wtorek, 19 kwietnia 2016

CZY MAKIJAŻ POWINIEN BYĆ ZABRONIONY?

   Dziewiętnasty rok życia spędziłam z moją koleżanką Magdą na łażeniu po klubach, które wtedy były zupełnie zwyczajne (a nawet obleśno-obskurne jak choćby pawilony na Nowym Świecie w Warszawie; wtedy stanowiły totalnie menelskie miejsce), a niektórych już dziś zupełnie nie ma (Jadłodajnia Filozoficzna). Ja zaś byłam zupełnie nieświadomą niczego dziewczynką, która obraz świata zbudowała na podstawie powieści w stylu "Ani z Zielonego Wzgórza", a "Strach przed lataniem" traktowałam raczej jako wariację na temat i zabawę konwencją niż coś, co faktycznie mogło mieć miejsce.
   Wtedy zrozumiałam również, że świat dorosłych to nie tylko kadry z "Seksu w Wielkim Mieście". Byłam świadkiem rzeczy, które pokazuje się dziś raczej w filmach z niszowych festiwali niż mainstreamu. W każdym razie też wtedy zaczęłam się malować.
                 (fot. Spinki i Szpilki) Z lewej jestem pomalowana, z prawej nie - mam nadzieję, że to widać.
      A raczej zaczęłam próbować, bo dziś wolałabym wyjść bez makijażu niż z pomarańczowym, równo wyszpachlowanym podkładem na twarzy. Nigdy nie zapomnę, jak po ostrej imprezie po raz kolejny nocowałam w wynajmowanym mieszkaniu Magdy i gdy rano postanowiłam zmyć po nocy stary mejkap, ona spojrzała na mnie i powiedziała: "ten podkład faktycznie dobrze kryje". Pomyślałam sobie: "o kurde, co ja robię?".
   Malowałam, ponieważ wszyscy się malowali i nie chciałam być gorsza oraz z powodu strasznych kompleksów. Wydawało mi się, że jestem niezwykle, potwornie wręcz brzydka, a podkład i puder magicznie zamienią mnie w piękną królewnę. Jednakże nie brak umiejętności był moim głównym problemem. Widać było po mnie, że źle się czuję we własnym ciele.
   Znacie takie dziewczyny, które obiektywne nawet nie są ładne, często mają krzywe zęby i/ albo nogi, szare włosy, wielką pupę i/lub brzuch, ale ogromnie się sobie podobają, świetnie się ze sobą czuję i finalnie otoczenie im wierzy, uznając urodę, w którą przede wszystkim wierzą właścicielki? Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że to nie makijaż czy ubrania tworzą osobę, ale wewnętrzne poczucie własnej zajebistości. 
   Znam kobietę, która pracuje w firmie kosmetycznej i na co dzień jest zrobiona kosmetykami, które sprzedaje. Wygląda dobrze, ale gdy któregoś dnia byłam zmuszona zobaczyć ją bez makijażu, to prawie dostałam zawału - wyglądała przerażająco. Jak wiecie z tutoriali na youtubie - umiejętnie wykonany makijaż czasem potrafi wywołać efekt drogiej operacji plastycznej. Pytanie tylko po co?
   Osobiście uważam, że makijaż to świetna zabawa, bo umiejętnie wykonany potrafi naprawdę zdziałać cuda, a gra kolorami dodaje radości, ale jeżeli po demakijażu stajemy się we własnych oczach smutne, bezwartościowe i nieatrakcyjne, to nie jest dobrze. Ta kobieta z firmy kosmetycznej nie jest szczęśliwa, bo nie akceptuje swojego wieku; udaje, że jest młoda, choć starość to coś pięknego i godnego. Nawet najdroższy korektor jej nie uszczęśliwi.
   Makijaż nie powinien być według mnie zabroniony, lecz stosowany z umiarem, a Wy jak myślicie?

13 komentarzy:

  1. Ja też uważam, że powinien być zabawą. Ewentualnie może przykryć niedoskonałości cery.. no ale, żeby ta zabawa zmieniła twarz osoby? No nie, ja jestem stanowczo na nie!

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie kwestia makijażu tylko pracy nad samym sobą. Ja mam świadomość ze lepiej wyglądam z makijażem ale kocham siebie tez bez makijażu. Nie makijaż powinien byc zabroniony ... Tylko powinnismy pracować nad swoim wewnętrznym pięknem :) jeśli ktoś zna swoją wartość to mu wisi czy ma makijaż czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też uważam, że make up nie powinien być zabroniony. Wszystko z umiarem jest ok, nie można przesadzać. Make up ma tylko delikatnie zatuszować niedoskonałości, które nieestetycznie wyglądają, a nie maskować nasze prawdziwe rysy twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy mialam 20 lat nosilam na twarzy pelna tapete. Do tej pory sie zastanowiam co chcialam ukryc. Teraz po trzydziestce bardzo dbam o skore a makijaz jest drugorzedny. Kropla podkladu na nosie I bronzer to czesto moj jedyny makijaz. Co nie oznacza,ze nie kupuje kosmetykow kolorowych- wrecz nie moge sie oprzec wyprobowywaniu nowosci, nawet jesli ich potem nie uzywam :) Czy ktoras z Was probowala make up La Mania dla Inglota? Widzialam na Instagramie I kusi mnie aby zamowic przez Internet.
    Ana
    www.champagnegirlsabouttown.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  5. Maluję się delikatnie i tylko "z okazji". Na szczęście natura dała mi takie geny, że nie straszę bez makijażu. Przynajmniej tak mówią :)
    Makijaż powinien podkreślać delikatnie naszą urodę, a nie stawać się maską.
    Aniu, buziaki zasyłam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to zwykle bywa, we wszystkim trzeba mieć umiar. Lubię siebie w makijażu, bo wyglądam w nim lepiej. I nie zamierzam sobie go odmawiać, bo ktoś mnie rano nie pozna. Z drugiej strony, jak go nałożę za dużo to sama czuję, że oszukuję. Siebie też. Poza tym nie mam problemu paradowania bez makijażu, bo dzięki pielęgnacji mam cerę w fajnej formie. To się nazywa kompromis chyba. Używać, ale nie tracić siebie z oczu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Makijaż nia zmienia Cię w kogoś innego , ale tak jak mówisz często ciężko jest zaakceptować nam siebie. Zawsze powtarzała sobie ze wole żeby mnie facet zobaczył bez makijażu niż pytał potem gdzie ja miałem oczy chociaż niby patrzy się sercem ale nie ma co się oszukiwać wygląd tez troszkę się liczy a jak budzisz się rano kolo zupełnie kogoś innego ? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. makijaż powinien przede wszystkim sprawiać nam przyjemność i radość, ale nie jest żadnym przymusem, kto nie chce nie powinien być z tego rozliczany :)

    zaczarowana-oczarowana.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Wątpię, że starość to coś godnego. Ten slogan jest nadużywany moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Całe szczęście nawet jako nastolatka nie przesadzałam z makijażem. Skutkuje to tym, że nie jestem w nim biegła niestety, ale w zasadzie lubię swoją buzię, więc to się już chyba nie zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem makijaż powinien byc zabroniony w gimnazjum.Mieszkam niedaleko jednego z gimnazjów i widze nie nastolatki wychodzące ze szkoly tylko młode dorosłe.niektóre maja wiecej makijażu na twarzy niż niektóre moje koleżanki.Kiedy ja chodziłam do gimnazjum,to nie można było mieć nawet rzes pomalowanych nie mówiąc już o podkladzie na twarzy,bo nauczyciele odrazu kazali go zmywać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedyś przykładałam do tego ogromną wagę, żeby zakryć wszystko, co "złe". Dziś bardziej dbam o filtry przeciwsłoneczne, do szybkiego ogarnięcia wystarczy mi poprawienie brwi i wytuszowanie rzęs. Jeżeli makijaż sprawia, że stajemy się zupełnie innymi osobami, niż przed nim...cóż, okazyjnie rozumiem, ale można się w tym zatracić.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj tak, znam to z własnego doświadczenia , pomarańczowa twarz i niezmywanie makijażu po imprezie.... Brrr aż mnie dreszcze przeszły. Aktualnie jestem na etapie używania jak najmniejszej ilości podkładu, naturalnego wyglądu i podkładu który wyglada jak druga skóra, polecisz cos ?;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow