DO CZEGO SŁUŻĄ USTA?

30.4.15

   Większość dziewczynek we wczesnym dzieciństwie ulega fascynacji jednym, konkretnym kosmetykiem używanym przez najbliższą sobie dorosłą kobietę, którą może być zarówno starsza siostra, uwielbiana ciocia, fascynująca sąsiadka lub... matka. W moim przypadku chodziło właśnie o tę ostatnią. Moja mama zawsze miała przy sobie szminkę, którą używała również jako różu - rozcierała ją sobie na policzkach, uzyskując efekt naturalnego, delikatnego rumieńca. Jako kilkulatka uparcie mówiłam, że mama maluje się "śminką".

   Być może właśnie z uwagi na tę "śminkę", moja przygoda z kosmetykami zaczęła się od barwiącej usta na truskawkowo pachnącej pomadki marki Nivea? Miałam taką już w zerówce i uważałam, że stosowanie jej jest w wysokim stopniu wyrafinowane.
   Później moja uwaga ze szminek zeszła na same usta. Uległam totalnej fascynacji popartowym wizerunkiem ust - zbierałam buteleczki po perfumach sygnowane nazwiskiem Salvadora Dalego (w większości miały właśnie kształt ust). Choć dziś bym zwariowała, mając tego typu mebel w mieszkaniu, wtedy marzyłam, że jako dorosła osoba będę posiadać w salonie słynną sofę w kształcie ust Mae West. Pamiętam, że oprócz tego miałam w swojej skromnej kolekcji jeszcze kolczyki, ramkę na zdjęcie, świecznik i inne artefakty z wizerunkiem czerwonych ust.
   W pewnym momencie owa mania rozpłynęła się zupełnie niezauważalnie w czasoprzestrzeni, a moje spojrzenie skupiło się na tym, co z ust się wydobywa... Zauważyłam, że słowa mają ogromne znaczenie.

   (fot. Anna Dziadosz)
   Nie będę Wam pisać, jak często miałam w życiu większe lub mniejsze problemy ze względu na nieodpowiednio dobrane słowo w rozmowie lub uwagę, która jedynie mnie wydała się zabawna. Wiele razy również powiedziałam coś, co dziś interpretuję jako niestosowne jedynie z uwagi na mój ówczesny wiek. W podstawówce wybuchał ogromna afera związana z moim komentarzem na temat zachowania dwóch nauczycielek w trakcie lekcji. Jedna z nich była moją ukochaną polonistką, druga - chyba uczyła geografii. Ja miałam może 10 lat i w napięciu czekałam na odpowiedź pani od polskiego, która była zajęta rozmową z przybyłą w odwiedziny geograficzką. Trwała lekcja, a mnie się wydawało, że stoję przy biurku polonistki, z wygniecionym zeszytem, kilka godzin. Zdanie: "Może skończą Panie pogawędkę?" zaowocowało uwagą w dzienniczku, wezwaniem wychowawczyni oraz mojej mamy i trwającym kilka dni fermentem wokół całej sytuacji. Tamta sprawa skończyła się dobrze - moja polonistka mnie przeprosiła (a ja ją), obie się popłakałyśmy i dziś pozostało po tym jedynie wspomnienie, które czasem przywołuję.
   Okazało się jednak, że w dorosłym życiu spotka mnie o wiele więcej sytuacji, w których powiedzenie, że "król jest nagi" będzie skutkować awanturą. Szczerość wobec niektórych chyba nigdy nie jest w cenie. Gorzej, gdy na nieuprzejmą uwagę, fatalne zachowanie, obelżywe oskarżenia albo zwyczajnie głupie i dziecinne manifestacje odpowie się inteligentną, ale szczerą i jednoznaczną frazą. Wtedy winnym jest, oczywiście, ten bystry. Gdy zaś kobieta jest stroną, która odważyła się na taką postawę werbalną - świat staje na głowie, bo okazuje się, że choć mamy XXI wiek, to w wielu miejscach wciąż kultywuje się tradycję wielbienia mężczyzn niezależnie od poziomu (i w ogóle obecności) intelektu.
   Pracowałam w miejscach, w których inteligentna i energiczna pani dyrektor musiała udawać, że jest nie tylko głupsza od swoich szefów, ale również absolutnie zachwyca się ich ignorancją i prostactwem, tudzież gdzie niespecjalnie rozgarnięty księgowy oraz niespotykany wręcz troglodyta byli wyżej cenieni niż najlepsi sprzedawcy płci żeńskiej. Więcej! Na co dzień spotykam się z postawą dorosłych, zamożnych, pracowitych, przebojowych, kulturalnych i pozornie pewnych siebie kobiet, które nie umieją siebie inaczej zdefiniować niż przez pryzmat posiadania jakiegokolwiek męża - choćby był on pijakiem, wariatem, frustratem itp... Pytanie: czy kobietom zamyka się usta czy one same wiążą je w supełki?
   
   Zastanawiam się, czy gdybym pozostała na etapie fascynacji szminkami do ust (nie używając ich do mówienia) wiele osób bardziej by mnie lubiło. Choć jestem fanką szminek i mam ich kilka tuzinów, uważam, że symbolizują pewien rodzaj o ile nie fałszu - to kamuflażu. Z kolei szczerość jest jej zaprzeczeniem i zawsze, gdy widzę szczerą kobietę, która werbalizuje ją z pomocą pięknie umalowanych warg, uśmiecham się. Paradoksy potrafią być piękne. 

   PS.: Właśnie zaczęłam czytać: "Pamiętnik Wacławy" Elizy Orzeszkowej (wyd. MG), którą bardzo cenię. Mało kto wie, że w 1904 roku była jedną z kandydatek do Nagrody Nobla (finalnie otrzymał ją Henryk Sienkiewicz). Jak w większości swoich dzieł, Orzeszkowa w "Pamiętniku Wacławy" porusza kwestię emancypacji kobiet oraz zarysowuje ówczesny model świata, opartego na przekonaniu, że kobieta (a na pewno ta dobrze urodzona i wychowana!) nie powinna za wiele myśleć: "(...) I znów powiadano mi, że nie powinnam rezonować, to jest myśleć!(...)". Same przeczytajcie.
(fot. Anna Dziadosz)

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

4 komentarze

  1. cóż, ja cenię sobie szczerość i zawsze wyrażam swoje zdanie.staram się przy tym być uprzejma, ale nie będę udawać głupszej niż jestem,żeby kogoś zadowolić

    OdpowiedzUsuń
  2. Ponoć mowa jest srebrem a milczenie złotem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy post :) Szczerość to podstawa, ale nie wszyscy o tym wiedzą.
    :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook