VITA LIBERATA - ROZWIĄZANIE KONKURSU:)

20.12.14

   Moje Drogie!
   Dziś nadszedł dzień ogłoszenia wyników konkursu, w którym mogłyście wygrać zestaw kosmetyków Vita Liberata. Pamiętacie zadanie konkursowe?

ZADANIE KONKURSOWE: 

"Dokończcie tę historię:
Dawno, dawno temu, za górami z czarnego piasku i lasami z czarnymi liśćmi, żyła księżniczka o imieniu Bieluszka...".

   Nadesłałyście naprawdę wiele prac, które czytałam dziś przez pół dnia. Jestem pod ogromnym wrażeniem Waszej kreatywności i pracowitości. Dziękuję Wam!!!
   Postanowiłam przyznać nagrodę...Małgorzacie K., prowadzącej bloga www.daylicooking.pl - oto jej praca:


   Dawno, dawno temu, za górami z czarnego piasku i lasami z czarnymi liśćmi, żyła księżniczka o imieniu Bieluszka..

Takie imię nadała jej matka chrzestna z powodu białej jak śnieg skóry. Księżniczka nie pasowała do swojego otoczenia, gdzie wszystko było ciemne, niemal czarne. Czuła się inna, gorsza od swoich koleżanek-księżniczek, które wyśmiewały jej białą skórę na każdym balu. Żaden królewicz nie chciał z nią tańczyć, żaden nie patrzył na nią ciepłym wzrokiem. No bo jak miał ciepło patrzeć, kiedy Bieluszka wyglądała jak zimny śnieg?

   Księżniczka postanowiła zrobić coś z kolorem swojej skóry. Udała się po pomoc do starej kobiety mieszkającej na skraju lasu. Kobieta wysłuchała jej, obejrzała jej twarz i ręce.

-Dziecko, musisz pić dużo soku z marchewki, to na pewno pomoże.

Bieluszka wróciła do zamku i nakazała służbie, aby 3 razy dziennie podawano jej dzban pełen soku z marchwi. Piła go wytrwale przez wiele dni. Niestety, jej skóra przypominała marchewkę. Bieluszka wyglądała śmiesznie i jeszcze bardziej zwracała na siebie uwagę. 

-Co tu zrobić? - zastanawiała się.

Spoglądając któregoś dnia przez okno komnaty dostrzegła węglarza wiozącego węgiel i wpadł jej pomysł, aby wysmarować się nim, bo przecież jest czarny. Kiedy wszyscy poszli spać, udała się do zamkowych piwnic w poszukiwaniu przywiezionego przez węglarza węgla. Znalazła go!

-Teraz już nie będę biała! - dziewczyna biegła do swojej komnaty niosąc wiaderko pełne węgla.

Nie chciała czekać, natychmiast rozpoczęła malowanie węglem swojej twarzy, dłoni, szyi... Wydawało jej się, że trochę dziwnie wygląda, ale nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. Teraz przecież jest taka jak inni! Wiedziała już, że co ranek będzie malować się cierpliwie i dokładnie. Na jej ciele nie będzie już ani skrawka białej skóry.

Nadszedł poranek. Dziewczyna wstała  wcześniej i tak jak planowała, pomalowała całą skórę. Z komnaty wyszła szczęśliwa jak nigdy dotąd.

Ale cóż to? ludzie przyglądają się jej dziwnie... Zaczęła czuć się nieswojo. Na kamieniu siedział mędrzec, podeszła więc do niego i zapytała dlaczego ludzie tak na nią patrzą. Mędrzec pomyślał przez chwile, aż w końcu przemówił:

- Dziecko, po co nałożyłaś na siebie ten kolor?

-Jak to po co? chciałam wyglądać jak wszyscy! - odpowiedziała zdziwiona pytaniem dziewczyna.

-Popatrz na nich wszystkich, są tacy sami, niemal jednakowi. Nie ma w nich nic wyjątkowego, nic co ich odróżnia od innych. Naprawdę chcesz taka być? Przecież Twoja biała skóra czyniła Cię wyjątkową, jedyna w swoim rodzaju. Dlaczego chcesz upodabniać się do innych? dlaczego nie podkreślisz swojej wyjątkowości? Niech inni TOBIE zazdroszczą.

Dziewczyna w pierwszej chwili była zszokowana słowami mędrca, ale w końcu przyznała mu rację: wyjątkowość jest zaletą. 

Pobiegła do swojej komnaty, zmyła z siebie czernidło.

Od tego czasu Bieluszka stała się inną dziewczyną. Uśmiechała się do ludzi, którzy odwzajemniali to. Miała coraz więcej koleżanek i nawet kilku adoratorów, którym tak naprawdę nigdy nie przeszkadzał jej kolor skóry, lecz to, że nie uśmiechała się.

A potem spotkała swojego księcia i żyli długo i szczęśliwie ;).
   Małgosiu, mam nadzieję, że Vita Liberata będzie Ci dobrze służyć! :) Twoje opowiadanie mnie urzekło w związku z bardzo spójną i konsekwentną konstrukcją oraz z uwagi na cudowne przesłanie. BRAWA!!!

UWAGA! UWAGA! UWAGA!
   To nie koniec! :) Prace były tak ciekawe, że nie mogłam oprzeć się pokusie i postanowiłam nagrodzić jeszcze jedną Uczestniczkę konkursu - a mianowicie Julię M. Kubicę, która napisała bardzo ciekawą, nowoczesną baśń. Przeczytacie?
Dawno, dawno temu, za górami z czarnego piasku i lasami z czarnymi liśćmi, żyła księżniczka o imieniu Bieluszka..."

     Była najpiękniejszą dziewczyną w swoim małym, czarnym królestwie zwanym Aronią. Oprócz urody miała także inną cechę, która zachwycała wszystkich wokół. Jej skóra miała kolor mleka. Znacznie różniła się od karmelowych ciał jej rodziców oraz innych mieszkańców krainy. Bieluszka nie przejmowała się tym faktem. Wszyscy włącznie z nią byli przyzwyczajeni do jej odmienności – była dzięki temu jedyna w swoim rodzaju. Jednakże zbliżał się dzień wyjazdu księżniczki na studia. Przeprowadzała się do Nowej Jeżyny, krainy odległej i nowoczesnej, do której przybywały miliony, aby spełniać swoje marzenia. Po całym dniu spędzonym w królewskiej łaźni, już gotowa do podróży, odwróciła się przed wejściem do swojego prywatnego zaprzęgu i uroniła łezkę, patrząc na uśmiechających się do niej rodziców. Weszła na pokład, usadowiła się w fotelu i pogrążyła się w śnie, równo ze startem powozu, myśląc o nowych, czekających na nią przygodach...

     Gdy Bieluszka postawiła w odległej krainie swoją malutką stópkę (odzianą w najmodniejszą szpilkę tego sezonu) przeraziła się. Przecież nikt w Nowej Jeżynie nie był przyzwyczajony do widoku kogoś takiego jak ona, kogoś o bladej skórze niczym mąka! W drodze do akademika, który od teraz miał zastępować jej dom, zaczęła uspokajać się w duchu, że jednak zostanie zaakceptowana przez innych tak jak w swoim królestwie i poprawiła wykonane z kości słoniowej spinki we włosach. Przecież była ładna, miła, kontaktowa, na pewno znajdzie przyjaciół. Nic bardziej mylnego. Przekroczywszy bramy uczelni, skupiła na sobie wzrok wszystkich. Każdy z rówieśników, o cudownie brązowawej skórze, patrzył na nią i oceniał, śmiał i pokazywał palcem. Bieluszka się załamała.

  Minęły dwa miesiące, a księżniczka nadal była uznawana za dziwadło na uczelni. Chodząc na zajęcia nikt nie chciał z nią siadać, nie była zapraszana na studenckie imprezy. Na jedną poszli nawet „kujoni” z „Klubu Miecza”, a ona nie. W pewien piątkowy wieczór zdecydowała się wyjść, oczywiście samotnie, na drinka. Siedząc przy barze, podpierała policzek ręką i sączyła koktajl. Zastanawiała się, co ma dalej zrobić, przecież nie mogła tak żyć! Nawet całodniowe zakupy z workami złota taty nie poprawiły jej humoru. Zamawiając kolejną miksturę zobaczyła, że ktoś się do niej dosiada. Odwróciła ociężałą głowę w stronę dziwnej dziewczyny o długich, potarganych czarnych włosach i dużym nosie, z którego wystawała kurzajka. Bieluszka widywała ją czasami na kampusie. Uznała, że da jej namiary na swojego fryzjera w Nowej Jeżynie, bo jej końcówki są okropne. Nieznajoma zbliżyła się do niej i rozglądając się na boki w spowolnionym tempie wyjęła spod czarnego poncza ciemne, plastikowe opakowanie. Księżniczka wzięła je do swej wypielęgnowanej dłoni i przeczytała: „Brązowa pianka blasku”. Uniosła pytający wzrok na nową towarzyszkę. Czarnowłosa wytłumaczyła Bieluszce, że kiedyś miała ten sam problem co ona, jednak chodziła na spotkania „Klubu alchemika” i, dzięki kilku miesiącom pracy, wymyśliła ten cudowny specyfik – i odda go jej za notatki z logiki, bo zbliżała się sesja, a księżniczka pięknie pisała piórem. Obiecywała także, że specyfik czyni cuda. Bieluszka długo nie czekając, dziękując nieznajomej i rzucając na bar pieniądze dla gospodarza, pobiegła natychmiast do swojej akademickiej komnaty. Po nałożeniu ładnie pachnącej pianki na ciało od razu zobaczyła efekty. Jej skóra nabrała jednolitego, ciepłego i pięknego odcienia złota oraz karmelu. Dziewczyna była zachwycona! Podeszła do okna. Krzycząc do ulicznego grajka, aby zagrał na banjo jej ulubiony utwór i płacąc mu, zrobiła swój taniec zwycięstwa i opadła na łoże. Następnie pogrążyła się w pierwszym od przyjazdu spokojnym śnie.

     Kolejnego dnia księżniczka szła na zajęcia pewna siebie, stukając swoimi wysokimi obcasami. Nikt się z niej nie naśmiewał. Każdy pytał, co się stało z jej karnacją, lecz to był sekret Bieluszki i czarnowłosej nieznajomej. Księżniczka była w końcu zauważana ze względu na swoją osobowość, którą pokochali wszyscy, a nie ze względu na odmienność. Poszła nawet na imprezę do uczelnianej gospody, na której ludzie podziwiali piękny odcień jej ciała. Była bardzo szczęśliwa i krzyknęła do barmana, że dzisiaj wszyscy piją na jej koszt. Ludzie przekonali się, że niekiedy warto przyjrzeć się czyjejś osobowości, a nie zewnętrznej powłoce. Bieluszka natomiast życzyła każdemu, aby spotkał tajemniczą nieznajomą na swojej drodze, tak jak ona spotkała. No i przynajmniej jednego opakowania „Brązowej Pianki Blasku”, dzięki której jej odcień skóry jest świetny!

   Obie Panie otrzymają ode mnie ten zestaw:
    Jak się Wam podobają zwycięskie prace?

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

7 komentarze

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook