sobota, 15 kwietnia 2017

Bridget Jones Dziecko - recenzja i refleksja.

   Niezwykle długo zwlekałam z sięgnięciem po ostatnią książkę o Bridget: "Dziennik Bridget Jones: Dziecko", ponieważ byłam zbyt zniesmaczona filmem, który rzekomo został oparty na jej motywach, a tak naprawdę stanowił odrębny byt fabularny, pewnego rodzaju franczyzę Dzienników gwarantującą sukces kasowy. W końcu jednak stało się - moja kolekcja książek o Bridget stała się kompletna. 
   Albo ostatnio za dużo czytam znacznie poważniejszej w formie literatury, albo naprawdę "Bridget Jones Dziecko" to twór mogący znaleźć uznanie głównie w wielbicielach głównej bohaterki. Książka sama w sobie nie jest zła - na pewno nie ma nic wspólnego z filmem, gdzie Bridget jest przedstawiona jako odnosząca sukcesy zawodowe idiotka po botoksie. W książce wciąż jest tą samą Bridget - pełną zewnętrznej energii i wewnętrznych wątpliwości kobietą, tym razem już po czterdziestce. Ma więcej pieniędzy (posiada nawet oszczędności!), mniej waży, jest zorganizowana zawodowo oraz wciąż poszerza grono swoich przyjaciół. Z Markiem faktycznie się rozstali (jak zwykle z powodu niefortunnego zbiegu okoliczności), po czym on bezmyślnie ożenił się z jakąś chudą prawniczką. Ważne jednak, że fabuła absolutnie spina się zarówno z Dziennikami, których akcja toczy się przed Dzieckiem jak i tym po nim. Ta część składa się z zapisków Bridget z okresu, gdy zaszła w ciążę z Billym i została dla niego napisana. W związku z tym tym razem Bridget zdecydowanie mniej przeklina i jest o wiele bardziej stonowana.
   Mam takie przemożne wrażenie, pomimo mojego ogromnego sentymentu wobec Fielding, iż autorka za szybko oddała tę książkę do druku. Akcja chwilami zupełnie się nie klei, kiedy indziej skróty myślowe są aż nazbyt dalekosiężne i nie pozwalają Czytelnikowi na pełne wejście w fabułę. Z drugiej strony to właśnie w trakcie ciąży Bridget odkrywa, że nie tylko kobiety bywają zalęknione, a mężczyźni również mogą przeżywać chwile zwątpienia, a ona nie zdawała sobie wcześniej sprawy, iż gdy latami po kolejnej randce zastanawiała się "czy on zadzwoni", gdzieś po drugiej stronie kabla telefonicznego stał mężczyzna myślący: "czy odbierze?".
   UWAGA, SPOJLER!
   Oczywiście w książce Bridget w jednym tygodniu śpi z Markiem i Danielem. Marka spotyka na chrzcinach kolejnego dziecka Magdy, a Daniela na jakiejś pro feministyczno-gejowskiej gali literatury zaangażowanej. W tej części możemy nieco bardziej poznać Marka, który dotychczas był przedstawiany jednotorowo, jako pewien siebie wzór cnót w ciele Adonisa, natomiast Daniel zmierza po równi pochyłej, którą obiera sobie wielu niespełnionych życiowo mężczyzn będących w młodości u szczytu sławy: próbuje tworzyć wielką literaturę, zalicza każdą napotkaną po drodze kobietę i używkami zamazuje niekoniecznie atrakcyjny rzeczywisty obraz.
   Szkoda, że z tej części niewiele nowego dowiadujemy się o pozostałych przyjaciołach Bridget, a jej matka zajęta jest głównie wizytą Królowej w Grafton Underwood. Przeszłość Marka została również potraktowana naskórkowo - spomiędzy wierszy jedynie możemy wyczytać, że był nieśmiałym, zahukanym i nieatrakcyjnym dzieckiem na siłę wtłoczonym w model edukacji dominujący w brytyjskiej klasie średniej. Jeżeli znacie płytę "The Wall" Pink Floyd (i film!), oglądaliście "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" albo czytaliście "Davida Copperfielda" Charlesa Dickensa, to tym mocniej zrozumiecie, co mają wszyscy na myśli mówiąc, że Markowi w Eton włożono w dupę kij.
   Gdybym została postawiona pod ścianą, to, oczywiście!, powiedziałabym, że Dziecko jest niezłą książką i summa summarum mi się podobało, natomiast dostrzegam dziś w tym dziele wiele braków. Nie zmienia to jednak faktu mojej wielkiej sympatii ku Bridget oraz stanowiska, iż można się od niej wiele nauczyć. Ach, i najważniejsze - Bridget wciąż mnie bawi (na szczęście w książce dowcip ma wciąż cięty, a nie spróchniały jak w filmie, którego recenzję znajdziecie pod tym tekstem).
   Najlepiej jednak będzie, jeżeli sami przeczytacie "Dziennik Bridget Jones Dziecko" i ocenicie tę pozycję podług własnych kryteriów.

   Na koniec zostawiam Was z wypowiedzią Daniela, z której śmiałam się jak szalona dobrych kilka minut:
   "(...) - Mam wrażenie, że moje życie rozpada się na moich oczach. Na tym właśnie polega rodzicielstwo? Rzygi w samochodzie? Czekolada na garniturze? Muffinki z brokułami i kawałki szkła w brzuchu? (...)".
   źródło: Dziennik Bridget Jones Dziecko, wyd. Zysk i S-ka, Poznań, 2016.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam filmy bridget jones! Moze skusZę na przeczytanie?

    OdpowiedzUsuń
  2. ja obejrzałam tylko film i jak wszystkie poprzednie bardzo mi się podobał .

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze ani nie czytałam, ani nie oglądałam filmu. Wolę jednak najpierw przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow