środa, 25 listopada 2015

KUCHNIA IZRAELSKA W WARSZAWIE,
CZYLI SPINKI I SZPILKI WYCHODZĄ NA MIASTO

   Dziś wszyscy tańczą, robią zdjęcia i gotują - niestety niewielu którakolwiek z tych czynności wychodzi dobrze, choć programy telewizyjne przekonują, że każdy może wszystko. Według mnie niekoniecznie. Dlatego właśnie tak rzadko wychodzę do knajp - nazbyt wielu ludziom wydaje się, że prowadzenie restauracji to rzecz banalna. I gdy przychodzi co do czego, ostatecznie niewiele jest miejsc w Warszawie, gdzie można dobrze zjeść, nie zrujnować się i jednocześnie nie nabawić rozstroju nerwowego.
   By sprawdzić poziom kuchni izraelskiej w Warszawie postanowiłam skorzystać z zaproszenia otrzymanego od Shipudei Berek i w minioną sobotę spędziliśmy tam z moim mężem popołudnie.
    (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
   Shipudei Berek przez właścicieli jest określane jako "nowoczesny, izraelski grill", ale według mnie może wielu przywodzić na myśl zarówno "szybki bar" jak i "elegancką restaurację" czy "urocze bistro". Lokal znajduje się w znakomitym miejscu - na ul. Jasnej 24 w Warszawie, dosłownie minutę od metra Świętokrzyska. Blisko Uniwersytetu oraz niedaleko wieżowców z biurami pełnymi zapracowanych menadżerów. Potencjalni klienci już są - pytanie: "czy warto"?
    (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
     Starałam się być możliwie najbardziej krytyczna, a pomagał mi w tym mój mąż, który kuchnię izraelską nie tylko uwielbia, ale ma do niej bardzo osobisty stosunek - jakiś czas temu po długich badaniach odkrył, że ma żydowskie korzenie. Jako podróżnik jest wybitnym znawcą i fascynatem kultury bliskowschodniej, w tym szczególnie semickiej.
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
     Po wejściu do restauracji byłam zszokowana jej wielkością - poczułam się trochę jak Harry Potter po przekroczeniu granicy między światem mugoli i magii na peronie 9 i 3/4 albo Łucja po wejściu do Narnii przez szafę z płaszczami. Szczerze mówiąc spodziewałam się małego baru umiejętnie wmontowanego w przestrzeń pomiędzy kolejnymi szarymi kamienicami, a tu niespodzianka - uśmiechnięta kelnerka powitała nas na progu przestronnego, klimatycznego bistro.
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
     Na początek zamówiliśmy mezze z pitą - to dziesięć różnorodnych potraw podawanych na ciepło i zimno. Koszt takiego dania to 19 zł. Choć jestem łasuchem, to właściwie mogłabym wyjść po mezze. A trzeba też wiedzieć, że mezze są uzupełniane na bieżąco - bez wpływu na wielkość rachunku. Jeżeli ulubiona potrawa Wam się skończy, kelner natychmiast przynosi Wam dokładkę.
   Wśród naszych znalazły się m.in.: tahini (pyszne! delikatne, znakomicie przyrządzone - mnie tak nigdy nie wychodzi;)), marchewka z cieciorką (te dwa smaki znakomicie się ze sobą komponują) oraz pasta z bakłażana, która znikała najszybciej:).
 (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
     Od razu pomyślałam, że mogłabym z koleżankami przyjść na mezze - wśród dziesięciu potraw każda znalazłaby coś dla siebie. Na babskich spotkaniach raczej nie je się kilku dań tylko szybkie przegryzki;).
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
     Napoje zaczęliśmy od lemoniady (bardzo smaczna) oraz wina (ja) i piwa (Michał). Polecam Wam bardzo czerwone wino podawane w Berku - jest delikatne, ale ma akcent ostrości, który nie dominuje, a jedynie dodaje całości charakteru. Nie pamiętam nazwy, o ignorancjo!
  (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7
     Usatysfakcjonowani przystawkami zajęliśmy się kolejnymi potrawami. Ja od początku wiedziałam, że zamówię pizzę izraelską, byłam jej ogromnie ciekawa. Na zdjęciu widzicie MOAZ AVIV ze szpinakiem, słonym serem i orzeszkami pinii. Jeżeli spodziewacie się, że taka pizza będzie przypominać włoską, to na pewno będziecie rozczarowani. Ciasto izraelskiej pizzy jest o wiele lżejsze, ma inną konsystencję (bardziej przypomina pitę). Szczerze mówiąc ta rozpływała mi się w ustach - składniki uzupełniały się smakami i przenikały przez ciasto. Niestety nie dałam rady zjeść wszystkiego, ale na szczęście mogłam resztę zabrać do domu na wynos. To również ważna informacja.
    (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7     
   M. zamówił Shipud z jagnięciny - jedną ze specjalności lokalu. Jak widzicie jest bardzo ładnie podana - mięsko można szybko ściągnąć widelcem z tego metalowego prętu. Jeżeli obawiacie się mięsnych potraw na mieście, to Berkiem będziecie zachwyceni. Mięso jest nie tylko pięknie podane i dobrze przyprawione, ale również znakomite gatunkowo. I świeże.
 (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7     
    Zaś ośmiornica z grilla to kolejna potrawa, która rozpływa się w ustach - podana została w najbardziej poprawny i neutralny sposób, w jaki mogła: by nie stracić swojego charakteru, a jednocześnie spodobać się wielu podniebieniom. Życzylibyśmy sobie, by wszystkie owoce morza były traktowane w ten sposób w innych warszawskich knajpach;)
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7          
   Słodycze w kuchni bliskowschodniej to temat na nie tylko oddzielny post, ale całą książkę. Są lekkie, przetkane nićmi tysiąca smaków i nie obciążają żołądka z uwagi pogodę panującą w tych krajach. Dlatego na pewno nie warto rezygnować w Berku z deseru. My zamówiliśmy mus czekoladowy - cudowne połączenie gorzkiej czekolady, karmelu i bitej śmietany. To był jeden z najlepszych deserów, jakie jadłam w życiu.
(fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7       
    Lokal jest przestronny oraz urządzony gustownymi dekoracjami i dodatkami, które nadają temu miejscu jednocześnie stylu oraz przytulności. Dzięki tym wszystkim rzeczom można nasycić nie tylko żołądek, ale również wzrok. Nie ma w tym jednak ani trochę kiczu czy bazarowej tandety. Całość to skomplikowana, lecz przemyślana kompozycja, gdzie znajdzie się miejsce zarówno dla zakochanej pary, imprezy firmowej, spotkania przyjaciół czy rodziców z dzieckiem.
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7        
    Po posiłku zwiedziłam całą restaurację i uprzejmie donoszę, że każda z wymienionych przeze mnie grup naprawdę bez wchodzenia sobie w drogę może spędzić w niej miło czas. Po parterem znajduje się duża sala (zdjęcie powyżej), która może służyć za miejsce na większe spotkanie towarzyskie, ale nieopodal sprytnie ukryte stoliki dla par.
 (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7        
    Jako młode małżeństwo bez potrzeby posiadania dzieci lubimy z M. wychodzić do miejsc, w których nie jesteśmy narażeni na krzyki niesfornych maluchów i równie głośne odpowiedzi ich bezradnych rodziców. Przyznam, że byłam miło zaskoczona, że kącik dla dzieci jest w Berku, ale znajduje się wyizolowanym miejscu wśród kilku stolików, co na pewno stanowi wygodę dla rodziców, bo mogą w spokoju zjeść, jednocześnie bacząc na pociechy - oraz jest bezproblemowe dla innych gości restauracji.
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7        
    W Berku miejsce dla siebie znajdzie zarówno zapracowany menadżer, rozchichotana grupa nastolatek, literat z laptopem albo notatnikiem, małżeństwo z dzieckiem, grupa kolegów z wojska, zakochana para czy ja - blogerka;).
   Jedzenie jest znakomite - zarówno pod względem przyrządzenia jak i jakości oraz świeżości półproduktów. Obsługa to grupa uśmiechniętych i uprzejmych entuzjastów, którzy świetnie spełniają swoją rolę, jednocześnie nie narzucając się, ale będąc w ciągłej gotowości. Mój mąż stwierdził, że pan Adam (który zajmował się naszym stolikiem) to "kelner idealny". Pozdrawiamy!!! :)
   Warto również zaznaczyć, że ceny w Berku są na tyle przystępne, że mając niewiele w kieszeni, można nieźle zaszaleć i sporo skosztować, a mając trochę więcej może być jeszcze lepiej;).
   (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 7    
   Podsumowując: bardzo mi się w Berku podobało i na pewno będę chciała tam wrócić - zachęcam Was do rozpoczęcia przygody z izraelską kuchnią właśnie tam:). Byliście tam może i jedliście coś innego niż ja? Piszcie i polećcie mi coś na kolejną wizytę;).

W tym miejscu znajdziecie więcej informacji:
STRONA INTERNETOWA SHIPUDEI BEREK
FB SHIPUDEI BEREK
INSTAGRAM SHIPUDEI BEREK

SHALOM! i LEHITRA'OT !!!:)


Berek Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

22 komentarze:

  1. Bardzo innteresująca restauracja, ciekawe czy potrawy by mi zasmakowały. My w zeszłą sobotę poszliśmy na kolację do chińskiej restauracji, ale niestety szału nie było:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem bardzo wybredna (nie lubię tłustego, niedogotowanego, nieświeżego itd.) i powiem Ci szczerze: prawdopodobnie by Ci smakowało;). Bierz faceta tam w weekend i daj znać, jak było:).

      Usuń
  2. Mysle, ze nie bede musiala dlugo namawiac narzeczonego. Narobilas smaku na cos innego ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyjemna atmosfera zawsze sprzyja smakowaniu, więc entuzjaści wiedzą co robią. Kuchni izraelskiej zupełnie nie znam, tym chętniej zawitałabym w Berku. Niestety póki co mi nie po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy będziesz w Warszawie (to blisko Dworca Centralnego), to zajrzyj na mezze;).

      Usuń
  4. Ach przepiękne miejsce, a i fajnie, że można spróbować czegoś innego niż tylko włoskiego makaronu czy pizzy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię próbować nowości, chętnie wybrałabym się i ja :)) Buziak Kochana!

    OdpowiedzUsuń
  6. po takiej rekomnedacji chętnie odwiedziłabym to miejsce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Doczytałam do końca i zrobiłam się głodna. Izraelską kuchnię uwielbiam, a w tej restauracji jeszcze nie byłam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny post <3
    Pozdrawiam Ladycrazyloop.blogspot.com i zapraszam do mnie po dawkę niecodziennych stylizacji

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj Ania, ale smaku narobilas... ☺☺

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj Ania, ale smaku narobilas... ☺☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przy oglądaniu tych zdjęć robię się głodna;).

      Usuń
  11. Mniam! A mialam nie jesc kolacji...:) Nie znam tej knajpki ale zapamietam ja poniewaz wkrotce wybieram sie do przyjaciol w Warszawie. Chetnie tez polece super Izraleskie miejsca w paryskiej dzielnicy zydowskiej Le Marais :)
    Ana
    www.champagnegirlsabouttown.co.uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że może Ci sie tam spodobać:). oooooo, pojechałabym do Paryża:):):)
      Kiedy będziesz w Warszawie? Na Święta?

      Usuń
  12. widzę ,że bardzo klimatyczne i pyszne miejsce ,które zachęca do odwiedzenia ,jeśli będę w stolicy to zajrzę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super! :o kuchnia izraelska bardzo mnie zawsze fascynowala! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow