niedziela, 23 października 2016

OSTATNIA RODZINA

   Nie zamierzam robić z siebie wielkiej wielbicielki Beksińskich, bo nigdy nią nie byłam. Szczerze mówiąc obrazów Zdzisława nie jestem w stanie oglądać siedząc samotnie w mieszkaniu, bo zbyt mocno pobudzają moją wyobraźnię i wprawiają mnie w nieuzasadniony lęk. Patrząc na nie, mam wrażenie, że ciemność na mnie spogląda. Natomiast Tomasza obawiałam się zawsze samego w sobie - przerażają mnie tacy na wskroś inteligentni ludzie. Mając jakąś tam wiedzę na temat twórczości Zdzisława, kultowości Tomasza w świecie muzyków oraz pamiętając mroczne opowieści o rodzinie Beksińskich z czasów mojego dzieciństwa spodziewałam się mocnego, mrocznego i mięsistego filmu, po którym nie będę mogła w nocy spać. Robert Bolesto w roli scenarzysty dał mi również nieśmiałą nadzieję na film równie porywający umysł co Córki Dancingu.
  Gdybym po raz pierwszy usłyszała o rodzinie Beksińskich dopiero na seansie i po filmie miałabym opisać bohaterów, to doszłabym do wniosku, że to reprezentanci straszliwej polskiej patologii. Ojciec jest malarzem więcej czasu bawiącym się kamerą niż tworzącym obrazy, a wieczorami fantazjującym o sadomasochistycznych sytuacjach z kobietami. Matka to typowa Polka-Męczennica, znosząca dziwactwo i lenistwo męża (w filmie stary Beksiński chyba ani razu nie podniósł papierka - nawet po zdemolowaniu kuchni przez syna) oraz wybuchy, pretensje i próby samobójcze syna. Tomasz Beksiński został tu przedstawiony jako chory psychicznie dziwak czasem słuchający muzyki oraz mający problemy z potencją i nerwicą natręctw. Gdybym nie wiedziała, że była to wybitna postać, z tego obrazu na pewno nie udałoby mi się czegoś podobnego wykoncypować.
    W filmie stary Beksiński praktycznie nie malował, a przecież to był nie tylko dziwak, ale również tytan pracy, czego tutaj kompletnie nie widać. Otaczała go aura tajemnicy i mroku, a jego dzieła były naprawdę mocne. A fantazje? Któż ich nie ma!
    Tomasz Beksiński był nie tylko neurotycznym samotnikiem, ale również wybitnym znawcą muzyki i genialnym tłumaczem (tłumaczył nie tylko filmy, ale również teksty tak złożonych interpretacyjne utworów jak te Pink Floyd!) wokół którego zebranych było mnóstwo fanów i wielbicieli. W filmie jedną sceną zaznaczono, że coś tam tłumaczył, kolejną iż puszczał w radiu Yazoo, którego płytę miał dzięki koneksjom ojca, a inną jego podziw dla Ultravox, ale czy po tym widać, że był piewcą nieznanej w PRL w Polsce fali new romantic, później rocka progresywnego i dopiero w kolejnych latach gotyku? Wymieniać podobnych przykładów mogłabym długo.

   Dlatego sądzę, że nie powinno się tego obrazu kompletnie rozpatrywać w kategorii biografii, a jedynie może inspiracji dziejami rodziny Beksińskich. W filmie naskórkowo pokazano kilka sytuacji, które mogą naprowadzić jedynie naprawdę zorientowanego widza na ślad autentycznego rysu postaci. Natomiast w kategorii fabularnego dzieła o gnijącej, polskiej patologii w murach peerelowskiego blokowiska film wypada naprawdę nieźle, chociaż i tak nie dorównuje "Placowi Zbawiciela" Krzysztofa Krauzego i Joanny Kos-Krauze, gdzie we współczesnej, zwykłej warszawskiej rodzinie oddycha się zepsutym złem powietrzem.
   Teza o śmierci jako wybawieniu z marazmu codzienności, świetni aktorzy oraz dobry montaż i naprawdę niezłe udźwiękowienie sprawiają, że po seansie "Ostatniej rodziny" człowiek czuje się wstrząśnięty, a czy też nie na tym powinno polegać filmowe katharsis?

   Jednakże nie jestem usatysfakcjonowana scenografią, która chyba nie została skonsultowana z kimś zorientowanym w dostępności konkretnych sprzętów w okresie PRL w Polsce.
    Podsumowując: "Ostatnią rodzinę" należy obejrzeć, ponieważ bez tego nie ma możliwości wyrobienia sobie o niej opinii a fabularnie jest to naprawdę ciekawy obraz, natomiast osobiście radzę jednak doczytać o Beksińskich po seansie, by mieć o nich więcej pojęcia niż zawiera wizja twórców.

10 komentarzy:

  1. Nie no, detale były super, znaleźliśmy kilka zapomnianych perełek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś głównie skupialiśmy się na prodiktach spożywczych, a potem niektórych sprzętach. Siedziliśmy w kinie i tylko od czasu do czsasu "O! a to pamiętasz?" :) a zaczęło się od cukru z wielka literką C :) Jak już film będzie dostępny na jakimś czytniku z chęcia objrzę jeszcze raz, właśnie po to, by lepiej skupić się na detalach.

      Usuń
  2. Aniu, uważam, ze KAŻDY film należy obejrzeć, aby samodzielnie wyrobić sobie opinię. Rodzina dość kontrowersyjna, że tak to określę. Jestem ciekawa tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgoniu, przecież napisałam to właśnie :P.

      Usuń
  3. Hmm, dobrze, ze napisalas tak szczerze o tym filmie, mimo wszystko jestem go bardzo ciekawa... polecam obejrzec chocby na yt filmiki o Tomaszu, np. Dziennik zapowiedzianej smierci lub wywiad z wampirem xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam ten wywiad z Wampirem;), a sama napisałam przecież, że każdy powinien ów film obejrzeć!

      Usuń
  4. Nie mogłaś lepiej oddać moich wrażeń po tym filmie. Mimo, że całościowo obraz mi się podobał, to uważam że miał swoje ograniczenia biograficzne. Jeśli ktoś nie zna historii kariery zawodowej Tomka, to z pewnością nie dowie się z tego filmu niczego, co świadczyło o jego otwartym umyśle, erudycji i wielkiej pasji. A starszego Beksińskiego było o wiele za mało.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow