poniedziałek, 24 października 2016

KOLEKCJA THE SOUND OF BEAUTY ARTDECO, CZYLI JESIENNY MAKIJAŻ ORAZ JA W NOWYCH WŁOSACH

   Jestem już tak wybredna, że kolorówka musi mi naprawdę przypaść do gustu, żebym chciała ją mieć (mam więcej paletek z cieniami niż mogłabym w pełni zużyć w ciągu trzech żyć, więc obdarowuję nimi wszystkich), a ponieważ dzięki blogowaniu poznałam mnóstwo marek kosmetycznych oraz ich produktów, to moje kosmetyczne zblazowanie oraz współczynnik odrzuceń są naprawdę wysokie. Jednakże kolekcja The Sound of Beauty od Artdeco urzekła mnie nieszablonowym stylem, pomysłem i starannością designu.
   Czy jesień nie kojarzy się Wam nie tylko z kocem, książką, herbatą z pigwą, ale również sączącą się w tle muzyką?
   Nowoczesna muzyka instrumentalna to motyw przewodni tej cudnej kolekcji, gdzie punkt centralny stanowi ta kasetka (53,90 zł) - w środku mieszczą się trzy cienie lub jeden róż.
   Właściwie już mam kilka kasetek na cienie od Artdeco, ale nie mogłam się powstrzymać. Ta jest jak szalik - jesienią niezbędna!
   Mam trzy cienie z tej kolekcji i w takiej kolejności (od lewej) występują na zdjęciu: 224, 158 i 202. 23,50 zł/ sztuka
   A pomadka ze zdjęcia to nr 17A w tej kolekcji (49,50 zł). Według mnie jej kolor to rdzawa czerwień, a w materiałach prasowych wygląda jak pastelowy róż. Z ciekawości sprawdziłam, jak ją pokazano w sklepie Douglas i powiem Wam, że przesadzili z kontrastem, także przed zakupem sprawdźcie, kto jest bliższy prawdy. Mnie się ten kolor szalenie podoba w każdym razie.
   To zdjęcie powstało tylko po to, bym mogła się pochwalić pięknymi paznokciami, które mi w weekend zrobiła siostra.
   Oprócz zaprezentowanych przeze mnie produktów w kolekcji znajduje się jeszcze boski róż z wytłoczonym motywem nut na pięciolinii, natomiast mnie jest zbyt smutno z wiedzą, iż jego opakowanie w przeciwieństwie do kompaktu nie jest wielorazowego użytku i dlatego go nie zamówiłam.
   Natomiast przewijające się przez niektóre fotografie przezroczyste opakowanie przypominające błyszczyk to olejek pielęgnacyjny do ust, którego użyłam dopiero raz, więc jako blogerka lifestylowa (a nie kosmetyczna) nie będę o nim jeszcze pisać;).
   A to ja po przygodzie z henną Delii i makijażu Artdeco. Wyjątkowo jest to zdjęcie bez żadnej obróbki. Jak się Wam podobam teraz? Podobno po 8 myciach henna się zmyje, ale mnie ta chwilowa zmiana się podoba.
   Co do samej kolekcji - gdybym nie miała jej już, to bym je kupiła, są śliczne, stylowe i ponadczasowe oraz niebanalne; praktyczne, bo kompakt zostaje i można włożyć do niego nowe cienie oraz solidnie wykonane. Wiem, bo mam takich paletek już kilka.

5 komentarzy:

  1. Śliczna jest ta paletka i Ty w tym makijażu. Zastanawiam się, po co Ci obróbka zdjęć, wyglądasz doskonale :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne opakowanie. Te kolorki cieni idealne dla mnie, zwłaszcza w tym okresie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ślicznie wyglądasz. Paletka kusząca bardzo, maleństwo które bardzo cieszy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow