sobota, 7 maja 2016

SPINKI I SZPILKI NA MIEŚCIE
RESTAURACJA ALEGLORIA

    Znacie restaurację AleGloria? To dość popularny lokal w Warszawie. Znajduje się w prestiżowym miejscu (plac Trzech Krzyży 3), a ponadto jest firmowany nazwiskiem Magdy Gessler. Kilka lat temu próbowałam tam zrobić rezerwację, ale okazało się, że terminarz mają napięty i zajęty na kilka tygodni do przodu. Fortuna jednak kołem się toczy i wczorajszy wieczór spędziłam na kolacji, w trakcie której z kilkoma innymi blogerami degustowaliśmy wiosenne (sezonowe) menu. 
   Jedną z blogerek, z która jadłam, była Kasia z bloga Kuchnia Bazylii. Nie ma jej na zdjęciach, ale fajnie gotuje, wpadajcie do niej;).
    (fot.: Spinki i Szpilki)
   Jak już pisałam, AleGloria znajduje się w bardzo charakterystycznym miejscu. Skąd nazwa? O ile udało mi się zorientować, ma ona nawiązywać do wiecznego biesiadowania, bliskiego młodopolskim upodobaniom. Wnętrze restauracji ma nawiązywać do stylu życia, sztuki oraz filozofii epoki Młodej Polski, stąd wszystko wygląda trochę jak w (hipotetycznej) telewizyjnej wersji "Wesela" Wyspiańskiego - wszędzie widzimy gęsi, jest również sala truskawkowa, myśliwska czy Malczewskiego. Młodopolanie w dość naskórkowy sposób podchodzili do motywów ludowych i tak samo zostały one tutaj potraktowane. Do tego brakuje mi jednak głośnej muzyki, prosiaka na stole i zaprawionych wódką artystów kręcących się po lokalu, ale nie można mieć wszystkiego. W sali z porożami mogłyby odbywać się pojedynki.
    (fot.: Spinki i Szpilki)
      Do restauracji prowadzą schody, wszelka biesiada rozpoczyna się na poziomie -1.
 (fot.: Spinki i Szpilki) sala truskawkowa
      Gdybym miała wybierać, to zdecydowanie wolałabym żyć w dwudziestoleciu międzywojennym, aniżeli w okresie Młodej Polski, ale jest to ciekawa inspiracja. Szkoda jednak, że gęsi są z drewna, a nie prawdziwe!
   (fot.: Spinki i Szpilki)
    Zanim zaczniecie czytać o samym menu - wybaczcie jakość zdjęć. Siedzieliśmy w dość ciemnej sali, a ja dopiero przy końcowych daniach poszłam po rozum do głowy i zanosiłam swój talerz do jaśniejszego miejsca na szybką sesję fotograficzną. 
   W kieliszku widzicie ceviche z dorsza z mango i avocado - jestem w zupełnym szoku, że bez szemrania zjadłam surową rybę. Kwaskowatość ceviche z dorsza zostało ładnie zbalansowane słodkim mango i pozornie obojętnym avokado. Smaczna i widowiskowa potrawa, naprawdę niezła przystawka.
   (fot.: Spinki i Szpilki)
      Kolejną przystawką były szparagi z sosem holenderskim i jajkiem poche. Szparagi były idealnie ugotowane - na granicy al dente, a z sosem holenderskim i jajkiem poche (które w domu nazywam po prostu jajkiem na wodzie) rozpływały się w ustach. Również polecam.
(fot.: Spinki i Szpilki)
      Uwielbiam zupy, ale zupełnie odzwyczaiłam się od innych niż te o konsystencji kremu. Dobrze jednak czasem zażyć odmiany - podano nam zupę jarzynową z jajkiem poche uperfumowaną dymką. Była aromatyczna, dobrze doprawiona (czuć było zmieszane warzywne smaki), a jajko znów było rewelacyjnym balansem dla potrawy. Bardzo poprawna zupa wiosenna.
   (fot.: Spinki i Szpilki)
        W tym momencie powinnam napisać o pierogach z kaszanką, które nam podano po zupie, ale zdjęcia wyszły mi paskudne, odwrotnie proporcjonalnie do ich smaku i uznałam, że niesprawiedliwym byłoby publikowanie ich. Wierzcie mi jednak, że to ciekawy pomysł i w AleGlorii wyszedł naprawdę poprawnie - a ja nie lubię kaszanki, więc wiem, co mówię. Nawet skwarki zjadłam.
   Zaś na fotografii widzicie steak z tuńczyka w białym i czarnym sezamie z tatarem z mango i avocado. Kolejna bardzo smaczna i poprawna potrawa, tatar z owoców złamał smak tuńczyka, który jest wdzięczną rybą, komponującą się z wieloma dodatkami idealnie. Osobiście dodałabym tu jakieś pieczone warzywo, np. pomidora (z przewijającym się już jajkiem poche!), by nieco urozmaicić potrawę, ale tak naprawdę było to smaczne i bezpieczne, absolutnie do polecenia.
 (fot.: Spinki i Szpilki)
      Tutaj widzicie fish&chips, czyli rybę z frytkami z batatów oraz sosem aioli. Ryba była taka sobie, nawet dobrze nie zapamiętałam jej smaku, ale frytki z batatów na nowo odkryły dla mnie to warzywo, zwykle podawane na imprezach jako bezbarwny substytut ziemniaków. Tutaj były aromatyczne, przyprawione i lekko chrupiące, mniam!
(fot.: Spinki i Szpilki)
      Kotleciki z górki cielęcej z kostką w cielęcym sosie z gorzką czekoladą ze szparagami były na pewno ciekawym daniem, ale tym razem szparagi były jak na mój gust nieco niedogotowane, a ponadto poprzednie połączenie z sosem holenderskim miałam wciąż w pamięci i trudno było mu sprostać. Mięsa na tej kostce było niewiele, ale czekolada z mięsem to sprawdzony i zawsze udany patent na mięsiwa.
   (fot.: Spinki i Szpilki)
      Tarta rabarbarowa z puchem z bezy była boska. Myślę, że do AleGlorii warto wpaść na deser i wybrać właśnie ją. Najpierw eksplodowała smakiem, by następnie rozpuścić się w ustach. Zdecydowanie to moje ulubione danie z tej kolacji. Ważne: truskawki nawet były dobre, choć jeszcze nie sezon na nie;).
   (fot.: Spinki i Szpilki)
       Przerywnikiem (prócz win) kolacji była Saska z czarnego bzu. Na zdrowie!
 (fot.: Spinki i Szpilki)
      Jestem fanką sorbetów i zawsze je zamawiam. kiedy zobaczyłam je w menu byłam zachwycona, lecz mój zachwyt natychmiast zniknął wraz z pierwszą łyżeczką deseru. Selekcja sorbetów stanowiła trzy kulki lodów, które smakowały jakby były kupione w zwykłym sklepie spożywczym od nieznanej marki. Najbardziej byłam rozczarowana truskawkowymi, w których czułam cukier. Zdecydowanie wolę tartę.
   (fot.: Spinki i Szpilki)
       Podsumowując: na pewno wiosenne menu w AleGlorii będzie wypełnione szparagami (co nie dziwi!), jajkiem poche oraz mango i avocado.
   Po tej wizycie w AleGlorii wiem, że na szczęście kuchnia tego lokalu jest bardzo poprawna, powiedziałabym nawet, że mocno zhomogenizowana kulturowo, pełno w niej akcentów śródziemnomorskich, ale nawet pozornie kontrowersyjne połączenie smaków mało kogo zszokuje, ponieważ dania mają smakować - a nie szokować. Obawiałam się, że skoro lokal chce promować kuchnię polską, to pełno będzie w niej tłustości, ale nie - jest lekko i przyjemnie. 
   Szkoda mi jedynie, że AleGloria obrosła legendą niezwykle eleganckiej i wyrafinowanej, kiedy tak naprawdę zdaje się być europejskim bistro z niezłym jedzeniem i dobrą lokalizacją.
   Kto z Was miał przyjemność tam być i jeść?

Ale Gloria Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

6 komentarzy:

  1. Ale kusisz, aż się głodna zrobiłam :D Ślicznie wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny lokal, lubię takie swojskie miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie byłam tam, zawsze brakuje mi czasu jak jestem w stolicy :((((

    p.s. Aniu, pięknie wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dania wykwintne, bardzo ładnie podane, cieszą oko a co dopiero podniebienie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałem okazji, ale nie jestem z Warszawy więc musiałbym zorganizować specjalną wycieczkę połączoną z rezerwacją w tej restauracji, a niestety na to trochę brakuje czasu. Ale może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow