniem uszkodzenia karoserii. 
   Przy okazji - przypomniałam sobie scenę z jednej z książek Marty Fox, kiedy to główna bohaterka jedzie pociągiem razem z chłopczykiem, który kopie wszystkich pasażerów po nogach i jego matką, informującą ich, że jej syn jest wychowany bezstresowo, więc ona nie zwróci mu uwagi. Na swojej stacji bohaterka powieści wstaje, wyjmuje z ust gumę do żucia i przykleja ją do czoła owej postępowej matki mówiąc: "mnie rodzice również wychowali bezstresowo". :)
    W obliczu tych (i pozostałych niewymienionych, ale ważnych) faktów moja wiara we współczesne rozsądne rodzicielstwo zaczęła umierać. Aż do wizyty na poczcie kilka tygodni temu...
   Tego dnia kolejka na poczcie była spora jak zawsze. Jakiś przedsiębiorca wysyłał pojedynczo ze sto listów do klientów, żar lał się z nieba, zaś ja przysiadłam na parapecie, uprzednio zajmując miejsce w ogonku. Obok mnie stanął spacerowy wózek z jednym chłopczykiem w środku, a z drugim (nieco większym) - obok niego. Od razu zorientowałam się, że to bracia. Mniejszy jadł ciastka, którymi hojnie częstował brata. Ten z kolei biegał dookoła wózka, co sprawiało, że jego brat głośno się śmiał. Samo bieganie również wydawało sporo hałasu. Matka chłopców co chwilę szeptem uciszała synów, jednocześnie załatwiając swoje sprawy przy okienku (kolejka się ruszyła). Zabawy dzieci nie przeszkadzały nikomu, bo nie były złośliwe ani specjalnie za głośne. Dzieci wyraźnie bardzo się lubiły. Gdy matka chciała na chwilę zająć ciastkiem starszego, ten od razu oddał przysmak młodszemu bratu (który swoje wcześniej oddał bratu). Wzrusza mnie, gdy rodzeństwo potrafi się ze sobą tak wspaniale dogadać, a rodzice mu w tym nie przeszkadzają, więc mogłabym swoją opowieść przerwać nawet w tym momencie. Jednak nie. 
   Starszy chłopiec biegając wpadł na mnie i lekko nadepnął mi na but. Jego matka właśnie odchodziła od okienka i oniemiała spojrzała na całą sytuację. Powiedziała chłopcu, że ma mnie przeprosić. On nagle stracił całą energię i zaniemówił. Kobieta spojrzała na mnie i powiedziała: "Przepraszam za niego", a ja odpowiedziałam, że nic się nie stało. Wiecie, jestem przyzwyczajona do sytuacji, gdy złośliwe dzieci biegają po całym autobusie, depczą wszystkie buty na czas, a rodzice oburzają się osoby, które śmią im zwrócić uwagę i "są zbyt przywiązane do materialnych przedmiotów", zatem w tym wypadku nie byłam ani trochę zła.
   Matka wyprowadziła wózek z mniejszym chłopcem, postawiła go przed pocztą, ukucnęła przy starszym, spojrzała na niego i zaczęła łagodnie mówić: "Synku, nie wolno deptać pani po butach. Nie wolno się tak zachowywać. Ja wiem, że zrobiłeś to niechcący, ale powinieneś pójść i przeprosić panią. Nic się nie stanie. Panią mogło zaboleć. Mogłeś jej zniszczyć buty. Musisz pójść, uśmiechnąć się i powiedzieć, że przepraszasz. Nie bój się....". Rozmawiała z nim kilka długich minut (słyszałam), po czym... podszedł do mnie ten chłopiec, spojrzał na mnie  i cicho powiedział: "Przepraszam panią.". Wzruszyłam się bardzo, ale uśmiechnęłam się do niego najmocniej, jak umiałam i odparłam, że nic się nie stało. Chłopiec podbiegł do mamy, a ja słyszałam ich rozmowę w oddali: "Widzisz synku, mówiłam, że nic się nie stanie, a pani się uśmiechnie i powie, że wszystko w porządku!...".

   I wiecie co? Myślę, że za jakieś 20 lat jakaś kobieta na świecie będzie mieć cudownego męża, którego matka wychowała na odpowiedzialnego człowieka.
 Czy to była super czy zwykła mama? Czy w dzisiejszych przepsychologizowanych czasach normalność urasta do rangi niezwykłości, a rozsądne i konsekwentne wychowywanie dzieci daje tytuł superrodziców?

20 komentarzy:

  1. Świetnie to ujęłaś, brawo.
    Super rodziców nie ma, są mądrzy i zdystansowani. Dzieci albo się wychowuje, albo hoduje. Różnica jest znaczna, choć dla rodziców rzadko dostrzegalna.
    Ja nigdy nie uważałam się za super matkę, mało prawdopodobne, że wygrałabym konkurs na Matkę Roku ;) Pamiętałam jednak o jednym: moje postrzeganie dziecka jest inne, nieobiektywne. Obcy ludzie dostrzegą jednak wszystko. I to, co mnie bawi, ich może irytować. Starałam się na dzieci patrzeć jakby trochę z boku. Czy się udało osiągnąć sukces? Nie musiałam siew wstydzić za nich, byli uważani za dobrze wychowanych :) teraz są dorośli, pewnie niedługo sami rodzicami będą :) zobaczymy jak im pójdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Problemem wielu rodziców jest ich własny brak dystansu nie tylko do dzieci, ale również do siebie i rzeczywistości. Fantastycznie to podsumowałaś.

      Usuń
  2. Przywracasz wiarę w ludzkość, oby więcej było takich normalnych matek. Mam nadzieję, że i ja w przyszłości będę potrafiła dobrze wychować dzieci. Sama zostałam wychowana według starych metod i chwała Bogu za to ! Dzięki temu, że czasem dostałam paskiem po dupie nauczyłam się co jest dobre a co złe. Wiem, że nie wszytko będzie takie jakbym chciała. Szanuje rodziców i innych.. A teraz jak widzę skutki bezstresowego wychowania to aż się coś robi, dzieci są pępkiem świata.... wszytko im wolno i nie ponoszą żadnych konsekwencji. Można dziecko dobrze wychować i bezstresowo, przykładem jest chociażby ta Super Mama. Wiele osób pod bezstresowe wychowanie przypisuje po prostu brak wychowania i pozostawienie dziecka w samopas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dzięki temu, że czasem dostałam paskiem po dupie nauczyłam się co jest dobre a co złe"

      Dokładnie... Może metody wychowawcze nie były najlepsze ale każdy wiedział co mu wolno a czego nie. Jak coś było złe to było się za to karconym chociażby słownie i były wyciągane konsekwencje.. :)

      Usuń
    2. Marzeno - mnie ta kobieta przywróciła wiarę w ludzi/ matki. Musiałam o niej napisać Można ją spotkać na Kabatach w Warszawie;).
      Ogólnie, Dziewczyny, nie popieram kar cielesnych wobec dzieci - co nie oznacza, że nie można dzieci nauczyć szacunku i grzeczności bez bicia. Ta kobieta z poczty wszystko tłumaczyła synowi spokojnie i cierpliwie (nawiasem mówić wielu rodzicom brak po prostu cierpliwości). Zdrowie i uroda - absolutnie, grunt do konsekwencja.

      Usuń
  3. Wreszcie ktoś to tak opisał:) Chociaż jestem dosyć młoda to uważam, że każdy powinien mieć wpojone (w dobrym znaczeniu tego słowa) zasady dobrego wychowania, podstawy kultury i obycia w towarzystwie i miejscu publicznym.
    Wiadomo, z dziećmi jest inaczej bo dopiero się uczą ale.. jest różnica kiedy rodzic nie reaguje i nie uczy kultury a kiedy pokazuje, ze tak nie wolno albo należy zachować się inaczej.
    Strasznie mnie irytuje dzisiejsze "bezstresowe" wychowanie... Bo co? Bo dziecko się zestresuje? Popłacze z tego stresu? O jej... Kiedyś były jakieś zasady, kultura, wymagania od dziecka, a teraz? Wszystko im wolno bo...? Bo rodzic na wszystko pozwala a sam często jest chamem i prostakiem. Bardzo mi sie podoba postawa matki 2 braci, oby więcej takich "normalnych" rodziców:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że i brak pomysłu na wychowanie i bezradność często podciąga się pod bezstresowe wychowanie...

      Usuń
  4. świetny post! w dzisiejszych czasach trudno o taką rozsądną mądrą mamę o której piszesz na końcu :) chciałabym żeby takich było więcej...bo od tego zależy następne pokolenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:). Napisałam o niej, bo... może znajdzie ten post w sieci i przeczyta?

      Usuń
  5. ja nie wierzę w bezstresowe wychowanie. dziecku powinno stawiać się pewne granice

    OdpowiedzUsuń
  6. ech, najważniejsze to umieć znaleźć złoty środek, a dzieciom trzeba rzeczywiście tłumaczyć co wolno a czego nie wolno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś będę mamą, to rozsądną;).

      Usuń
  7. jak pozytywnie! aż miło się czyta :) takich rozsądnych mam w obecnych czasach powinno być więcej... by kształtowały dalsze pokolenia

    OdpowiedzUsuń
  8. Mądrzy rodzice + pedagogika Korczaka zawsze zaprocentuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze mój ukochany "Kajtuś Czarodziej" :).

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy blog

    Zainteresował mnie :)

    Będę częściej zaglądać :)

    A w wolnej chwili zapraszam do siebie ;) :D

    http://blogowszystkimevi.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze, że ja nie widuję takich matek. Niestety, ale zazwyczaj mam szczęście do wielkich fanek bezstresowego wychowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też - dlatego jak raz spotkałam, to od razu wszystkim ją opisałam. Może teraz łatwiej będzie ją Wam odnaleźć? Lub inne podobne?;)

      Usuń
  11. Moja Mama zawsze twierdziła, że dzieci można rozpieszczać, ale nie wolno rozpuszczać. Tymczasem teraz faktycznie rośnie nam mnóstwo Pępków Świata, których rodzice i dziadkowie nie nauczyli podstawowych zasad dobrego wychowania. Czasami naprawdę żal patrzeć...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow