Z PAMIĘTNIKA LENIUSZKA... JAK ODKRYŁAM, ŻE MAM MIĘŚNIE

14.4.15

   Pamiętacie wspomnienia "Z pamiętnika łasucha..."?:) Wiele z Was pytało, czy udało mi się zachować wagę; czy nie dopadł mnie efekt jo-jo oraz...co dalej?:) Już Wam odpowiadam.
   W lipcu 2014 wzięłam ślub i przyznaję się Wam bez bicia, że po nim trochę zaszalałam - jadłam i spałam dość rock'n'rollowo, co natychmiast odbiło się na mojej wadze. Jednak po zrzuceniu 13 kg (stan na lipiec 2014!) pozbycie się 3 kg jest już o wiele łatwiejsze. Wierzcie mi.
   Z mniejszymi i większymi sukcesami udało mi się zapanować nad dietą. Przestałam jeść wieczorami, ograniczyłam słodycze, piłam dużo wody... Jednakże nie byłam fit. Spóźniona nie biegłam do odjeżdżającego autobusu, bo nie byłam w stanie. Choć waga nigdy nie nie wskazywała tak niskiej wartości, moje ciało było jedynie szczupłe - nie jędrne czy smukłe.... Łapały mnie skurcze i strach, że na starość będę rozdygotanym stworkiem z ramionami nietoperza i opadniętymi piersiami. Nie chcę!

   Rozpoczęłam pisanie: "Pamiętnika leniuszka".
1. ETAP - szukanie usprawiedliwień.
   Pracuję, nie mam czasu na ćwiczenia. Nie stać mnie. Nie mam siły, jestem zmęczona. Boli mnie głowa. Nie mam w co się ubrać na fitness. Aaaa! Dostaję zadyszki od wchodzenia po schodach, bo w Warszawie jest zanieczyszczone powietrze.
2. ETAP - szukanie kolejnych usprawiedliwień.
   Na fitnessie umrę ze wstydu, jeśli obcy faceci będą patrzeć, jak ćwiczę. Nie umiem ćwiczyć?
3. ETAP - chwycenie problemu za rogi.
   Może zacznę biegać? Albo sama ćwiczyć? Kupię sobie kasetę z Cindy Crawford albo Ewą Chodakowską i będę codziennie z nimi ćwiczyć. 
   Nie, nie uda się. Wolę pospać/ poczytać/ (sic!) pojeść. Muszę znów regularnie chodzić na fitness. Muszę iść do Puelli.
    (fot. Anna Dziadosz) Adres Puelli: ul. Kabacki Dukt 7, Kabaty - tuż przy metrze i Lesie Kabackim.
   Mieszkam na warszawskim Ursynowie, a konkretnie na Kabatach. Wokół mojego domostwa powstało mnóstwo klubów fitness (wszędzie: na Natolinie, Stokłosach, Służewiu...!), ale ja wybrałam ten jeden i serdecznie Wam go polecam. W sumie nie wyobrażam sobie, że ćwiczę gdziekolwiek indziej (choć próbowałam). Powodów jest kilka.
  • Puella to klub tylko dla kobiet. Serio. W zajęciach uczestniczą jedynie  przedstawicielki płci pięknej - które są zresztą skupione na swoich sylwetkach i prawidłowym wykonywaniu ćwiczeń. Żadnych ukradkowych spojrzeń w stylu Mela Gibsona w filmie: "Czego pragną kobiety". Tylko Wy.
  • Zajęcia prowadzone są w salach, które mają specjalne szyby, przez które z zewnątrz nie widać tego, co się dzieje w środku. Dzięki temu nie muszę się obawiać, że ktoś, kogo nie lubię, zobaczy, jak nieudolnie próbuję zrobić pompkę. Wbrew pozorom w wielu klubach fitness wszystko widać przez szyby z ulicy...! Coś okropnego.
  • Sieciówki traktują klientów taśmowo. Kiedyś ćwiczyłam w klubie fitness w centrum Warszawy i czułam się zapomniana. Nikt nie sprawdzał, czy dobrze wykonuję ćwiczenie ani czy w ogóle wykonuję. W Puelli podoba mi się to, że prowadzący zajęcia zwracają uwagę na każdego oraz że... kiedy na sali jest za dużo osób, nie wpuszcza się kolejnych na siłę. Szanuję instytucje, dla których tak ważny jest komfort klienta.
   (fot. Anna Dziadosz)  
   Zorganizowane ćwiczenia odbywają się rano (g. 9-11) i po południu (g. 17-21), czyli zależnie od możliwości można na nie uczęszczać przed albo po pracy. Wybór jest ogromny - od TBC, przez pilates, ABS i zajęcia dla ciężarnych pań, ale można również pobiegać na bieżni albo poćwiczyć na siłowni. Ja najchętniej uczęszczam na poranne zajęcia - budzę się o 8 rano, piję czarną kawę i biegnę na zajęcia o g. 9 rano. Około 10.15 wychodzę z klubu i wdycham świeże powietrze znad Lasu Kabackiego. Po tak rozpoczętym dniu jestem gotowa zdobyć świat.
   (fot. Anna Dziadosz) 

   Ćwiczenia zaczęłam traktować bardzo poważnie. Od trzech tygodni dwa razy w tygodniu biorę moją nową torbę treningową (małe zakupy w Decathlonie), różową albo czarną koszulkę, sportowe spodnie, specjalny stanik i... ćwiczę z Puellą;).
   Na początku myślałam, że to niewiele daje - miałam nadzieję, że po każdych zajęciach będę smuklejsza i lżejsza. Dopiero przy przymiarce nowej sukienki okazało się, że... rozmiar 34/36 jest mój!
   Jeżeli któraś z Was mieszka w Warszawie i szuka intymnego, miłego oraz profesjonalnego miejsca do ćwiczeń - polecam Puellę: www.puella.com.pl :).

   Dziś leniuszek, którym byłam kilka tygodni temu, ma sporo mięśni na brzuchu (nowe? dopiero je odkryłam!), mniej go boli głowa na co dzień i pewnie dlatego wyżej ją nosi;)
   Na koniec jeszcze dam Wam dobrą radę: w miarę możliwości przed ćwiczeniami zmyjcie makijaż. Stopiony makijaż na spoconej skórze nie wygląda ładnie, ale bardzo skutecznie niszczy cerę. W związku z tym, że Puella to klub tylko dla kobiet, ja tam chodzę bez makijażu;).
   Dziewczyny, ćwiczycie? Będziecie ćwiczyć? Wiecie, że na samym fitnessie schudłam 2 kg w trzy tygodnie?:) Jest tu ktoś z Ursynowa mego?:)

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

10 komentarze

  1. Szkoda, że u nas nie ma takiego miejsca :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym mieszkała bliżej pewnie bym się przeszła, fajnie, że powstają takie miejsca i to w dodatku skierowane do kobiet :) Gratuluję wyników... no i tych mięśni brzucha :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama zaraz wybieram się na siłownię, bo trzeba popracować nad brzuchem. Myślę, że tym postem dasz kopa nie jednej kobiecie, bo przecież każda z nas zawsze szuka usprawiedliwienia żeby nie pójść na siłownię i nie wytapiac tluszczyku;) gratuluję odwagi i zapału :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama zaraz wybieram się na siłownię, bo trzeba popracować nad brzuchem. Myślę, że tym postem dasz kopa nie jednej kobiecie, bo przecież każda z nas zawsze szuka usprawiedliwienia żeby nie pójść na siłownię i nie wytapiac tluszczyku;) gratuluję odwagi i zapału :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chodzę na karate :D przyjemne z pożytecznym (dla zdrowia) oraz nauka samoobrony :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja razem z przyjaciółka się gimnastykujemy... i także biegamy a jeszcze więcej spacerujemy :o) każda forma aktywności fizycznej jest wskazana :o)

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnie, że jest to klub tylko dla kobiet :) i szkoda, że nie mieszkam bliżej Warszawy, by móc tam uczęszczać... ja staram się pokonać mojego wewnętrznego lenia przejażdżkami rowerowymi, na co niestety nie zawsze pozwala mi pogoda. zamierzam również ( jestem genialna w planowaniu! ) od soboty kręcić hula hop ( again! ) i może troszkę poćwiczyć z Chodakowską w tygodniu? we wtorki i czwartki pracuję na popołudnie, więc czas do południa muszę sobie jakoś zagospodarować;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, ze odkryłaś takie miejsce dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety w mojej miejscowości brakuje takich miejsc. Jeżeli jest siłownia to naprawdę droga i jedne zajęcia aerobowe na cały tydzień... A do Szczecina codziennie dojeżdżać to jest kłopot jednak. :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook