Jedenasta Śliwka, a ja wciąż mam ochotę na kolejne...!!!

24.5.14

   Nie jest żadną tajemnicą, że od dawna jestem zadeklarowaną fanką Stephanie Plum - nie oznacza to jednak wcale, 
że z przyjemnością sięgam po kolejny tom "śliweczki". 
Przeciwne - za każdym razem boję się rozczarowania. 
I zawsze mój strach okazuje się być zupełnie zbędnym. 



   Akcja jedenastego tomu przygód Stephanie zaczyna się dość nietypowo - nie od kolejnego NS-a, lecz... od jej rezygnacji z profesji Łowcy Nagród. 
Ma dość kolejnych ośmieszających upokorzeń, związanych z chwytaniem zbiegów (lądowanie w śmieciach, psich kupach, jedzeniu itp. to norma). 
Postanawia znaleźć nową pracę - i dostaję ją, po czym po chwili traci: sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Właściwie prawie każdemu widowiskowemu zwolnieniu towarzyszy jakiś mały kataklizm: wybuch samochodu połączony z morderstwem, podpalenie budynku... Muszę Wam to napisać: 
Stephanie przez całkiem długi czas pracuje nawet u Komandosa! 
Jest gorąco - i to nie tylko ze względu na nieodparty urok Komandosa, 
ale również nowa dieta Śliweczki: wykluczająca słodycze.
   Siostra Steph ma wziąć ślub i jest tym przerażona. Albert nie może spać,
przytłoczony wizją wielorybowatej narzeczonej... A kto łapie NS-ów? Lula!
Moja ulubiona postać poważnie zabiera się do nowej roli, 
ale chętnie korzysta z pomocy Stephanie, 
która jakby chętniej odnajduje się w roli nieoficjalnego asystenta 
Łowcy Nagród niż samego Łowcy. 
   Dodatkowo: ktoś próbuje zastraszyć i (najprawdopodobniej) zabić Śliweczkę. Na szczęście nawet samą Stephanie bardziej to irytuje niż przeraża. Joe Morelli chętnie przygarnia ją pod swój dach pod przykrywką
pomocy, a tak naprawdę mając na myśli raczej konteksty i konfiguracje erotyczne.

   Mam nadzieję, że nie zepsuję Wam lektury fragmentem mojej ulubionej sceny w książce - oczywiście nie mogło w niej zabraknąć Luli!




   Jeżeli zastanawiacie się, czy warto - odpowiadam: bardzo. Najnowsza Stephanie Plum to gwarancja ogromnej porcji wspaniałego humoru 

i niesamowicie pasjonującej historii. Jeżeli czytacie (jak ja) 
od początku wszystkie tomy, na pewno czujecie, jak ta postać ewoluuje. 
Wciąż się rozwija. Ma nowe przemyślenia i pomysły, a jej charakter
i osobowość nabierają bardzo konkretnego kształtu. W jedenastym tomie
Stephanie nie jest już zagubioną dziewczyną, która nie umie
odnaleźć swojego miejsca na Ziemi. Teraz jest silna i zdecydowana 
(choć jeszcze tego nie zauważa), a praca Łowcy Nagród...
Cóż, moim zdaniem to jej powołanie. Czasem tak jest, że kiedy zaczynamy czymś się zajmować, z początku robimy to bez przekonania, później nabieramy rutyny, a na końcu okazuje się, że staliśmy się mistrzami w swojej klasie.
   
   Myślę, że "Stephanie Plum. Najlepsza Jedenastka" to obowiązkowa lektura
dla każdej dziewczyny - młodej metryką lub sercem. Szczerze polecam. 
Jedenasta nie tylko trzyma poziom serii, 
ale podnosi poprzeczkę kolejnym tomom.

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

4 komentarze

  1. Ja już z tych młodych sercem bardziej niż metryka i chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje zdjęcia świadczą też o młodości wynikającej z metryki:).

      Usuń
  2. Zachęcające, ale chyba to nie jest gatunek dla mnie... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook