sobota, 17 grudnia 2016

#ROZKMINNIK: DZIEŃ BEZ MAKIJAŻU, PORANEK U DERMATOLOGA I PIĘTNAŚCIE NAPOCZĘTYCH KSIĄŻEK

   W takie zimno trudno mi znaleźć swoje miejsce. Najchętniej siedziałabym non stop pod kocem i zamawiała pod niego jedzenie, ale niestety nie da się tak. Tym bardziej, że dziś nadszedł ten Wielki Dzień, czyli nastał termin mojej wizyty u dermatologa. Czekałam na niego raptem miesiąc i cudem wprost udało mi się umówić (tak, mam kartę prywatnej opieki medycznej), więc nie pospałam w sobotę. Jak w poniedziałek zerwałam się i pobiegłam na wyczekaną wizytę. Od jakiegoś czasu mam maksymalnie wysuszoną skórę na nogach i rękach, jest to wprost niewyobrażalnie wkurzające. Wiecie, co się okazało? Że po 20. roku życia dostałam jakiejś alergii (a myślałam jak Einstein - że dopiero po trzydziestce się umiera) i teraz będziemy to wspólnie z lekarzem rozkminiać. Na wszelki wypadek jednak mam nie nosić czarnych i brązowych ubrań, bo być może ich barwnik wywołuje u mnie reakcję zapalną. Z tego powodu kupiłam trzy nowe pary rajstop - uznałam, że to część recepty (lekarstwa są droższe niż ubrania). 
    Gdy miał nadjechać mój tramwaj, okazało się, że ruch między placem Zawiszy a Rondem Waszyngtona jest bezterminowo wstrzymany, więc dygocąc z zimna pobiegłam na metro, pod którym z kolei spacerowali ludzie przebrani za karpie. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy był to performance w obronie ich życia, przeciwko niemu czy może pokazujący, że każdy z nas może stać się karpiem w Wigilię?
   W Starbucksie wypiłam pierniczkową kawę o smaku kondensowanego mleka, polansowałam się kolejną już napoczętą książką i wróciłam do mieszkania, w którym w samo południe było ciemniej niż w piwnicy. Też macie poczucie, że Warszawę ktoś przykrył brudną szklanką i jeszcze zapalił pod nią papierosa? 
   Czytam teraz Balzaka, Virginię Woolf, Huxleya i jakieś bzdzidło o Białym Domu, a w kolejce czekają kolejne książki, a jednak kompletnie nie jestem w stanie obojętnie przejść obok księgarni - za każdym razem mam perwersyjną ochotę wejść do środka i kupić coś nowego do poczytania.
   Tak bardzo nie miałam pomysłu na post, że wymyśliłam, że w takich chwilach będę pisać #Rozkminnik. Ciekawe, czy Wam się spodobają posty o tym, co robię na co dzień (teraz pranie).
 
   Nie zamierzam w tym roku robić żadnych postanowień noworocznych, bo to jedynie kolejny powód do szukania w sobie wad, o które i tak codziennie się potykam, a Wy?

   PS.: Dziś się nie pomalowałam, dlatego na zdjęciu ujęłam tyle innych, ładnych rzeczy - nowy kocyk, kochane doniczki, kubek w cwane koty i książki.

1 komentarz:

  1. Uuu sucha skóra na rękach i nogach okropność ;x a może perfomance bo każdy może dostać karpiem :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow