SPINKI I SZPILKI W MIEŚCIE - RESTAURACJA BAZYLISZEK, WARSZAWA

13.5.15

   Niniejszym inauguruję cykl opowieści o wyprawach Spinek i Szpilek na szeroko pojęte "miasto". Będę Wam polecać warte uwagi i odwiedzin miejsca w Warszawie - oraz (w miarę możliwości) wszędzie indziej, gdzie bywam. 

                     (FOT. Poszli-Pojechali)
   W ubiegły czwartek wraz z moją przyjaciółką Anetą oraz kilkoma innymi blogerami odwiedziłam restaurację "Bazyliszek". Znajduje się ona przy Rynku Starego Miasta w Warszawie i zajmuje całą kamienicę (oraz wiele stolików na zewnątrz). Przed wejściem każdego gościa ciekawym spojrzeniem wita czerwonooki Bazyliszek, którego zna wielu bywalców tego kultowego lokalu. Ja jednak byłam tam po raz pierwszy.
   Lokal imponuje wielkością i ogromnym ruchem oraz jednoczesną przestrzennością. Choć napływ klientów był ogromny, miałam wrażenie, że wraz z każdą przybyłą osobą, restauracja magicznie powiększa się o kolejne trzy miejsca. My usiadłyśmy w sali na piętrze - zawiodły nas tam długie schody.
      Sala, w której wszyscy siedzieliśmy była urządzona w myśl mądrej zasady, że drewno i boczne światło zawsze dają piękny efekt. Widzicie mnie? Na zdjęciu znajduję się z lewej strony w środku. Niestety, nie widać dokładnie mojej nowej sukienki z Simple, tylko czerwone podbicie płaszcza;). Ubrałam się dość elegancko na tę kolację, ponieważ uważam, że zawsze należy działać w myśl zasady: "Jeżeli nie wiesz, jak się zachować - zachowuj się uprzejmie", a w wypadku stroju: "Jeżeli nie wiesz, jak się ubrać na wieczorną kolację, ubierz się elegancko". Ostatecznie lepiej być jedyną wytwornie ubraną osobą przy stole niż jedyną w dżinsach wśród etoli, długich sukien i garniturów;).
                    (FOT. Poszli-Pojechali)
   Choć normalnie zawsze i wszędzie zamawiam to samo (mój mąż czasem się ze mnie śmieje, że lubię tylko to, co znam), tym razem postanowiłam zaszaleć. Zamówiłam prawie wyłącznie potrawy, których na co dzień nie jadam. Dlatego zamiast ukochanego rosołku jako zupę wybrałam czerwony barszcz z kołdunami. Niestety - nie mam jego zdjęcia, ponieważ zbyt szybko go wypiłam. Zaręczam Wam jednak, że był znakomity - przejrzysty i aromatyczny. Pachnący burakami i odpowiednio (niezbyt nachalnie) doprawiony. Zaś kołduny miały tę jedyną wadę, że było ich tylko sześć:). Aneta zamówiła krem z borowików z kulkami ptysiowymi. Ponoć znakomite (nie próbowałam, bo nie lubię grzybów).
    (FOT. Poszli-Pojechali)
   Moja zupa była podana w dokładnie takiej samej bulionówce (ok. 330 ml?).
   Jako drugie danie zamówiłam stek argentyński, a Aneta - kaczkę.
   Stek ogromnie mi smakował. Znakomitej jakości mięso przyrządzono wręcz doskonale. Kaczki nie próbowałam, ale wyglądała bardzo malowniczo na talerzu - w "Bazyliszku" podaje się dosłownie "połowę" tego dzikiego ptaka. Bardzo żałuję jednak, że jedynymi dodatkami do mięs w całej karcie lokalu są frytki, pieczone ziemniaki lub ryż, a nie wariacje na temat kartofli - np. do kaczki fantastycznie pasowałyby kluski śląskie. Zresztą form kartoflanych jest wiele: kopytka, ziemniaki tłuczone, faszerowane, w mundurkach, placki... Szkoda, bo pyszne bliny do barszczu narobiły mi nadziei na te kluski śląskie...! I smaku;).
   (FOT. Poszli-Pojechali) 
    Specjalnością "Bazyliszka" są mule (w sosie z białego wina) - podawane dawnym zwyczajem właśnie w czwartki. Ten ogromny półmisek to porcja na jedną osobę:). Jadłam je po raz pierwszy i choć raczej nie przepadam za owocami morza, to eksperyment uważam za jak najbardziej udany:).
   Nie mogę w to uwierzyć, ale udało mi się jeszcze zjeść deser. Aneta zamówiła crème brûlée (z musem truskawkowym), a ja lodowy sorbet. Muszę Wam powiedzieć, że crème brûlée był obłędny. Pod delikatną, karmelową skorupką kryła się wspaniała, aksamitna, i rozpływająca się w ustach chmurka. Sorbet był znakomity, ale crème brûlée go przyćmił;).
            (FOT. Poszli-Pojechali)
Wieczór zakończyłyśmy drinkami. Ja zamówiłam... "Bazyliszka"! :)
                    (FOT. Poszli-Pojechali)
   Składał się z rumu, soku ananasowego, grenadyny i...tajemniczego składnika, którego nie pamiętam;). Dość, że napój był słodki, lekko odurzający oraz smaczny. Według mnie - stanowił wspaniałe ukoronowanie wieczoru.
   Z pewnością jeszcze się tam wybiorę - na kolację z mężem lub drinki z koleżankami. Restauracja "Bazyliszek" jest dość przystępna cenowo - zarówno w karcie z potrawami jak i w tej z alkoholami. I, co najważniejsze - jedzenie jest bardzo smaczne. Myślę, że to zasługa zarówno jakości półproduktów jak i samego wykonania. W tym lokalu można zorganizować dowolny event - wieczór panieński, wesele, urodziny, rocznicę itd.. Szczerze Wam powiem, że bardzo bym chciała zostać zaproszoną na wesele, mające się odbyć w "Bazyliszku".
   Właściwie zawsze przed wyjściem na czyjeś wesele zastanawiamy się z moim mężem, czy nie wziąć ze sobą jakiegoś awaryjnego prowiantu. To jak gra w rosyjską ruletkę - my, niestety, zazwyczaj przegrywamy i w trakcie biesiady weselnej marzymy o wypadzie do kiosku po batona. Nie dlatego, że jesteśmy zblazowanymi snobami kulinarnymi tylko z uwagi na totalnie niski poziom weselnych cateringów, które dopuszczają twarde i tłuste mięso, kiepskie alkohole i zupy z proszku. Na szczęście na naszym weselu wszystko było znakomite:). Nie zmienia to jednak faktu, że zachęcam Was do urządzenia przyjęcia weselnego w "Bazyliszku" - i zaproszenia mnie;).
      Restauracja "Bazyliszek" znajduje się przy ul. Rynek Starego Miasta 1/3, a tu możecie zapoznać się z jej stroną internetową: http://www.bazyliszek.waw.pl.
   Czy ktoś z Was zna tę restaurację? 

  Chciałabym podziękować Tatianie i Michałowi z bloga: http://poszli-pojechali.pl/ za udostępnienie zdjęć, które zrobili w czasie naszej wspólnej biesiady i umożliwili mi ich zamieszczenie w tym tekście. Zapraszam Was na ich stronę - fajnie piszą o swoich podróżach:).


Bazyliszek Menu, Reviews, Photos, Location and Info - Zomato

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

8 komentarze

  1. tyle razy koło niego przechodzę, a nie byłam jeszcze w środku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja byłam tam dawno temu, ale potrawy wygldają tak smakowiecie że bardzo chętnie zajrzę. Szczególnie ze względu na mule :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystko wygląda świetnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również serdecznie pozdrawiam. Smacznie było, nieprawdaż? Nawet na fotkę u Ciebie się załapaliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook