poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Czemu on Ci się nie oświadcza?

   Oczywiście istnieje gro kobiet, które mają centralnie w nosie oświadczyny - ja to szanuję i absolutnie nie piję do nich. Osobiście wręcz uważam, że życie na Kocią Łapę, o ile wpisuje się w koncept związku obojga złączonych uczuciem ludzi, jest pociągające, piękne, szalone i ma swój urok.
   Dziś myślę o paniach będących w ciągłej zaręczynowej gotowości, która nasila się w okolicach urodzin, imienin czy jakichkolwiek świąt. Piszę o kobietach, które spoglądają na horyzont wyłącznie z nadzieją na zobaczenie złotego blasku pierścionka zaręczynowego.
   Chyba w zeszłym roku w gronie bliskich mi dziewcząt nawiązała się rozmowa na temat pewnej stażowo posuniętej w lata pary. Dziewczęta zapytały: "ach, czemuż to, czemuż on się jej nie oświadcza?", na co ja z druzgocącą szczerością powiedziałam: "bo on czeka na tę, z którą chce wziąć ślub". I, niestety, takie są moje poglądy w tej kwestii. 
   Mężczyźni, wbrew plotkom, mają swój rozum i kiedy spotykają kobietę, którą pragną zatrzymać przy sobie, potrafią zadać to kluczowe pytanie, w którym zawiera się obietnica wszystkiego, co znajduje się za górami i lasami. To nie jest tak, że potrzebują czasu na bliżej nieokreślone deklaracje - oni ich po prostu czasem nie chcą. Jak to powiedział ktoś kiedyś: "czemu psuć coś, co dobrze działa?".
  Zdarza się bardzo często, że kobieta oczekuje oświadczyn po jakimś czasie. Taka historia powinna się różnie skończyć, ale powiedzmy, że może w dwójnasób: ona każe mu wybierać, czy się rozstają, czy biorą ślub (byłam na taki weselu!: niezłe, tonące w oliwie jedzenie i nudne małżeństwo), albo trwają w stanie zawieszenia. Żadna opcja nie jest dobra, i każda nie jest zła. 
   Z tymi oświadczynami zresztą bywa różnie. Pewna niezbyt rozgarnięta zawodowo absolwentka archeologii bez żalu, nie chcąc szukać pracy, zwinęła swojej poprzedniczce pierścionek zaręczynowy i teraz szczęśliwie rodzi kolejne dzieci zamożnemu mężowi. On się na to godzi, a i ona jest szczęśliwa. Naprawdę wszystko jest kwestią podejścia i priorytetów. Gdybym ja musiała czekać na pierścionek (stresując się, czy kiedykolwiek się go doczekam), to niechybnie by zwariowała - zrozumcie mnie jednak dobrze: niespodziewane, lecz przyjęte z radością oświadczyny stanowią baśniowy scenariusz, natomiast stres i zastanawianie się, czy "on chce wziąć ze mną ślub" to zupełnie inny temat. Ludzie powinni ze sobą szczerze rozmawiać i to dialog powinien być fundamentem związków. Naiwnie myślę, że wspólne oczekiwania od życia pozwalają zaoszczędzić wiele nerwów i stresu.
 

   Dla niektórych złoty krążek stanowi obiekt pożądania, dla innych biznesowy cel - wszystko jest kwestią wspólnych poglądów na życie i komunikacji. Wszak ludzie powinni patrzeć nie na siebie, lecz w tym samym kierunku.

   PS.: Celowo jestem nieco ironiczna - tekst nie odnosi się do nikogo personalnie, to jedynie moja świąteczna refleksja. 

7 komentarzy:

  1. I słuszne podejście :) Nic na siłę. Na siłę to jak z pierdzeniem, można się zesrać (przepraszam za wyrażenie, ale tak to się nazywa) :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Slub to taka dziwna granica. Znam wiele par, ktore byly szczesliwe do czasu slubu. Pozniej bylo u nich gorzej. Ciagla rutyna, nuda. Sami mowia, ze przed slubem bylo lepiej (oczywiscie osobno, gdy sa razem zachwalaja malzenstwo). Znam tez jedna kobiete, ktora jest w zwiazku juz ladnych pare lat i jak sama mowi nie chce wychodzic za maz. Jest im dobrze wiec po co kombinowac. Jedyna korzysc jaka widze w malzenstwie to wspolny kredyt i wspolne rozliczanie pit. Minus to rozwod, dlugie bitwy w sadach o podzial majatku i prawo do opieki nad dziecmi. Mozecie powiedziec, ze jesli zakladasz rozowd to po co sie zenic? Chyba nikt tego nie zaklada ale statystyki w polsce mowia, ze co trzecie malzenstwo sie rozpada. Wiec czy gra jest warta swieczki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak wyglądają w takim razie statystyki rozstań związków bez ślubu? Myślę, że co drugie :(

      Usuń
  3. Ile ludzi, tyle oczekiwań :) Oczekiwanie na zaręczyny w nerwowej delirce na pewno nie służy związkowi, ale brak oficjalnego ślubu też stwarza wiele niedogodności życiowych ( sprawy urzędowe, szpitale i t.p ) Tak naprawdę, liczą się uczucia, jak przed tak i po ślubie, a małżeństwo wcale nie oznacza nudy czy rutyny, bez przesady - nad związkiem ciągle trzeba pracować, a to nieraz wymaga kreatywności i pomysłowości. Tylko od nas zależy, jak wygląda, a brak ślubu, to brak zobowiązań - obrót na pięcie i " do widzenia ", bo czasem tak prościej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że nie należy rozpatrywać tego tematu 0-1. Mam prawie 3-dychy na karku, jestem w szczęśliwym związku od około 10 lat. Moje koleżanki właśnie rozpoczynają etap swojego życia pod tytułem "mąż i dzieci", a ja patrzę na to z boku i czasami zastanawiam się czy chcę tego samego. Z jednej strony ten cały ślub jest pompatyczny i bufionasty. Na organizację przyjęcia wydaje się tysiące złotych, a i tak znajdzie się jakiś miły krewny, który to negatywnie oceni. I jeszcze ta spowiedź, w której deklaruje się że nie było seksu przed ślubem. A ile par zachowuje wstrzemięźliwość? Oczywiście nie o to w tym wszystkim chodzi, oczywiście można wziąć tylko ślub cywilny - skromniejszy i bez spowiedzi. I mimo że jestem zniesmaczona tym czym stała się ceremonia ślubu, to czasami przychodzi mi refleksja że już chciałabym usłyszeć deklarację, a chwilę później myślę "nie, nie jest mi to do niczego potrzebne. Później będę tylko te naciski od strony bliskich, żeby rodzić dzieci". Jest mi dobrze w "wolnym" związku i wcale nie jest on bez zobowiązań. Razem pracujemy na swoją wspólną przyszłość i jeśli jedno z nas potrzebuje pomocy, drugie wyciąga pomocną dłoń. Ciągniemy się do góry wspólnie. I nie wierzę w to żeby mój partner pomyślał chociaż przez chwilę, że zostawi mnie w trudnych chwilach. Nawet jeżeli mielibyśmy nie być już parą, będziemy cały czas sobie bliscy, po tylu latach razem ciężko, tak po prostu odejść.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja sama kiedyś byłam taką dziewczyną czekającą na pierścionek i dość często o tym wspominającą. Później zrozumiałam to i owo i przestałam nalegać, przestałam o tym mówić. Zrozumiałam, że jest dobrze tak, jak jest. I było super :) A po kilku miesiącach narzeczony sam się oświadczył! Ja totalnie odpuściłam, on widocznie w tym czasie dojrzał do decyzji i w październiku bierzemy ślub ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Puenta jest najważniejsza, trzeba rozmawiać. Nie wiesz czy chce Ci się oświadczyć? To zapytaj i daj mu możliwość odpowiedzieć, że z Tobą to może niekoniecznie ślub. Swoją drogą, to mocno nie fair jeśli mężczyzna jest z kobietą wiedzac, że nie chce jej poslubic, jeśli ona nie jest tego świadoma. Nawet ta negatywna odpowiedz nie jest taka zła, bo zawsze możemy się zapytać czy mogę coś zrobić, żebys jednak chciał się ze mną hajtnac.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Spinki i Szpilki | blog lifestylowy | blog modowy | blog kosmetyczny | blog kulinarny

Follow