poniedziałek, 19 września 2016

RESTAURACJE WE LWOWIE - KTÓRE WARTO ZNAĆ?

   Generalnie uwielbiam gotować, ale jednocześnie sprawia mi przyjemność wyobrażanie sobie, że jestem pretensjonalną artystką żywiącą się jedynie w restauracjach, a rankiem popijającą espresso w uroczych kawiarniach. Wiecie sami, że recenzuję warszawskie knajpy, ale są to raczej okazjonalne wypady niż stały punkt mojego dnia. Polskie realia naprawdę niewielu osobom pozwalają żyć jak Carrie z "Seksu w Wielkim Mieście"- zarówno z powodów finansowych (zjadliwy obiad w niezłej knajpie często stanowi równowartość zakupów na dwa tygodnie) oraz strukturalnych (trudno o pięć gwiazdek w dobrej relacji ceny do jakości).
   Jednakże ostatni weekend lata wraz z kilkoma przylegającymi do niego dniami spędziłam w mieście, w którym na chwilę mogłam poczuć się zamożna, a nawet bogata - zupełnie jak Niemiec czy Brytyjczyk w Polsce. Mowa o absolutnie cudownym Lwowie, gdzie wszystkie ceny nie po przemnożeniu, ale po przedzieleniu dają złotówkowy odpowiednik. Przez cztery dni wraz z Anią Maluje i Blue Kangaroo zwiedziłyśmy i rozrzutnie żyłyśmy w tym miejscu. Również codziennie stołowałyśmy się wyłącznie w knajpach, o których będzie ten post. Chciałabym Wam zarówno polecić kilka lwowskich lokali jak i niektóre odradzić.

   PUZATA HATA

   To było pierwsze miejsce, do którego się udałyśmy. Byłyśmy głodne i ciekawe miasta, a dziewczyny niezależnie od siebie dostały informacje od swoich Czytelników, że to jedna z najlepszych knajp we Lwowie. W praktyce wypadła przeciętnie, a po całej podróży i odwiedzeniu innych lokali - wręcz źle.
   Gdyby to było jedyne miejsce, w którym posiliłabym się we Lwowie, prawdopodobnie wyjechałabym z Ukrainy z przeświadczeniem o kiepskiej, garmażeryjnej kuchni wschodnich sąsiadów.
    Szału nie ma - dobre pierogi i niezły sernik, ale całość to bardziej fast food ze zmęczoną, nic nie rozumiejącą po polsku (a to ewenement, a nie moje zblazowanie!) obsługą oraz wysokimi (jak na Lwów i ichniejsze standardy) cenami. Nie polecam.

RESTAURACJA BACZEWSKICH
(BACZEWSKI RESTAURANT), 
UL. SHEVSKA ST. 8 

   To z kolei zdecydowanie moja ulubiona lwowska knajpa. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to dla mnie (turystki, chwilowej burżujki) w klatkach śpiewają kanarki i puszą się nimfy, ładny pan gra na fortepianie przedwojenne piosenki, a kelnerzy w liberii proponują mi wódkę, ale z drugiej strony czy i nie to podobne jest do czasów hedonistycznego, jednocześnie nadętego i urokliwego, artystycznego dwudziestolecia międzywojennego, którego styl (według mnie) fenomenalnie oddaje cały lokal?
    Aż dwa razy zjadłyśmy tam śniadanie (wejście kosztuje 90 hrywien), bo za pierwszym nie do końca udało nam się nasycić jego atmosferą. 
   Po wejściu ma się do dyspozycji cały bufet (pyszny!) oraz w cenie jedną kawę oraz jeden kieliszek wina lub wódki (ja, oczywiście, wybrałam wódkę Baczewski). Słychać Fogga i w każdej chwili można spodziewać się Staffa. Polecam Wam serdecznie zapoznanie się z historią rodziny Baczewskich.


RESTAURACJA SIM POROSIAT, 
UL. S. BANDERY 9

   Tę odkryłyśmy przypadkiem - siedem świnek machało do nas z okna restauracji i wprost nie mogłyśmy im odmówić. Było warto!
    Cała restauracja jest wypełniona figurkami owych świnek, wypchanymi zwierzętami (nie polecam tego miejsca jedynie osobom o skrajnie wegetariańskich poglądach), folkowymi wzorami, beczkami, drewnianymi ławami, a pod oknem znajduje się nawet staw z młynek.
   Przyznaję, że tutaj poszalałyśmy - ja za swój obiad dałam chyba jakieś 200 hrywien (czyli może 35zł) i czytałam na kilku blogach, że to drogie miejsce, ale proszę... Faktycznie zapłaciłam 10 zł więcej niż zwykle - ale w Warszawie kosztowałoby to około 300 zł i nie wiem, czy by mi smakowało. A co jadłam i piłam w Sim Porosiat?
    Tak, skusiłam się na kawior. Postanowiłam wyjść ze swojej gastronomicznej strefy komfortu i otworzyć się na (jak sobie wyobrażam) wschodnie smaki. Kawior na toście był smaczny - może nie strzelał w zębach jak u Dostojewskiego, ale był pyszny. Polecam jako przystawkę.
    Zupa szpinakowa ze śmietaną była rewelacyjna. Na Ukrainie nabiał jest, mam wrażenie, lepszej jakości. Żadna z nas nie miała po nim problemów żołądkowych, a mnie nie wyskoczył nawet najmniejszy pryszcz.
    Oprócz kawioru i zupy zamówiłam jeszcze lemoniadę i jakiś bardzo mocny ukraiński alkohol,; mam wrażenie, iż był ziołowy. Pyszny, ale tak mnie zamroczył, że zapomniałam jego nazwy.

CAT CAFE LVIV
   Reklamy Kociej Kawiarni nie sposób przeoczyć, bo jest umieszczona na wielu murach, a nam dodatkowo było do niej po drodze, ponieważ znajduje się na tej samej ulicy co Sim Porosiat.
    Niestety całe miejsce jest raczej rozczarowujące - koty są, owszem, ale na pewno nie łaszą się do nikogo, nie wskakują na kolana, mają gości kompletnie pod wibrysem. Zamiast towarzyszy zabaw i amatorów resztek ze stolika przypominają raczej udręczonych pracowników hipermarketów w trakcie nadgodzin.
   Jeśli liczycie na coś więcej niż świadomość odwiedzenia kociej kawiarni z kotami chowającymi się po kątach, to nie warto na wizytę w tym miejscu poświęcać czasu, aczkolwiek czekoladę i kawę podają znakomitą, tanią (jak wszystko we Lwowie) oraz posiadają menu również po angielsku (chyba jeden egzemplarz, ale jednak).
   I muszę Was rozczarować jeszcze w jednym temacie: zielono-żółte ściany nie sprzyjają w zbieraniu contentu na instagram, ale wrzucam swoje zdjęcie z kotem. #catvertising

   KUMPEL, UL. VOLODYMYRA VYNNYCHENKA 6
   To jest miejsce, gdzie doskonale odnajdą się osoby lubiące mięso i piwo. My je odwiedziłyśmy, ponieważ należy do tej samej grupy (firmy, właścicieli) co Baczewski.
   I chociaż mięsne menu było imponujące, to tym razem zamówiłam pierogi z bryndzą! Były tak pyszne, że od samego patrzenia na nie robię się znów głodna.
   Popijałam je lemoniadą - za pierogi i tę całą flaszkę lemoniady (chyba nic więcej nie zamawiałam) nie zapłaciłam więcej niż odpowiednik 10 złotych.

LVIV COFFEE MINING MANUFACTURE 
   To po prostu zwykła sieciówka z czekoladą, kawą i herbatą z dość fotogenicznym i wystrojem (słoiczki z kawą, worki z herbatą, cynowe naczynia i drewniane meble), ale mnie nie tylko nie urzekło, ale wręcz zniesmaczyło. We Lwowie w każdej napotkanej przez nas knajpie wifi było otwarte - można się było z nim połączyć nawet przed lokalem, zupełnie do niego nie wchodząc. To drobny szczegół, który świadczył o gościnności. W Lviv Coffee Mining Manufacture wifi było ohasłowane, a w kawa niesmaczna. Nie warto.
  
 ЧЕСНЕ М'ЯСО, UL. RYNOK SQUARE 28 
(czyli chyba Chesne Miaso)
   
   To było ostatnie miejsce, w którym jadłyśmy i absolutnie się na nim nie zawiodłyśmy. Ja zaszalałam - zamówiłam obłędną ukraińską brandy (Uzhgorod 5*) i bardzo żałuję, że nie kupiłam jej do domu. Była pyszna, a za kieliszek zapłaciłam chyba jakieś 4 zł. W Warszawie za beznadziejną brandy albo paskudną whiskey musiałabym dać jakieś 25 złotych.
   To urocza restauracja naprzeciwko ratusza. Nie sposób do niej nie trafić i szalenie Was zachęcam do odwiedzenia jej. Obsługa jest niezwykle miła, menu po polsku, a samo jedzenie wyśmienite.
    Oprócz brandy tym razem zamówiłam knedliki ze szpinakiem oraz grejfrutową lemoniadę (we Lwowie na każdym kroku można kupić Lemoniadę). Absolutnie polecam i rekomenduję Wam to miejsce!

   Jak widzicie nie rozpisywałam się o cenach, ponieważ we Lwowie są one dla nas tak niskie, że różnica 10-15 zł za kilkudaniowy posiłek w restauracji nie powinna dla nikogo stanowić większej różnicy, natomiast nie przy każdej restauracji podałam adres - absolutnie specjalnie. Jeśli zechcecie odwiedzić odradzane przeze mnie lokale, to zrobicie to na własną odpowiedzialność i tym samym osobiście musicie odnaleźć ich adres.

   NATOMIAST W KWESTII NOCLEGU SERDECZNIE POLECAM WAM AIRBNB - JEŚLI ZAREJESTRUJECIE SIĘ Z MOJEGO KODU, TO NA PIERWSZY WYJAZD ZYSKACIE 20 $!

   We Lwowie byłyśmy we trzy 
(wnętrze restauracji Baczewski):
   I obie Anie również napisały kilka ciekawych postów o Lwowie, do których lektury Was zachęcam:

 BLUE KANGAROO:

   ANIA MALUJE:

   To na pewno nie był mój ostatni wyjazd do Lwowa, zatem jeśli macie do polecenia kolejne pyszne knajpy w tym mieści, to śmiało piszcie!

14 komentarzy:

  1. Aniu, oddałaś wszystko idealnie. Wejście do Baczewskiego kosztowało 90 u ale to kosmetyka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przywołałaś moje wspomnienia smakowe i teraz najchętniej wybrałabym się do Baczewskiego Na śniadanie. Niestety muszę pójść do kuchni i zrobić je sobie samodzielnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl sobie, jak czułam się, piszą to w nocy;).

      Usuń
  3. Byłam raz we Lwowie. Piękne mam wspomnienia z tej wycieczki. Akurat restauracji, w której jedliśmy obiadek nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  4. W takich grzecznych knajpach byliście :) trzeba było do Masoch Cafe zajrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pierwszym razem zawsze jest spokojnie - ekstrawagancje zostawia się na kolejny raz. Jak w łóżku;).

      Usuń
    2. Właśnie - byłam od 7-10 września, i jeszcze wrócę...

      Usuń
  5. Zupa szpinakowa ze śmietaną wygląda mega smacznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A taka byłą w rzeczywistości! Pyszna i sycąca:).

      Usuń
  6. Jeździłam regularnie do Lwowa ale z 15 lat temu, widzę wiele nowych miejsc i w zupełnie już zmienionym klimacie - wiele robione pod Polaków no ale w sumie ten biznes ma się opłacać 😀

    OdpowiedzUsuń
  7. Wybieram się niedługo i na pewno odwiedzę część z tych restauracji :) Zazdroszczę wam wycieczki i za chwilę poczytam kolejne recenzje, bo muszę się solidnie przygotować do tego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow