poniedziałek, 1 lutego 2016

MOJE WALENTYNKI

     Już za dwa tygodnie Walentynki! Jestem bardzo ciekawa, czy i jak je obchodzicie. U mnie stosunek do tego dnia zmienia się jak kartki w kalendarzu.
   Pierwsze świadome Walentynki obchodziłam w zerówce. Pamiętam, że wtedy (jako chyba siedmiolatka) nie miałam jeszcze poczucia kalendarza, więc nie wiedziałam, jaki mamy dzień;). Któregoś dnia przy zabawie okazało się, że wszyscy mówimy o miłości. Chyba ogólny nastrój nam się udzielił, bo okazało się, że tego dnia były właśnie Walentynki. Nasza pani trochę była znudzona naszym dziecinnym trajkotaniem o kochaniu (jakkolwiek to brzmi) i powiedziała, że skoro nas to tak interesuje, to będziemy robić kartki walentynkowe. I tam można pisać, że się kogoś kocha, lubi, rysować serduszka i później po cichu włożyć do kurtki zainteresowanej osoby.  
    (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 5 
   Jakże żałuję, że nie mam tych kartek. Wyraźnie pamiętam, że na jednej z nich (co za sukces! dostałam aż dwie!) była napisane wielkimi literami "KOHAM CIĘ". Obawiam się, że i ja sama mogłam poczynić takie właśnie wyznanie. Jeśli chodzi o szkolne walentynki, to te zerówkowe były najbardziej udanymi na pewno pod względem ilości kartek. Ciekawe, z czego to wynikało? Przecież wyglądałam podobnie w zerówce jak i w pierwszej czy drugiej klasie. Być może miało to związek z tym, że do pierwszej klasy doszła paczka zgrana i znająca się z przedszkola. Dowodziłoby to, że nawet w tak młodym wieku uczucia to polityka, układy i towarzyskie gry.
 (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 5 
     Generalnie w szkole nie stanowiłam jakiegoś obiektu westchnień i przy walentynkowej poczcie (która materializowała się na szkolnym korytarzu, by później wysyłać po klasach listonoszy) spuszczałam wstydliwie głowę. Gdybym mogła dziś podejść do tamtej nastoletniej Ani, to powiedziałabym jej, żeby nie przejmowała się głupotami i kupiła sobie z pięć największych i najładniejszych kartek, wszystkie podpisała różnymi charakterami pisma, po czym wysłała je sama do siebie, by odebrać je przed całą klasą jako dumna i wyniosła królowa. W szkole człowiek przejmuje się takimi drobiazgami bardziej niż chirurg transplantacją czaszki. A tak naprawdę wszystko jest kwestia pewności siebie oraz stosunku do otoczenia.
   W liceum jedne walentynki spędziłam na beznadziejnym filmie "Tylko mnie kochaj" i chyba nieco odechciało mi się chcenia celebracji tego dnia. Lepsza jest pustka niż bylejakość.
    (fot. Spinki i Szpilki) zdjęcie zrobiłam aparatem OLYMPUS PEN LITE E-PL 5 
     Potem poznałam mojego męża (czyli hohoho, 7 lat temu) i każdy dzień stał się pełen miłości, uczucia oraz materialnych i mistycznych serc, więc nie było potrzeby wypatrywania i wyczekiwania jednego dnia w roku przeznaczonego do kochania.
   A jakie były Wasze walentynki? Najlepsze? Najgorsze? Jakie będą te za dwa tygodnie?

9 komentarzy:

  1. W szkole to Walentynki uwielbiałam, zawsze kilka kartek wpadło, a nawet miś, czy kwiatek :P Aktualnie mam do tego święta takie neutralne podejście (tak bym to nazwała). W tym roku wybieramy się do kina ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nigdy nie celebrowałam tego święta, później poznałam mojego obecnego męża który również nie szalał na punkcie walentynek dlatego teraz obchodzimy je skromnie i bez szaleństw :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze lubiłam Walentynki, nawet jak byłam singiielką ;) W podstawówce dostawałam bardzo dużo kartek, mam je do dziś w serduszku po czekoladkach Wedla haha :) Czasem lubię je wyciągnąć i się pośmiać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha :P Przypomniałaś mi stare dobre szkolne czasu :P Ja tam zawsze liczyłam na kartkę od kogoś i nie pamiętam bym coś dostała, no ale z koleżankami się wymieniałyśmy w ramach pocieszenia. A teraz nie obchodzę walentynek :) Staramy się cały rok mieć walentynki i każdego dnia okazywać sobie uczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. hehehe to chyba w każdej szkole taka zabawa była :P Nieco pozniej bylo troche smutków ale teraz? normalny dzień. w tym roku spędzę go na uczelni :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Obecnie uważam Walentynki trochę za "święto" przereklamowane nastawione przede wszystkim na zysk handlowców. Podczas jednych Walentynek w moim życiu spontanicznie poszliśmy z mężem (wówczas narzeczonym) do kościoła zabukować termin ślubu - to był impuls i najwspanialsze walentynki jakie miałam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie lubiłam Walentynek w szkole, bo danie kartki "prymusce" było obciachowe, więc nigdy takowej nie dostałam:P
    Teraz jak o tym myślę, to uważam, że to były pierdoły, które niepotrzebnie przyczyniały się do złego humoru wielu dzieci. Myślę, że powinno się dopilnować, aby każdy dostał choć jedną kartkę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niby nie obchodzę, a zawsze jakoś ten dzień zaakcentuję. Trafić za kobietą ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przez całe lata żyłam bez Walentynek. Potem pojawiła się ta tradycja, ale nigdy się jakoś nie wkręciłam w to. Na co dzień mam Walentynki :-) Może bez tych kartek, serduszek i różu - mam takie, jak lubię. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow