czwartek, 4 sierpnia 2016

ETAPY ŻAŁOBY
NIE MA MOWY! Tumbledown

   Histeryków nie sieją - sami się rodzą. Znałam kiedyś cudownego mężczyznę, któremu musiałoby chyba urwać rękę, żeby się choć skrzywił z bólu, natomiast jego matka wzywała pogotowie do złamanego paznokcia (czyli to nie jest dziedziczne). Miałam również nieprzyjemność spotkać dziewczynę nie mającą żadnego pojęcia o historii czy geografii, ale potrafiącą ukryć każdą swoją niekompetencję pod gigantyczną awanturą połączoną z płaczem i trzaskaniem drzwiami (przykład: 10 lat temu sądziła, że Ukraina jest w Unii Europejskiej - gdy ktoś jej zwrócił uwagę, iż nie jest, wybiegła z pomieszczenia w skrajnej histerii). Co ciekawe wyszła za kolesia płaczącego przy każdym nerwie w pracy, co mnie zastanawia. A nuż histeria do histerii się przyciąga? 
      Histeria kompletnie mnie nie wzrusza, natomiast żal po stracie - ogromnie. Wbrew pozorom żałoba niejedno ma imię. Śmierci nie należy zawsze interpretować jako fizycznego zgonu. Opłakiwać można kogoś lub coś, co odeszło - od nas, ale niekoniecznie w zaświaty. 
   Jan Kochanowski nie po to napisał Treny, by znudzeni uczniowie musieli je czytać i do utraty tchu interpretować, analizować oraz omawiać, a by w jakiś sposób ukoić ból po śmierci córki. Oczywiście jest to jednocześnie podszyte innymi pobudkami: odrzucony pod wpływem cierpienia rozum powraca jako jedyna droga pozwalająca człowiekowi zrozumieć sens istnienia. (Janusz Pelc, Pamiętnik Literacki 1955), aczkolwiek mnie interesują etapy żałoby. 
    Ponoć jako pierwsza spisała i usystematyzowała je Elisabeth Kübler-Ross w 1969 roku (Rozmowy o śmierci i umieraniu). Ta amerykańska lekarka wyróżniła 5 etapów żałoby:
- zaprzeczenie
- gniew
- targowanie się
- depresja
- akceptacja.
   Przechodzi się przez nie w różnej kolejności, niektóre etapy się powtarzają, inne zupełnie nie występują - to bardzo uproszczony opis, ale według mnie można się domyślić jego głównego sensu. Jeśli z kimś się rozstajecie, coś się kończy w Waszym życiu albo naprawdę umarł Wam ktoś bliski - polecam lekturę tekstów przybliżających ten temat.
   Temat żałoby nasunął mi się przy okazji filmu: "Nie ma mowy!" (2016), który obejrzałam w zeszłym miesiącu. Opowiada o wdowie po słynnym muzyku folkowym, która zostaje sama w wielkim domu, otoczona wspomnieniami i rzeczami zmarłego męża. Pragnie napisać jego biografię, ale nie umie (nie ma mocy lub zdolności - nie wiem) się do tego zabrać. Niespodziewanie na jej drodze staje Andrew - nowojorski pisarz, którego interesują losy muzyka.
   W postać głównej bohaterki wcieliła się Rebecca Hall, która wcale nie przypomina zblazowanej amerykańskiej narzeczonej z Vicky, Christina, Barcelona. Tutaj to ostoja spokojnego smutku (przeplatanego czasem gorącym, terapeutycznym seksem z jurnym sąsiadem). Jeżeli kiedykolwiek oglądaliście jakiś film, to już po pierwszych minutach tego zorientujecie się, że główna bohaterka kończy swoją żałobę, choć sama tego jeszcze nie wie. Pochowała męża nie tylko na płaszczyźnie materialnej, ale również duchowej. Szuka nowych celów, a w międzyczasie pojawia się pisarz, który w zamyśle twórców miał być zapewne przystojny, ale w tym wypadku dopatrywałabym się raczej metafizycznego porozumienia bohaterów, którzy naturalną koleją rzeczy lądują w łóżku, bo inaczej akcja przestanie się kleić.
   Podoba mi się, że w fabułę wpleciono nieśmiały komunikat o płaskiej interpretacji rzeczywistości, do której większość z nas ma dziś skłonność. Mąż głównej bohaterki umarł na skutek nieszczęśliwego wypadku, a Andrew na siłę próbuje odnaleźć w domu Hannah potwierdzenie swojej tezy, iż muzyk prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Szablonowość wkradła się  wszędzie.
   Myślę, że warto obejrzeć ten film dla pięknych zdjęć, dobrego udźwiękowienia i ciekawie opowiedzianej historii, chociaż całość nie jest wybitna i nie sądzę, bym wróciła do tej pozycji nawet za kilka lat. Brakuje mi w tym wszystkim mocnej puenty i razi mnie Jason Sudeikis w roli Andrew. To bardzo drewniany aktor, który może i wypada nieźle w rolach komediowych, ale nie jest w stanie unieść bardziej rozbudowanych postaci. 6/10
   Co myślicie?


Autor: Anna Dziadosz

3 komentarze:

  1. Mam zamiar obejrzeć ten film jak będzie już dostępny w internecie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy mam ochotę na taki film. Ja generalnie sięgam chętniej po radośniejsze i bardziej optymistyczne pozycje. Może właśnie dlatego, że sama ciężko przeszłam żałobę. I mocno ją odchorowałam. Teraz się trzymam z daleka od tego typu tematów nawet w śladowych ilościach. Może za rok, albo dwa...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie to opisałaś :)
    Sama wiem co to żałoba po stracie Mamy i "szukanie nowych celów" na ukojenie cierpienia. Wpadłam głębiej w wir blogowania,otworzyłam się na ludzi,nie boję się ruszać poza swoje miasto (wypad na Meet Beauty to była dla mnie naprawdę duża wyprawa).Musiałam coś zrobić z dołkiem w który wpadałam i dzięki temu zaakceptowałam w pewien sposób fakt że od półtorej roku jestem półsierotą-nie miałam innego wyjścia :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow