PERŁA NA USTACH BY NIVEA, CZYLI NIVEA Pearly Shine

22.5.14

   Jestem sroką - uwielbiam wszystko, co błyszczące, świecące się i (!!!) mieniące się. Mam całe mnóstwo wszelakich pyłków do powiek, których staram się nie używać przesadnie oraz cieni z drobinkami. Puder bez drobinek miki to nie puder. Serio.
   Z drugiej strony... nie lubię malować ust. Umiem (i całkiem nieźle mi to wychodzi), ale właściwie idea noszenia na wargach lepkiej i kolorowej mazi przez cały dzień nie przemawia do mnie. Poza tym szminkę czy błyszczyk trzeba nieustannie poprawiać. Dodatkowo ostatnio (po część również w związku z pogodą) moje usta zaczęły się przesuszać. Co robić?
   Zupełnie zapomniałam, że jako nastolatka bardzo często kupowałam sobie koloryzują pomadki z Nivei. Nie musiałam malować ust "prawdziwą" szminką, 
a i tak były ładnie zaczerwienione dzięki nawilżającej albo ochronnej pomadce. I zadbane.
   Jako dwudziestopięcioletnia wielbicielka nowości kosmetycznych... dopiero sobie o tym wszystkim przypomniałam. I już mam najnowszą, świeżutką
i cieplutką pomadkę Pearl Shine od Nivei - łączącą moje potrzeby i upodobania!:)




   
Kosmetyk jest przede wszystkim śmiesznie tani (7, 49 zł) i zadziwiająco wydajny. Wystarczy na wiele (albo i więcej) miesięcy.
   Pearly Shine ma w składzie ekstrakty z pereł i jedwabiu - a pachnie jak delikatne, kwiatowe perfumy. Świetnie nawilża - już w kilka dni moja skóra na ustach przestała być sucha i popękana: teraz jest odżywiona i napięta. 
   Codziennie się maluję i dlatego trochę bałam się efektu "kremu" na ustach. Na szczęście moje strachy zostały w sekundę rozwiane - Pearly Shine nadaje ustom piękny, perłowy blask. Rewelacyjnie dopełnia makijażu.

   Zmienił się design opakowania - na plus. O wiele bardziej podoba mi się
"ścięty" kształt nasadki na sztyft i jej gładka faktura. Logo "Nivea" jest teraz bardziej sexy. Wam też się podoba?




   Po powrocie
do pomadek Nivei po latach ... jestem zachwycona. 
I jeszcze z sentymentem wspominam słodko-gorzki smak dzieciństwa, 
kiedy jako mała dziewczynka z dumą nosiłam mój pierwszy kosmetyk do makijażu... truskawkową pomadkę z Nivei.


Te teksty również mogą Ci się spodobać:

10 komentarze

  1. Zdjęcia na ustach !
    Chciałabym zobaczyć jak wygląda :)
    Też mam problem z przesuszonymi ustami, ratuje się pomadką z Alterry, ale ona niestety jest bezbarwna.... chociaż jak najbardziej skuteczna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama sobie nie umiem zrobić, ale obiecuję, że poproszę narzeczonego i wstawię
    - o ile nie tu, to na FB:).

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomadkę z Nivei miałam dawno temu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako świadoma siebie dwudziestopięciolatka - naprawdę polecam powrót:).

      Usuń
  4. Ja również należę do "sroczek":) Ja jako nastolatka lubiłam wszelkie pomadki Nivea, moją ulubioną była wiśniowa, bo lekko barwiła usta na czerwono:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie jak moja truskawkowa!:) Pamiętam, że lubiłam też taką niebieską - zupełnie bezbarwną:).

      Usuń
  5. Mi jednak czasem wysuszała usta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? Tylko ta konkretna czy inne też?

      Usuń
  6. Kilka lat wstecz używałam, ale byłam średnio zadowolona, za mało nawilżała :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz do polecenia jakieś fajne pomadki nawilżające i koloryzujące zarazem?:)

      Usuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook