MOJE ROWEROWE ZWIĄZKI

29.6.15

   Zawsze miałam jakiś rower. Te związki były w moim życiu zdecydowanie bardziej udane niż telefoniczne.
   Pierwszym był żółty trójkołowiec, przypominający trochę mały traktorek. W moim trzyletnim życiu dawał mi wiele swobody w zwiedzaniu świata. Niestety szybko z niego wyrosłam. Na jego miejscu pojawił się kultowy, bordowy składak - wydaje mi się, że był ze mną aż do czwartej klasy podstawówki. Jego charakterystyczną zaletą był bagażnik, na którym woziłam chyba moją siostrę...i może koleżanki? Potrafiłam również jechać na nim siedząc na tym bagażniku. Wtedy wydawało mi się to bardzo wyrafinowaną sztuką. Składaki były super.
   Jako czwartoklasistka stałam się dumną posiadaczką zielonego "górala" - z męską ramą! To było modne i dorosłe, a poza tym ów pojazd posiadał duże koła, dzięki czemu mniej pedałując, mogłam więcej przejechać. Zajeździłam go wręcz na śmierć, jak konia na wyścigach, niestety. 
   Przedostatnim rowerem w moim życiu był srebrny góral z amortyzatorami. Woził mnie do liceum. Dopóki był sprawny, żyło nam się cudnie, ale nadszedł dzień, w którym spojrzałam na niego i powiedziałam: "nie kocham Cię już, mam innego".

   (fot. Spinki i Szpilki)
   Od sześciu (6!) lat pozostaję w zdrowym związku z moim czarno-białym rowerem z błotnikami w szaro-czarno-białą szachownicę. Nie będę ukrywać, że jest piękny, ale również bardzo wygodny i praktyczny. W całym swoim 26-letnim życiu nie zachorowałam nigdy na żadną wariację na temat "holenderki", roweru absolutnie miejskiego, przeznaczonego jedynie do wożenia bagietek i porannej gazety. Jeżeli ktoś naprawdę chce i/lub potrzebuje jeździć na rowerze, marzy o dalekich wycieczkach z wiatrem we włosach i siodełkiem między nogami, powinien zainwestować w pojazd trekkingowy, przystosowany do terenów leśno-polnych. Jeżeli martwicie się o design, to niepotrzebnie - moje błotniki mówią chyba same za siebie?:)

(fot. Spinki i Szpilki)

   Ostatnio porzuciłam jazdę na rowerze, ponieważ... Miałam słabą kondycję. Nie wiem, jak w dzieciństwie mogłam wyczyniać cuda na trzepaku (pamiętacie?), a dziś stękać, kwękać i dyszeć przy wchodzeniu piechotą na czwarte piętro. Choć schudłam, moje ciało nie było sprawne. Stałe czytelniczki bloga wiedzą, że zaczęłam regularnie ćwiczyć w warszawskim klubie Puella, dzięki czemu nie tylko schudłam, ale również nabrałam sprawności fizycznej. Dowód? W ostatnią sobotę przejechaliśmy z moim mężem 60 km właściwie nawet bez zadyszki. Zdjęcia pochodzą właśnie z tej wycieczki;). Okazuje się, że kondycja nabyta na fitnessie jest we mnie zawsze i wciąż. Dlatego właśnie dziś znów idę na jogę. Wpadajcie;).
     (fot. Anna Dziadosz)
   Pytacie o moją wakacyjno-letnią kosmetyczkę. W tym sezonie jest w niej na pewno liner marki Dr Irena Eris (prowokująco czarny!), który wyczarowuje najpiękniejsze i najrówniejsze kreski. Absolutnie uwielbiam tusz do rzęs Urban Decay. Nie znam cieni tej marki, ale tusz jest grzechu wart. Zwyczajna szczoteczka maluje nadzwyczajnie. Omijam podkłady i pudry, a twarz podkreślam jedynie delikatnymi muśnięciami bronzera. Aktualnie w mojej duszy gra ten od Artdeco z najnowszej kolekcji Here Comes The Sun. Urzekła mnie mini paletka Naturel&Pop od Sephory. Na zdjęciach z rowerowej wycieczki nie widać tego, ale oczy pomalowałam w turkus, fiolet i róż;). O lakierach do paznokci z pewnością napiszę oddzielny post, ale wiedzcie, że te z serii "Craig&Karl" są bardzo ładne i stylowe.
   Moim odkryciem tego lata stały się chusteczki ze zmywaczem do paznokci. Zapakowane pojedynczo w saszetki sprawdzą się w podróży małej i dużej. Ważna uwaga: dość szybko wysychają, więc jeżeli zdecydujecie się ich użyć, zróbcie to natychmiast po otwarciu. Dwufazowego płynu do demakijażu z Sephory używam cały rok;).
   Jak wyglądają Wasze rowerowe związki? Odnalazłyście tego jedynego?:)

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

13 komentarze

  1. Kocham i uwielbiam rower i jazdę na nim. Niestety w tym roku jeszcze nie wyciągnęłam roweru, bo praktycznie nie mam dostępu do niego - trwa remont tam, gdzie go trzymam. No i czekam. ;/

    Pocieszam się rowerem stacjonarnym, ale to nie to...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę Ci ! Ile bym dała żeby teraz śmigać na rowerze :P Niestety mój obecny stan mi nie zezwala ale jak nic teraz tak mi się chce jeździć :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie mogłam się przekonać do jazdy na rowerze :) mój wewnętrzny leń zawsze wygrywał :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie mogłam się przekonać do jazdy na rowerze :) mój wewnętrzny leń zawsze wygrywał :)

    OdpowiedzUsuń
  5. fajny wpis, dzięki za inspirację :) siedzę i śmieję się sama do siebie na myśl o moich rowerowych związkach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też miałam bordowego składaka:D Potem na komunie, a jakże, dostałam górala i do teraz ze mną jest. A mam 23 lata :D Tęsknie za rowerkami na siłowni, lepiej mi się tak jeździło. Lubię kontrolę, której nie daje mi jazda w terenie

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam jazdę na rowerze ;)
    Miałam 4 rowery i przyznam, że najlepiej śmigało mi się zwyczajną "damką" którą dostałam na komunię;)
    Teraz mam rower w stylu miejskim i niestety, ale jazda nim jest katastrofą;/
    Strasznie ciężko jest nim jechać sam waży ładne kilka kilko ;)
    Jak uzbieram trochę więcej pieniędzy to postaram się kupić coś szybszego i sprawniejszego ;)
    Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojejku skladak to był bajer na osiedlu;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ile już chodzisz do Puelli? Chyba dość szybko wyrobiłaś sobie kondycję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm. Teraz ciągiem to jakieś 4 miesiące (karnet na 12 wejść na miesiąc). wpadaj, mieszkasz w Warszawie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie za gorąco na rower : P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook