niedziela, 12 lutego 2017

Kiedy stracić dziewictwo?

   Jako dziecko z przerażeniem oglądałam spod kołdry program "997" - do teraz pamiętam niektóre mrożące krew w żyłach odcinki i pewnie dlatego jestem niezwykle uczulona na punkcie bezpiecznych powrotów do domu. Dziś grozą napawają mnie opowieści o utraconych dziewictwach znajomych kobiet, starszych i młodszych.
   Oczywiście nie zamierzam tutaj nikomu prawić morałów o ilości kochanków - ani nic mi do tego, ani nawet mnie to nie obchodzi. Uważam, że seks to coś skrajnie fantastycznego, a orgazmy należą się wszystkim po równo. Nie mam sprecyzowanych, jednoznacznych poglądów politycznych, ale do seksu żywię socjalistyczne uczucia. Chcę Wam jedynie zwrócić uwagę na marginalizowany aspekt jakości owych mitycznych "pierwszych razów".
   (fot. Piotr Pękala - kadrowanie: ja, modelka: ja)
   Mam wrażenie, że jako społeczeństwo bardzo  powoli zaczynamy iść w jakość, a nie ilość - zwracamy baczniejszą uwagę na skład ubrań, pochodzenie naszego jedzenia oraz warunki ich produkcji. Często jest to powodowane modą i chęcią zaimponowania środowisku, ale to już jakiś krok rozwoju świadomości. 
   Seks również przestał być tematem tabu. Spodziewam się za kilka lat mijać na ulicy nie tylko sklepy z organicznym jedzeniem, salony urody czy warsztaty samochodowe, ale również wyeksponowane szyldy państwowych szkół tantrycznego seksu czy kursów osiągania orgazmów. Niestety o ile coraz więcej się mówi o satysfakcji seksualnej, to pomija się jej szalenie ważny aspekt - początek.
   "Dziewictwo" się traci. Nie wiem jak Was, ale mnie taki język nieco odrzuca. Już sam sposób opowieści o początkach życia seksualnego wiele mówi o naszym stosunku do niego. Mnie "strata" kojarzy się z czymś smutnym, koniecznym i bezpowrotnym. Nie mam poczucia, że dziewictwo straciłam, a - oddałam. To był prezent dla kogoś wyjątkowego, a nie zbędny ładunek na statku.
   Historii o koszmarnych "pierwszych razach" znam na pęczki i częstokroć przypominają mi thrillery klasy C - jest w nich pełno bólu, krwi, przymusu, niepewności, przypadkowości, nudy, niespełnienia i strachu. Nawet Carrie w jednym z odcinków "Seksu w wielkim mieście" powiedziała, że wolałaby swojego nie pamiętać i nigdy nie powtarzać. Młodość powinna być durna i chmurna, a ja na pewno nie jestem cnotką-niewydymką, ale dziewczyny - szanujmy się. 
   Najlepiej pracować na przykładach, więc od razu przyznam się Wam, że sama jako nastolatka miałam wielkie ciśnienie na pozbycie się problemu zwanego "dziewictwem". Nakładały się na to z jednej strony rodzące się we mnie seksualne emocje a z drugiej - niewidzialna presja społeczna, która zaciskała się coraz mocniej wokół moich lędźwi. Większość koleżanek już dawno była "po", więc oczywistym stało się, że nie chciałam być gorsza. Z drugiej strony szczerze przerażały mnie opowieści koleżanek, w których pierwszy seks bardziej przypomina operację niż podróż poprzez gwiazdy. Nie chciałam tak. Uwierzyłam w wizję, którą sprzedała mi literatura i światowa kinematografia (oczywiście nie cała!), gdzie pierwszy raz jest po prostu piękny - świadomy, satysfakcjonujący i wysyłający na orbitę okołoziemską. 
 
    Na początku zadaję pytanie: "Kiedy stracić dziewictwo?", ale myślę, że kluczowe jest raczej to "z kim?". Wiek to kwestia umowna, aczkolwiek seks piętnastolatków to zwyczajne przegięcie i taka mała głupotka. Istotna jest zarówno dojrzałość fizyczna jak i emocjonalna - jedni ją osiągną w wieku 18 lat, a inni dopiero przed trzydziestką.

   W pewnym momencie zaczęłam się wstydzić bycia dziewicą. Na forach internetowych aż roi się od podobnych wyznań - młode dziewczyny anonimowo pytają, kiedy "nie wypada już być dziewicą", ponieważ pojmują swoją cnotę jako ciężar, a nie dar. Utarło się nawet, że "pierwszy raz nigdy nie jest udany", a to według mnie jedna z najbardziej szkodliwych tez EVER. Zapewniam Was, że zajebisty pierwszy seks to żaden święty Graal i jest absolutnie do osiągnięcia.
   Ja do tego stopnia miałam paranoję seksualną, że kiedy w wieku 20 lat zaczęłam się wreszcie spotykać z kimś naprawdę wyjątkowym, to natychmiast (z zamkniętymi oczami, tak się wstydziłam!) wyznałam mu, że jestem dziewicą i kilka sekund spędziłam w totalnym stresie, sądząc, że ów mężczyzna a.) wyśmieje mnie; b.) przestanie się ze mną spotykać; c.) pomyśli, że coś ze mną nie tak i pewnie nikt mnie nie chciał. A wiecie co on zrobił? UCIESZYŁ SIĘ. I zdziwił, że tyle czekałam, by to jemu oddać dziewictwo, a nie jakiemuś burakowi;). Kilka miesięcy później przeżyłam swój zajebisty pierwszy raz - z fajerwerkami, orgazmem i podróżą w przestworzach. Zero dram, krwi, płaczu czy bólu, sama rozkosz. Zaręczam Wam, że to możliwe.
   Pierwszy seks determinuje kolejne. Znam dziewczynę, która nigdy nie miała orgazmu, bo za pierwszym razem chłopak nie potrafił w nią odpowiednio wcelować, a ona była nastawiona na odhaczenie tematu. Przez to do dziś uważa, że seks jest przereklamowany. Inna za pierwszym razem krzyczała z bólu, bo ze stresu była zupełnie sucha, a jej chłopak miał jedynie ciśnienie na "włożenie". Jeszcze kolejna dziewczyna tonęła we krwi. Doskonale rozumiem, że po takich początkach trudno mieć ochotę na więcej (że nie wspomnę o przełamywaniu granic i eksperymentach!). Pierwszy raz ośmiornicę jadłam 10 lat temu we Włoszech - smakowała jak guma do żucia. Przez to latami miałam awersję do tego owocu morza, bo myślałam, że każda tak smakuje. Okazało się, że dobrze przyrządzona rozpływa się w ustach i odkryłam to dopiero w zeszłym roku. Podobnie jest z seksem.

   Nie dam Wam gwarancji, że jeśli zastosujecie się do moich rad, to na pewno Wasze pierwsze razy będą wyjątkowe, ale pomoże Wam to maksymalnie zminimalizować prawdopodobieństwo kiepskiego seksu za pierwszym razem.

   Zanim podejmiecie decyzję o pierwszym seksie, zadajcie sobie pytania:
   - Czy naprawdę tego chcecie, czy po prostu pragniecie mieć TO za sobą?
   - Czy jesteście podniecone, czy może liczycie przejeżdżające pod oknem autobusy?
   - Czy chłopak z którym jesteście wie, że to Wasz pierwszy raz? To ma znaczenie! Jeśli mu nie powiecie, to skąd on ma wiedzieć, że ta śliczna i mądra dziewczyna jeszcze z nikim nie spała? Zabrzmi to jak truizm starej ciotki, ale serio - jeśli się przyznacie, to on delikatnie wprowadzi Was w świat seksu, a nie odstawi bolesną kamasutrę;).
   - Czy robicie to z własnej woli, czy np. zatrzymać przy sobie chłopca/ mężczyznę? Taki układ nie sprawdza się nigdy - ani w seksie, ani w czymkolwiek innym. 
   - Czy jesteście teraz w ładnym i przytulnym miejscu? W jednym z wątków mojego ulubionego serialu "Dom" Majka nie godzi się na seks z Kajtkiem, chociaż oboje się kochają. Czemu? On wynajął dla nich mieszkanie - a właściwie obskurną norę. Ona mówi wtedy, że przecież nie mogą pierwszy raz kochać się w takim miejscu. Czuła, że zarówno ona jak i ich pierwszy seks są warte pewnej formy. Życzę Wam w życiu podobnej postawy!

   Oglądałyście "Sztukę kochania"? W jednej z analiz filmu przeczytałam ostatnio, że wątek romansu Wisłockiej z kolesiem granym przez Eryka Lubosa jest odrealniony, ponieważ powiela kliszę pornograficznej wizji seksu, a przecież w życiu wygląda to zupełnie inaczej - jest więcej niezręczności, żartów, błędów, a nikt na siebie się w progu nie rzuca. To Wam powiem, że taki chuj - właśnie dokładnie spotkanie z kochankiem powinno w ten sposób wyglądać, a ja oglądając film czułam się jak u siebie. W filmie znakomicie pokazano, jak Wisłocka się seksualnie otworzyła dzięki odpowiedniemu mężczyźnie. Jej mąż był typowym seksualnym egoistą, któremu nie zależało na zaspokojeniu kobiety, natomiast jej późniejszy kochanek Jurek (czyli Lubos) chciał, by i jej sufit się walił na głowę. Ktoś napisał, że sceny seksu w tym filmie, to "plątanina rąk i nóg", co nijak ma się do rzeczywistości. Szczerze? Z serca współczuję takiego kontekstu interpretacyjnego.
   
   Po lekturze tego tekstu (zdaję sobie sprawę, że temat potraktowałam naskórkowo) mam nadzieję, że zaczniecie zwracać uwagę na to, czy dziewictwo się "traci" czy oddaje".

10 komentarzy:

  1. Fakt, jeszcze dużo można by w tym temacie napisać, co nie zmienia faktu, że warto jest w ogóle go "napocząć" i Ty to zrobiłaś! Brawo! Niby seks nie jest tabu, a nie każdy ma to szczęście, by otwarcie o nim rozmawiać w domu, z tym jedynym. Nie mówiąc o mamcie (to co mówiłaś na live, że fajnie byłoby z córką o tym porozmawiać, nie wdając się nazbyt w szczegóły oczywiście - super oparcie ze strony rodzica!). Wg mnie seks niestety w wielu "łóżkach" (łóżko to uogólnienie miejsca) to wciąż dość stresujący temat. Dobrze jak chociaż jedna ze strona jest otwarta i może tą drugą poprowadzić za rękę i pokazać jej ten piękny świat, gorzej gdy mamy dwójkę bardzo nieśmiałych osób, które wręcz boją się nawet pomyśleć o seksie inaczej niż jak szybkie zbliżenie, ulżenie sobie i nara... Nie widziałam sztuki kochania, jednak myślę, że to, że niektórzy mają normalnie, na co dzień wspaniały seks i wiedzą jak się nim cieszyć, to super! Ale dla pozostałej części - myślę, że warto by i oni zobaczyli, że seks to nie tylko odbębnienie jakiegoś tam obowiązku (bo czasem i tak mówią!!!), tylko może to być cudowna podróż dwojga ludzi w przestworza, która tylko wzmacnia ich uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie to wszystko ujęłaś w mądre słowa. Podjęłaś tutaj ważny temat, który zazwyczaj jest tabu,a ja uważam, że powinno rozmawiać się o takich sprawach. Moim zdaniem nie wolno się z tym spieszyć, ale poczekać na właściwy moment, nawet jeśli byłoby to po dwudziestce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Seks jest zdecydowanie kwestią indywidualną. Mam dopiero 20 lat, więc według "zaściankowców" nie powinnam się na ten temat odzywać. Jednak wiek w tym temacie moim zdaniem nie podlega dyskusji (o ile oczywiście nie mówimy o skrajnych przypadkach), a osoba z moimi wiosnami może mieć bardziej wyostrzone poglądy na ten temat niż 40-letnia, stara panna. Wydaje mi się, że większość Polaków traktuje seks jak "pozmywanie talerzy po codziennym obiedzie" - raz w tygodniu powinien być, no bo statystyka pokazuje, że inni tak żyją. Więc okey, zawsze w sobotę, po kąpieli idziemy do łóżka, 45 minut, odpukane, obowiązek wobec związku i drugiej osoby spełniony, możemy spokojnie żyć przez następne 7 dni. I chyba to najbardziej irytuje kobiety (nie, że mężczyźni tak nie mają, ale mówię z mojej perspektywy): gdy facet traktuje to jak obowiązek czy powinność. Szczerze? Wolę poczekać kilka tygodni, aż będzie winda z Greya, łąka na wsi czy stół w kuchni... Ludzie z naszego otoczenia są zbyt zastani (to chyba dobre słowo?), bardziej martwią się o to, co by ktoś pomyślał, czy wypada, że wstyd tak się otworzyć itd...

    OdpowiedzUsuń
  4. Zainteresowałaś mnie ;D Podziwiam Cię za odwagę, gdyż ja nie podjęłabym owego tematu. Baa, ja się wręcz czerwienię na myśl o tym temacie :) Kwestie te, są tylko i wyłącznie podejmowane z moim chłopakiem :) ...wiec fajnie, że o tym napisałaś! :)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow,widzę, że post jest pełen osobistych wyznań.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ważne kiedy ważne z kim ;) ja sporo słyszałm, że boli jest krewm za pierwszym razem niby nie ma orgazmu i w ogóle a po sobie wiem że to gówno prawda ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Też tak uważam, że warto poczekać. Mi też się nie paliło ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja straciłam a może raczej oddałam dość późno ;) ale nie ważne kiedy, ważne z kim :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wpis:) Temat może delikatny i intymny ale warto o tym mówić.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiecej takich wpisow ! Zgadzam sie w 100%

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow