TO NIE JEST KRAJ DLA GRUBYCH LUDZI - NAWET, JEŚLI CHCĄ SIĘ ODCHUDZIĆ

8.7.15

   Paradoks bycia osobą grubą (lub za taką uważaną) polega na niemożności publicznego odchudzania się. W dzisiejszym w ogromnej mierze pustym, obrazkowym i płytkim podejściu ludzi do wielu tematów, nie liczy nie tylko początek drogi ani jej przebieg, ale również koniec - jeżeli nie przynosi zadowalających rezultatów. Wyjątkiem są jedynie spektakularne sukcesy: gdy bezdomny wstanie, otrzepie się z brudu, powie kilka truizmów z książki Johna Maxwella (lub innego mądrali) i zarobi miliony, jednocześnie przemieniając się w przystojnego modelo-filozofo-artysto bogacza ze znakomitym gustem. Jeżeli ktoś ważył 200 kg i schudnie 50 kg, osiągając rewelacyjny dla siebie rezultat wagowy, przy kolejnej marchewce usłyszy: "nie za dużo jesz?".
   Kiedy próbowałam się odchudzać, zmodyfikowałam swoją dietę. Zaczęłam pić więcej wody, starałam się ograniczyć słodycze, a ostatni posiłek jadłam około godziny 19. Wcześniej słyszałam, że jestem gruba ("Ania jest taaaaaaaka gruba!" załamywała ręce moja teściowa), więc miałam cichą nadzieję, że otoczenie wesprze mnie w dążeniu do szczupłości. Finalnie jednak powiedziałam o swoich dietetycznych planach jedynie mężowi i kilkorgu najbliższych przyjaciół.

   (fot. Anna Dziadosz) Świnka jaka jest - każdy widzi. Ta miała wszystko pod ogonem. 
    A może jej smutno, bo nikt nie wierzy, że chce być szczupła?
   Problem z odchudzaniem rozpoczyna się już na pierwszej imprezie poza domem. We własnej kuchni w trakcie diety można pod ścianą poukładać równe rządki otręb, kasz, niegazowanej wody i marchewki, a masło, olej i słodycze oddać potrzebującym, czemu domownicy się nie dziwią ani na co się nie oburzają. Natomiast przy niedzielnym obiedzie u cioci lub na imprezie u koleżanki odmowa ciasta/ alkoholu/ zupy na śmietanie budzi zdziwienie i nieme pytanie: "przecież jesteś gruba - nie udawaj, że nie jesz, bo inaczej nie ważyłabyś tyle".
   Pierwsze kilogramy udało mi się zrzucić dzięki koktajlom, którymi zastępowałam posiłki (1 dzień = ok. 5 koktajli + 1 jeden lekki posiłek). Gdybym dziś (rozmiar 36/38 - zależy, czy mam okres) gdziekolwiek usiadła z takim koktajlem lub powiedziała, że nie jem obiadu, a zamiast niego wypiję koktajl, usłyszałabym: "Super!". Kiedy miałam 13 kg więcej (czyli nie byłam jakoś patologicznie otyła, tylko raczej dość pulchna) wolałam wypijać je po kryjomu w zaciszu własnego domostwa lub np. w firmowej kuchni bez świadków, by uniknąć współczujących spojrzeń.
   Zauważyłyście, że jeśli szczupła dziewczyna idzie na hamburgery i zje ich nawet kilka za jednym razem, nikt nie patrzy na nią wyrzutem (bo to niezdrowe i niegrzeczne tak się objadać?), ale jeżeli ktoś pulchniejszy zje publicznie batonika, ludzie często się odwracają, by jeszcze raz spojrzeć na kogoś, kto nie dość, że śmie ważyć za dużo, to jeszcze je batony.
    Cieszę się (ogromnie!), że udało mi się zrzucić kilogramy, które do mnie nie wróciły, ale martwi mnie to, jak wielkie znaczenie dla opinii publicznej mają nawet niewielkie różnice w wagach i rozmiarach różnych osób, co z kolei nie przekłada się na pomoc w uzyskaniu przez nie idealnych proporcji ciała. Mam czasem wrażenie, że łatwiej jest z szacunkiem patrzeć na modelkę jedzącą czekoladę niż na grubaskę z sałatką. Jak myślicie?

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

12 komentarze

  1. Kiedyś też zrzuciłam ok. 13 kg. Niestety jojo mnie dopadło po roku. Często słyszę komentarze, że gruby człowiek to wstydu nie ma pożerając te fast-foody. Ja uważam, że każdy z nas ma swój rozum i każdy z nas wie co robi. Skoro laska ma 20 kg nadwagi i wcina batony to niech wcina. Nam obserwatorom nic do tego, możemy jedynie z troski o jej zdrowie dodać coś od siebie. Ja osobiście jestem przeciwna pouczania kogokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja uważam, ze jak ktoś chce się odchudzać to da radę
    nie spotykam się z opisanymi przez Ciebie sytuacjami, a mam tych nadmiernych kg troszkę więcej niż 13 ;)
    faktem jest, ze np. na siłownię bym nie poszła bo tam "przeraża" mnie kult bycia fit i brak tolerancji dla tego, co fit nie jest
    w swoim otoczeniu mam jednak ludzi, którzy zawsze mnie wspierają we wszystkim co sobie wymyślę :)

    a Ty się już nie odchudzaj, wyglądasz super :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kontrowersyjny temat, generalnie duże osoby są bardziej zauważalne i narażone na złośliwe docinki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uważam, że jeśli ktoś jest naprawdę otyły nie rozm. 36-42 nie powinien siedzieć w Mac Donaldzie. Z drugiej strony każdy ma czasami ochotę zgrzeszyć i ma do tego pełne prawo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdrowe odżywianie wprowadziliśmy już jakiś czas temu, wyszło nam to na dobre!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat trudny, ale ja go dziele na dwa wątki. Bo są osoby naprawde otyłe, ktore robią wszystko zeby te zbędne kilogramy zrzucić i chwała im za to, ale niestety większość otyłych, którzy mnie otaczają jedynie o odchudzaniu mówi zajadając przy tym czwartego batonika w ciagu jednego dnia. Generalnie ja nie oceniam, bo wole sie skupić na swoich zbędnych kilogramach ;) Jednak jesli przy każdym spotkaniu słyszę użalanie sie nad sobą jednocześnie zagryzane paczuszkiem to w pewnym momencie sama w duchu zaczynam drwić. Gdy po ciazy uznałam, że jest mnie za duzo, zapisałam się na siłownie, przeszłam na dietę i postanowiłam cos zmienić. Ale nie znoszę pustego gadania "chciałabym, ale nie mogę" bo jak sie chce to wszystko mozna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przez ostatni rok schudłam ponad 20 kg i przez cały ten czas miałam problem z jedzeniem publicznie zdrowych rzeczy, bo właśnie czułam jak wszyscy się na mnie patrzą ;/

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, że Ci się udało osiągnąć założony cel ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak dla mnie szacunek nie ma nic wspólnego z kg. Nie ważne ile osoba waży, ważne kogo reprezentuje swoim zachowaniem/charakterem. Często mam wrażenie, że osoby przy sobie mają bardziej sympatyczny charakter i są bardziej wesołe (i mniej wredne), ale z drugiej strony nie mogę tak uogólniać...

    OdpowiedzUsuń
  10. Olać tych co gadają, szczerze mówiać jak ktoś ma taki charakter że czuje sie po prostu "lepszy" i w obowiązku komentować wszystko - to i tak będzie gadać. Jak będziesz gruba, to że za gruba, jak chuda to że anorektyczka, jak normalnej budowy to sobie wymyślą że np masz nogi krzywe. Nalezy się przejmować jedynie opinią ludzi, którzy nam zyczą dobrze - to chyba jedyny logiczny sposób postępowania. A jak ktoś głupio komentuje to można czasem uprzejmie i spokojnie zwrócić mu uwage, że takie komentarze są mało eleganckie... czasem działa i się im głupio robi ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie spotkałam się z przedstawianymi przez Ciebie sytuacjami i szczerze mówiąc nawet ciężko jest mi sobie je wyobrazić. W dzisiejszych czasach co druga osoba się odchudza lub po prostu wybiera zdrowy tryb jedzenia i chyba nikogo nie powinno to dziwić, a tym bardziej zachęcać do niemiłych uwag.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze znam sytuacje tu opisane. Mnie tam nic do tego, jak ktoś chce jeść batony, to niech je sobie je. Moje współlokatorki z kolei cały czas obnosiły się ze zdrowym żywieniem i pod drzwiami non stop słyszałam o tym, ile czego zjadły i o której. Zresztą, w dobie kultu bycia fit można od tego oszaleć, zwłaszcza przeglądając internet.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook