środa, 4 stycznia 2017

Jak żyć z wadą wymowy? Jak ja sobie radzę?

   Większość z Was nie ma o tym pojęcia, ale... posiadam wadę wymowy: od dziecka nie mówię "r". Jeśli oczekujecie, że z tego postu dowiedziecie się, jakie innowacyjne ćwiczenia logopedyczne należy wykonywać przy takiej przypadłości, to jest to odpowiedni moment na koniec lektury. Nie jestem logopedą, a jedynie dziewczyną z wadą wymowy, która - co najistotniejsze! - nie ma z tego powodu żadnych kompleksów. I z tej perspektywy chcę Wam o tym opowiedzieć.
  
   LOGOPEDA
   Oczywiście chodziłam. Nie wiem, jak to wygląda dziś w podstawówkach, ale 18 lat temu w mojej szkole pani logopeda wizytowała lekcje w klasach 1-3 i wyszukiwała dzieci mające jakiekolwiek problemy emisyjno-dykcjno-fonetyczne, by zdusić temat już w zarodku. W ten sposób wyczaiła mnie, ale nie było to trudne, bo od zawsze byłam gadułą. Dodam, że zajęcia prowadzono w ramach normalnych lekcji bezpłatnie (chyba).
   Do pani logopedy chodziłam 2 lata, podczas których wymówiłam dźwięcznie "r" RAZ, i to zupełnie przypadkiem. Miałam zeszycik pięknie zapisanych (przez panią logopedę) zdań i zlepków liter, które naprawdę powtarzałam w domu, starałam się ćwiczyć regularnie, chociaż tego pieruńsko nie znosiłam.
   Gdyby to była akcja filmu, to po miesiącach morderczych ćwiczeń w deszczu i błocie nie tylko zaczęłabym dźwięcznie wymawiać: "r", lecz może nawet została światowej sławy kołczem-logopedą i/ lub pRRRezydentem. Lecz w życiu okazało się, że jestem nieuleczalnym przypadkiem. Z ulgą przekazałam rodzicom informację, że pani logopeda uznała, iż posiadam jakoś zrośnięty język... Szczerze mówiąc nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, by to jakkolwiek sprawdzać. Wtedy ważne było, bym mogła skończyć z tymi męczącymi ćwiczeniami.

KOMPLEKSY?
   Mam mnóstwo kompleksów, a w podstawówce to chyba tylko z nich się składałam. Czułam się gruba, brzydka... ale nigdy nie miałam problemu z tym, że nie wymawiam "r". Na pewno wpływ mieli na to rodzice, którzy nigdy nie zwracali na to uwagi. Myślę, że gdyby jakkolwiek to podkreślali albo nawet mnie poprawiali, to zauważyłabym, że coś jest na rzeczy. A tak żyłam w błogiej nieświadomości i to było piękne.
   Zawsze lubiłam dużo mówić - do kogoś i z kimś. Śmieszne pytanie na lekcji albo uwaga deprymująca nauczyciela? Chętnie! Nigdy się nie zawahałam lub nie zamilkłam pod wpływem wstydu wynikającego z niemówienia "r". I dziś myślę, że to była moja siła.

ŻARTY W SZKOLE
   Domyślam się, że wielu Was to spotkało - lub może trwa to do dziś, a "szkoła" zamieniła się w "pracę"?

   Ze mnie nigdy nikt długo nie śmiał się z powodu wady wymowy. Nikt nie miał z tym problemu, ponieważ... przede wszystkim ja nie miałam z tym problemu. Ludzie (mali, duzi, młodzi, starzy - przerażająca większość) mają tendencję do wyłapywania słabych stron otoczenia. Im mniejsza mentalnie osoba, tym złośliwsze i bardziej raniące potrafią być jej słowa. 

   Słabe jednostki często boją się, iż nie odnajdą swojego miejsca w hierarchii danej grupy i by zwiększyć swoje szanse na dobrą pozycję, wyszukują osoby mogące im pomóc zrealizować ten plan. Taka osoba rozgląda  się wokół, jej świdrujący wzrok opada nagle na Ciebie i po kilkusekundowej ciszy słyszysz: "Patrzcie, Anka nie mówi RRRRR, mówmy na nią Łopucha" i tak już do końca szkoły. 

    Później trudno jednocześnie zatrzymać lawinę, odczepić łatkę i jeszcze w tym wszystkim poczuć się pewnie.

   Ze mnie nikt dłużej nie żartował, ponieważ ja nie tylko się nie złościłam takimi docinkami, ale wręcz byłam nimi zdziwiona. Wydawało mi się to głupie, dziecinne oraz nie na temat. Jeżeli obiekt złośliwych żartów i docinków się nie smuci, nie denerwuje, nie reaguje, to cała akcja przestaje mieć sens i atakujący ustępuje. Czasem nie ma wyjścia i nawet jeżeli macie problem z daną rzeczą, absolutnie nie możecie dać się sprowokować i wyprowadzić z równowagi. Dla pocieszenia powiem Wam, że jest taki jeden żart, docinek wyprowadzający mnie kompletnie z równowagi i kiedyś musiałam zebrać się w sobie bardzo, by nie pokazać wrednej małpie z równoległej klasy, że to co mówi szalenie mnie rusza.

MOJE "R" W LICEUM
   W liceum, czyli w nowym towarzystwie, szybko zauważono, że mam wadę wymowy i koledzy prędko sprawdzili, jak wysoki mam dla niej próg tolerancji żartów. Wtedy faktycznie wszyscy się ze mnie śmiali...a ja wprost umierałam ze śmiechu! Warto rozwijać w sobie poczucie humoru;). 

   Mój ulubiony żart na temat "r" z liceum:

   Razem z dwoma kolegami wychodzę z lekcji.
Ja: Czy ona naprawdę powiedziała, że jutro mamy z tego kartkówkę?
G.: Kałtkówkę? Jaką kałtkówkę? K., czy wiesz, co to jest karłtkówka?
K. (drapie się po brodzie): Kałtkówka? Nie wiem, może to samo co spławdzian?

BRAK "R" W DOROSŁYM ŻYCIU
  Zazwyczaj sami jesteśmy autorami naszych ograniczeń. Mnie w dorosłym życiu wada wymowy kompletnie nie przeszkadza, nie słyszę jej i w ogóle o niej nie myślę. Więcej! Często ludzie, których znam wiele miesięcy, dopiero gdy sama powiem, że coś trudno mi się wymawia (np. "rabarbar"), ponieważ mam wadę wymowy, mówią: "No właśnie, tak się zastanawiałam/zastanawiałem, czy faktycznie masz wadę wymowy!". Wiecie, skąd się bierze ich niepewność? Z mojej pewności i braku kompleksu wady wymowy.

   Do dziewczyn: nie spotkałam się z sytuacją, bym nie spodobała się jakiemukolwiek chłopakowi z powodu niewymawiania "r". Ba! Z jakiegoś powodu wielu facetów w moim życiu wręcz prosiło (brzmi to perwersyjnie, prawda?), bym powiedziała: "kaloryfer" albo "rabarbar". I wiele razy dowiedziałam się, że to bardzo seksowne.

   Podsumowując: ja słyszę swoje "r" (serio!), a jeśli ktoś go nie słyszy, to ma problem - on, nie ja ;). Życzę wszystkim osobom mającym kompleksy spowodowane jakąkolwiek nieuleczalna wadą wymowy, by ze wszystkich docinków szczerze się śmiały - jak ja:).
   Zdjęcie: Kuchnia Bazylii

20 komentarzy:

  1. "Zrośnięty" język, o zgrozo... gdy słyszę takie ciekawostki od "logopedów" to rozkładam ręce. Cieszę się, że nie wpłynęło to na Twoje samopoczucie, Twoi rodzice zachowali się wzorowo w tej sytuacji :) Niestety wiele osób, którym przeszkadza ich wada wymowy, trafiają właśnie na takich geniuszy, jak ta pani logopeda, na którą Ty trafiłaś, to jest smutne. Pewnie chodziło jej o krótkie wędzidełko, które jest bezproblemowo (jak to określiłaś) uleczalne. W każdym razie byłoby cudownie, gdyby każda osoba miała Twoje podejście, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przed chwilą o tym czytałam - podobno w latach 80. ubiegłego wieku...nacinano ten język! Bez narkozy! #zgroza
      Też pozdrawiam, dziękuję za komentarz:).

      Usuń
    2. Tak szczerze, to gdyby moi rodzice zachowywali się względem mnie jak twoi zachowywali się względem Ciebie to prawdopodobnie w życiu nie pozbyłbym się mojej wady wymowy. Moi mnie katowali ćwiczeniami w domu do tego jeszcze kilka lat logopedy oraz samodzielnych ćwiczeń przed lustrem i pozbyłem się mojej wady wymowy. Pamiętam jeszcze jak pierwszy raz powiedziałem "R". Pamiętam jak byłem z siebie zadowolony.

      Usuń
    3. Gdy w grę wchodzi wada anatomiczna to choćbyś sto lat ćwiczył to nic by z tego nie wyszło:) Rodzice autorki skupili się na tym, CO mówi, a nie JAK- to jest najważniejsze. Strofowanie dziecka i ciągłe zwracanie uwagi na wadę wymowy to najgorsza strategia, jaką przyjmują rodzice. Dziecko woli milczeć, niż powiedzieć coś i narazić się na kolejne uwagi na temat tego, jak się wypowiada. Napisałeś, że rodzice Cię "katowali ćwiczeniami".. no cóż, zdecydowana większość dzieci w takim wypadku się zniechęca albo wręcz buntuje przed terapią, jesteś wyjątkiem. Jednak gratuluję wytrwałości i efektów :)

      Usuń
  2. Znam te docinki i przedrzeźnianie, ale z powodu cichego mówienia. Albo ktoś przedrzeźniał mój głos, albo żartował że powinnam mieć głośnik. Logopeda powiedziała, że mam tak ułożone struny głosowe i ćwiczenia nic nie pomogą. Tak samo, nie mam zamiaru się nad tym roztrząsać. Kto chce to będzie słuchał, ale tłumu dzieciaków nie przekrzyczę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci potrafią być okrutne. Trzeba wadę zamienić na zaletę.
      Pozdrawiam Cię, Dorotko!

      Usuń
  3. Jak dla mnie, nie wymawianie r jest uroczę, szczególnie u małych dzieci ale u tych dużych też.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety mam taki sam problem który jest dla mnie źródłem kompleksów. Dla niektórych to jak mowie jest zabawne. Zazwyczaj literka R w moich ustach brzmi jak Ł. Nigdy nie byłam u logopedy. U mnie na wsi nie bylo go w szkole i wszyscy myśleli ze ta przypadłość sama przejdzie. Niestety nie . . .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz problem, to może teraz sama idź do logopedy? Nie myślałaś o tym?

      Usuń
  5. Ten brak "r" jest taki francuski :) może o to chodziło chłopakom? Gdy zaczęłam pracę w radiu, moja naczelna powiedziała "masz super barwę głosu! A to szeleszczenie to nabyte czy wrodzone?". Jak nie wiedziałam, że szeleszcze, dopóki mi nie powiedziano. Moja wada nie przekresliła mi kariery zawodowej. Cwiczyłam z korkiem w ustach, by cofnąć język i szerzej otwierać wargi. Potem była już prawie nie do wyłapania. Wszystko można wyćwiczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może liczyli na miłość francuską?;)
      Od lat pracuję na słuchawce (ciągłe dzwonienie po klientach) i nikt nie ma problemu ze zrozumieniem mnie, ale z drugiej strony ja nawet nie zakładam, że ktokolwiek miałby mnie nie zrozumieć;).
      Mój były jest trenerem od "Emisji głosu", więc czaję te wszystkie ćwiczenia z korkiem;).

      Usuń
  6. Najważniejsze, że sama akceptujesz swoją wadę wymowy i nie czujesz się z nią źle :) Ja akurat mówię bardzo wyraźnie, ale nigdy nie przeszkadzało mi, jeśli ktoś nie wymawiał "r" i nie był to dla mnie powód do śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proste! Niech się wstydzi ten, co widzi;).

      Usuń
  7. Ja też mam wadę.Nie wymawiam R,w dzieciństwie wszyscy mi dokuczali,z tego powodu mam dużo kompleksów ale dzięki Tobie nabrałam nadziei na przyszłość dziękuje ����

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Ciebie jednej w takim razie warto było napisać ten post! Trzymam za Ciebie kciuki!!!

      Usuń
  8. Do 14 roku życia nie wymawialam r. Chodzilam do logopedy jako 6 latka, a wymawiac nauczylam się sama,wyszlo to jakoś samoistnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. ...ale jak byś pięknie po francusku mówiła! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze to mieć dystans do siebie :) A wada wymowy? Czyni Cię wyjątkową :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dzieki za ten artykuł! Juz myslalam, ze serio do konca zycia bede sie tym przejmowac i bede miala problem w znalezieniu pracy;)
    Gorąco Cie pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow