DZIEŃ KOBIET W SPINKACH I SZPILKACH

8.3.15

   Dzień Kobiet kojarzy mi się z tulipanami, które koledzy z klasy obowiązkowo wręczali nam już od pierwszych lat wspólnej edukacji w szkole podstawowej. Pamiętam, jak później takiego zwiędłego tulipana niosłam do domu i pilnowałam, by jednak zostały w nim resztki życia. Moje koleżanki często te kwiatuszki zasuszały - ja zaś wkładałam je do wazoniku z wodą i patrzyłam, jak ożywają. Czasem inwencja młodych mężczyzn w naszej klasie sięgała wyżyn, zza których wyglądały np. kolorowe lizaki albo czekoladki, ale najczęściej w Dzień Kobiet po lekcjach niosłam do domu żółto-czerwonego tulipana.
   Dziś nie obchodzę Dnia Kobiet (chyba, że w pracy dostaniemy...tulipany?:)) z tego samego powodu, z jakiego nie celebruję Walentynek: nie mam takiej potrzeby. Jestem kobietą w pełni tego słowa znaczeniu przez cały, okrągły rok.

   (fot. Anna Dziadosz)
   Jednakże wiele kobiet wymaga, by partner obchodził z nimi Dzień Kobiet w jakiś huczny sposób. Absolutnie rozumiem tę chęć - tego typu święta wymyślono, by każda, nawet najbardziej zapominana na co dzień niewiasta, została zauważona przez swojego mężczyznę choć kilka razy w roku. Jeżeli wszystkie strony zgadzają się na taki układ, to nie ma nigdzie problemu. Mnie razi, a nawet wręcz denerwuje, coś zupełnie innego.
   W naszej kulturze kobiety zawsze były w gorszej sytuacji niż mężczyźni. Nawet ci czarnoskórzy otrzymali szybciej prawa wyborcze niż białe kobiety! Znane są wszystkim historie o niewiastach, które nie mogły się kształcić z uwagi na swoją płeć. Jak walczyły o prawo do bycia postrzeganą jako pełnowartościowy człowiek. Zdawać by się mogło, że w XXI wieku, kiedy większość ludzi z przekonaniem mówi o równouprawnieniu, czasy degradacji pozycji kobiet w strukturze świata się skończyły. Nieprawda. Manify, spodnie, zwęglone staniki, profesorki, górniczki i redaktorki to tylko niektóre z pustych symboli, stanowiących cegiełki FASADY, mającej dawać wrażenie, że dziś kobiety i mężczyźni są sobie równi. Nie są. Fasada, o której mówię, ukrywa kobiety, które same o sobie mówią, że są "blondynkami", kiedy czegoś nie wiedzą. Zgadzają się na niższe pensje niż koledzy na podobnych stanowiskach. Nie protestują, kiedy nie mają orgazmu, bo "on" jest ważniejszy. Uganiają się za facetami. Z kolei wzdychają, kiedy mężczyzna otworzy im drzwi albo ustąpi miejsca w tramwaju (zamiast przyjmować te gesty z wdzięcznością kogoś, komu się zwyczajnie należą).
   Uważam, że sedno kobiecości tkwi w naszych umysłach i nawet najgłośniejsze manifestacje nie uciszą głosów w naszych głowach - udowadniających nam, że jesteśmy gorsze. Nie jestem zwolenniczką transformowania wszystkich nazw zawodów na formy żeńskie ani nie myślę, że powinnam zmieniać przepaloną żarówkę w domu, ponieważ nie wstydzę się tego, że mam mniej siły i jestem drobniejsza niż mój mąż. Z kolei lubię prace, które wymagają uwagi, dlatego  przyjemnością przyszywam guziki. Chyba nie jestem gender;).
   Natomiast nie znoszę, kiedy w pracy trywializuje się mnie tylko dlatego, że jestem kobietą. Mam na to alergię. Większość pań z kolei ma zupełnie odwrotną strategię i choć chwali sobie niezależność, to z radością przyjmuje zwiędłego tulipana od księgowego, swobodnie opowiadającego przy niej na co dzień  seksistowskie dowcipy. Kwiatek za 2 złote zapewnia mu jednak opinię mężczyzny dbającego o uczucia kobiet. 
   Dlatego właśnie nie obchodzę Dnia Kobiet. A Wy?:)
  

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

8 komentarze

  1. Nie wiem czy można to nazwać obchodzeniem, ale tego dnia byłoby mi przykro gdybym nie dostała życzeń :) cudów sie nie spodziewam, bo takie okazje mimo, że je uważamy, to jednak obdarowujemy się bardzo skromnie skromnie i symbolicznie. Nie kazda kobieta ma partnera, wiec takiej bedzie szczególnie miło, ze ktoś o niej pamięta :) jest to też dobra okazja, zeby zrobic pierwszy krok heh takie moje dygresje :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tam nie mam nic przeciwko Dniu Kobiet. Ot, sympatyczny zwyczaj i tyle. Podobnie jak Walentynki. Nie widzę powodu, żeby traktować ten dzień przez pryzmat jakiejkolwiek ideologii. Ani też nie skłania mnie on do rozważań na tematy socjologiczne. Bo i po co? Miły dzień, obfituje lub nie w miłe gesty. Jak może być przyjemnie niech będzie. To tylko 24 godziny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. podzielam Twoje zdanie, ale tulipanki od Taty czy Braci chętnie przyjmuję. traktuję to jako miły gest z ich strony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień Kobiet to fajna sprawa. Podoba mi się jak starsi panowie tego dnia wręczają swoim żonom kwiatki :) Młodzi trochę inaczej do tego podchodzą, ale właśnie starsi panowie urzekają mnie swoim podejściem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja w sumie też nie obchodzę jakoś szczególnie ale w tym roku mąż mnie zaskoczył bukietem tulipanów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja świętuje i z tej okazji zapraszam Cię do mnie na rozdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie obchodzę tego dnia,podobnie jak nie "kręcą" mnie walentynki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważam , że w tym co napisałaś masz dużo racji. Jednak ja dzień kobiet lubię i lubię dostawać z tej okazji te oklepane tulipany :) Jestem w związku z facetem, który uważa, że prezent np urodzinowy musi być zawsze praktyczny - więc jak raz w roku kupi mi kwiatki to ręce mu nie odpadną:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook