KOSZMARNE WESELA

8.9.15

    Co roku o tej porze myślę o tym, jakim koszmarem są zazwyczaj (!) polskie wesela – niczym nie przypominające tych z amerykańskich, brytyjskich, francuskich, włoskich czy nawet greckich filmów, do których aspirują (w tej materii prawdę oddaje jedynie Wojtek Smarzowski). Na szczęście w najbliższych miesiącach nie ma jednocześnie letniego i zawierającego magiczną oraz gwarantującą szczęście literę R miesiąca;). A do kolejnego wesela wszystko się zagoi;).
   Większość towarzyszących ślubom imprez przypada idealnie na czas urlopów sierpniowo-czerwcowych oraz świąt plasujących się w tym okresie tak, by przypadkiem żaden z gości nie wykorzystał długiego weekendu na coś innego niż weselenie się.
  
    Jak wygląda typowe koszmarne wesele?
   Niezależnie od liczby szumnie składanych deklaracji (w tym na FB) osób stroniących od religii, 99 % procent ślubów koniecznie musi się odbyć w kościele, choć często w tym przybytku po raz pierwszy są nawet sami Państwo Młodzi (nie wiedzący, jak się tam zachować) oraz często ich kilkuletnie potomstwo. Co jednak nie przeszkadza im wybrać możliwie dalekiego i ukrytego kościoła, z którym rzekomo mają "wspomnienia". Panna Młoda koniecznie musi wystąpić w bieli i w welonie niezależnie od ilości posiadanych wcześniej partnerów seksualnych - a ja naprawdę nie jestem w tym temacie wielką purystką, ale smutnym jest to, że znaczenie symbolu zatraciło jakikolwiek sens.
   Po mszy, na którą spóźnia się ponad połowa gości następuje seria zdjęć grupowych na tle tak egzotycznej budowli oraz powitań ze spóźnialskimi. Miłym dodatkiem do tego są życzenia;). 
Kolejnym przedweselnym etapem jest poszukiwanie miejsca samej imprezy. Choć w okolicach kościoła znajduje się moc domów/ sal/ remiz weselnych, żądana budowla koniecznie musi się znajdować przynajmniej godzinę drogi od miejsca zawarcia sakramentu. Młodzi zazwyczaj poszukują wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju i możliwie oryginalnego budynku, będącego dokładną repliką wszystkich mijanych. Z tą różnicą, że często akurat w tym ostatnim brakuje miejsc parkingowych.

Zdjęcie: Wikimedia Commons
Samo wesele nie ma jednego schematu przebiegu, ale jest kilka punktów wspólnych: kolejka przy listach ze stołami (które są umiejscowione w najbardziej niedostępnych areałach), długie oczekiwanie na pierwszy posiłek i kiepska, ale bardzo głośna muzyka, od której można tylko uciec w głąb własnego umysłu (bo nie ma zazwyczaj miejsc kanapowo-fotelowych, gdzie można się zaszyć ze szklanką koniaku, porozmawiać z dawno niewidzianą ciocią czy odpocząć od hałasu).
Jednym z głównych weselnych punktów jest oczywiście Pierwszy Taniec, do którego Para Młoda przygotowywała się co najmniej pół roku co u Maseraka, by finalnie zaprezentować nieco smętniejszą wersję poloneza ze studniówki.
Jedzenie na weselach to temat na oddzielny artykuł. Mam jednak podejrzenia, że musi istnieć jakieś powiązanie pomiędzy cateringiem weselnym, a posiłkami w szpitalach. Jak sądzicie? Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć te imprezy, na których nie miałam ochoty wyskoczyć po kanapkę na stację benzynową albo nie żałowałam, że w trakcie podróży z kościoła nie wstąpiłam do McDonaldsa. Zupy z torebek, dziwnie wodniste sałatki i niesmaczne mięsa to właściwie pewien standard.
 Choć wszyscy się śmieją z disco-polo i stylizacji Feszyn from Raszyn, to właśnie tego typu muzyka pojawia się na większości wesel, a odkryte buty do rajstop to jedno z najmniej rażących stylizacyjnych przewinień;).
Zazwyczaj bardzo żałuję, że nie siedzę przy stole dla dzieci, gdzie jest wesoło, gwarnie, znajduje się lepsze jedzenie (dziecięce brzuszki) i mnóstwo słodyczy oraz uśmiechów;). Nie mam nic przeciwko grzecznym dzieciom. Choć na moim weselu jedno jedyne dziecko wydarło się dokładnie w momencie przysięgi, a jego ubrana na biało matka nie czuła się z tego powodu zażenowana.
   Wiem, że wiele osób podziela moje obserwacje, ale finalnie organizuje swoje własne wesele dokładnie według wymienionych przeze mnie punktów. Jak było z Wami?;) I podstawowe pytanie: lubicie chodzić na wesela?

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

50 komentarze

  1. Mieszkam za granicą i wiele wesel mnie i męża omija:) dobre są tez fryzury ala tapir albo loki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkam za granicą i wiele wesel mnie i męża omija:) dobre są tez fryzury ala tapir albo loki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno nie byłam, ostatnio u siostrzenicy kilka lat temu, ale z kosciola było można iść pieszo na wesele, za to okropnie lało. ;) Było całkiem przyzwoicie. :) W tej chwili wszyscy prawie uciekają od ślubu i wesela :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzę o weselu, na które z kościoła można się udać pieszo;).

      Usuń
  4. lubię chodzić na wesela i nie mogę doczekać się swojego:)
    pierwszy taniec... nas Maserak nie chciał przyjąć, dzwonił Hakiel od Cichopkowej, że nawet nam zapłaci, byśmy tylko do niego poszli, a my niewdzięcznicy wybraliśmy mojego znajomego z pracy, który kiedyś był tancerzem i dziś uczy młode pary:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wesele było wspaniałe:). Kiedy Twój ślub i jaki będzie pierwszy taniec?:)

      Usuń
  5. Oj tak u mnie niestety było podobnie. Niby się nie zgadzamy ale pod presją rodziny w tym rodziców ulegamy:/ Z tym,że sala była blisko kościoła ( szliśmy na nogach) , muzyka typu disco polo ( bo tata znajomego grajka wynajął ) , Pierwszy taniec? Ja tam tańczyć nie umiem i szczerze mówiąc najchętniej ten punkt bym pominęła. Ale za to jedzenia nie brakowało i było typowo po polsku-wiejsku czyli świnka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinka, lubię Cię za Twoją szczerość i dystans do siebie:).

      Usuń
  6. Ostatnie wesele, na którym byłam, to było moje własne :) Lubię chodzić na wesela, choć często właśnie możemy spotkać się z wymienionymi przez Ciebie 'koszmarkami' :P Nasze wesele było dopracowane przeze mnie do ostatniego szczególika, ale i tak były sytuacje poza naszą kontrolą. Chyba tą najgorszą zapamiętam do końca życia. W swoim artykule nie wspomniałaś o tzw. 'bramach',. Zapewne opiszesz co nieco po weselu, no chyba, że w Twoim mieście nie ma takiego zwyczaju.
    Pamiętam jak wyjeżdżaliśmy spod kościoła i tuż przed wyjazdem stało kilka 'pijaczków' po wódkę. Było ich chyba 6. Świadek dał im 4 butelki by zeszli z drogi, a jeden z nich (już nieźle wcięty) chciał koniecznie dostać jeszcze jedną butelkę. Świadek nie mógł go przekonać, że już dostali wystarczająco wódki i że nie wypada tak się narzucać. Facet był głośny i mało kulturalny w dobieranych przez siebie słowach. No i tutaj puściły mi nerwy... :D wyskoczyłam z samochodu jak z procy i wrzasnęłam do faceta 'wypier... z drogi albo wyjdę z siebie' hahaha... Mój mąż przerażony widząc tą sytuację, dał szybko wódkę pijaczkowi i kazał mu uciekać :) Lepiej nie poddawać Panny Młodej testom cierpliwości :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim muszę wyjaśnić - jestem mężatką:). Miałam cudowne wesele, które w ogóle nie przypominało tych koszmarnych, opisanych przeze mnie. Mój mąż założył kremowe chinosy oraz granatową, kaszmirowa marynarkę, a ja miałam kremową sukienkę, która nie wisi bez sensu w szafie, ale w niej chodzę;). Ślub i wesele odbyły się w tym samym miejscu - w pałacu w Oborach, gdzie przyjechała Pani urzędnik. Ślub był cywilny, ponieważ nie chodzimy do kościoła, a 99% osób, które chodzą do kościoła i my je znamy, zazwyczaj są nieuczciwe, niehonorowe i niezbyt mądre, więc nie chcemy się z nimi utożsamiać.
      Na naszym weselu nie było wodzireja (zresztą - i tak nie byłoby nas na to stać) ani głupich zabaw, jedzenie było pyszne, wszystkie alkohole wybierał mój mąż, dzięki czemu po weselu wszyscy goście dzwonili z pytaniami, co pili, bo było wspaniałe. Tak również było z muzyką:).
      Do pierwszego tańca bez szopki zaprosiliśmy wszystkich gości;).
      Jednym z niewielu niemiłych wydarzeń było dziecko, które wydarło się dokładnie w trakcie naszej przysięgi, a jego UBRANA NA BIAŁO matka nie czuła się nawet w obowiązku cokolwiek z tym zrobić. Ponadto nasze wesele było pomyślane jako wesele bez dzieci, a to było jedyne dziecko - jednakże co można myśleć o osobie (zaproszonej z musu), która ubiera się na biało na cudzy ślub?

      Co do bramek - oczywiście w Warszawie i okolicach praktykuje się ten zwyczaj, ale my jechaliśmy do ślubu nieudekorowanym samochodem świadka - w dodatku w zwykłych ubraniach, bo przebraliśmy się na miejscu;).

      Dziękuję za Twoja historię;). Wpadaj częściej:).

      Usuń
    2. Hej bardzo podobał mi się Twój wpis. Jestem praktycznie tego samego zdania co Ty :) Jako gość lubię pójść czasem na wesele (czasem), ale ogólnie to ich nie lubię. Sama z moim mężem nie planowaliśmy wesela. Mimo małych protestów rodziny, wzięliśmy ślub w USA. Wróciliśmy do PL już jako małżeństwo. Bardzo byłam szczęśliwa, mój luby też, że nam się "udało" i nie ulegliśmy presji innych - bo to my decydujemy o naszym życiu. Zresztą jak się okazało, w ogóle nikt się nie gniewał:) Ach i ślub był cywilny, o KK mam takie zdanie, o ślubach kościelnych także. Jak moja koleżanka została poniżona na naukach przedmałżeńskich przez księdza mizogina pomyślałam sobie "Ja bym tak nie mogła, wyszłabym nie szczędząc niemiłych słów", ale to już chyba norma w PL. Ludzie wybiórczo traktują Zasady Kościoła. Dziecko przed ślubem, seks z wieloma partnerkami/partnerami, ogólnie narzekanie na KK, nie chodzenie w ogóle do kościoła, a potem "bierzemy ślub kościelny". Hipokryzja. Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Mój ślub i wesele były skromne i może temu były udane. Nie podoba mi się obecna moda na ,,zastaw się a postaw się" gdzie każdy tylko wręcz musi zrobić wszytko z wielką pompą. We wszystkim dobrze zachować umiar, tak naprawdę nie dogodzi się każdemu gościowi weselnemu i zawsze znajdzie się ktoś kto będzie narzekał. Branie kredytu na wesele na ileś tam lat jest dla mnie głupotą, jak się chce można zorganizować wesele nieco skromniej

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi nigdy nie zdarzyło się na weselu, żebym była głodna lub żeby jedzenie było niedobre.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię chodzić na wesela z powodu disco polo :) i koszmarnych, perwersyjnych zabaw ;) akurat jedzenie było dobre wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o nich!!! Zabawy pt.: "wyciągnij jajko z spomiędzy ud Świadka" to koszmar wielu wesel. Na szczęście u nas na weselu nie było ich, hahaha:).

      Usuń
  10. Już niedługo wybieram się na wesele, a za towarzysza będę mieć syna. Mam więc nadzieję, że przy dziecięcym stole będę się dobrze bawić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam ostatnio na weselu, gdzie stół był TYLKO dla dzieci - rodzice siedzieli osobno;).

      Usuń
  11. Gadżet IG fajnie działa. I jak Twój Facebook fajnie wygląda.

    Tak nie na temat, bo o weselach nawet mi się pisać nie chce... Nie chcę nikogo urazić, itp. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postąpiłam zgodnie z Twoją radą;). Baaardzo Ci dziękuję;).
      Co do wesel - jak już się tym nie będę przejmować;). Ludzie generalnie lubią się obrażać.

      Usuń
  12. Ciekawe masz doświadczenia z weselami :D
    Nie przepadam za weselami, tej sztucznej atmosfery, gdzie jeden przez drugiego chce wyglądać lepiej, jak dla mnie strata czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są też fajne wesela, ale ich procent jest znikomy...;).

      Usuń
  13. Ja nie jestem fanką wesel, zawsze mam wielkie obawy przed "sezonem" weselnym, żenujące zabawy, koszmarna muzyka i te stroje, jakby był konkurs na najbardziej kiczowaty strój :) i zgadzam się że porządnych, fajnych wesel jest malutko ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Załamałam się. Napisałam taki długi komentarz, a strona mi się odświeżyła i wszystko straciłam. Postaram się to ująć jakoś jeszcze raz :P

    Nie mam w temacie wesel zbyt dużego doświadczenia, poieważ byłam tylko jeden raz w życiu, w dodatku jako mała dziewczynka. Ale wiem mniej więcej jak to wygląda, a najsmutniejsze jest to, że te wszystkie szopki są odprawiane zazwyczaj bo "tak wypada". "co goście powiedzą", "rodzice by tak chcieli" i tak dalej. Mało osób ma odwagę zrobić swój ślub tak, jak tego rzeczywiście chcą.
    Czytałam Twój komentarz wyżej z opisem Twojego ślubu i wesela i brawo, że zrobiliście z mężem po swojemu!

    My z narzeczonym chcemy też zrobić po swojemu. Ślub cywilny (jestem niewierząca) w plenerze, w zamku nieopodal naszego miejsca zamieszkania, który FAKTYCZNIE jest bliski naszemu sercu (a nie tylko rzekomo :P) bo często tam bywamy. Jest to miejsce bardzo ładne i urocze, zamek nad morzem :) A po ceremonii obiad dla najbliższej rodziny zamiast wesela. Prawdopodobnie około 20-25 osób a to i tak tylko dlatego tak dużo, że mój narzeczony ma sporo rodzeństwa, a każdy z nich ma już swoją rodzinę, więc to rzeczywiście bliska rodzina. Z mojej strony aż 4 osoby ;) Co do tej białej sukni to też jest jakiś koszmar - wiele osób zakłada bo trzeba no i tak jak piszesz, mają w d**ie to, że to jest symbol - a dla osób wierzących to powinno mieć znaczenie. Ja bym chciała białą sukienkę (niekoniecznie klasyczny fason :P) tylko dlatego... że mi się podoba. Tutaj również słyszałam głosy sprzeciwu BO NIE WYPADA. Jak to - mi nie wypada założyć sukienki ślubnej na ślub (ślub cywilny to też ślub!) - a pannom, które dziewictwo straciły już dawno temu, zakładać białą suknię do kościoła wypada? Na ślub cywilny można założyć co się chce, pod warunkiem, że jest to etyczne. Ktoś miał nawet chyba w tym roku ślub stylizowany na Star Wars i wszyscy byli przebrani za postacie filmowe - bo tak chcieli, a USC wyraził zgodę. Można? Można!

    Tak sobie wymarzyliśmy i tak chcemy zrobić, a jeżeli komuś to nie odpowiada, to niech się buja. Swoje śluby już mieli, a my swój chcemy zrobić tak, jak się nam marzy. Skromnie, w zamku nad morzem, z obiadem, pogaduchami, bez pijaństwa i pląsów ;)

    Pozdrawiam ciepło!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślub w zamku? Na pewno będzie cudownie i romantycznie:). Jak już będzie po, daj mi koniecznie znać - chętnie zobaczyłabym choć jedno zdjęcie!!!:)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że w ogóle uda się to zrealizować :)

      Usuń
  15. Świetnie napisane, ja też wesel nie lubię i mnie zwyczajnie śmieszą i denerwują. trochę tez nie rozumiem wydawania kupy kasy na jedną noc, a i tak w efekcie jakieś ciotki- klotki skrytykują wszystko ;)
    Dlatego my po ślubie zaprosiliśmy tylko najbliższą rodzinę do restauracji na obiad i tyle, było miło i przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I słusznie - najważniejsze, żebyście WY się dobrze bawili:).

      Usuń
  16. Ja na pewno zrezygnuje z pierwszego tańca:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdzie chodzisz na wesele?! Ok, jest to jakiś rys weselnego klimatu w naszym kraju, ale zdecydowanie nie zamieniłabym go na żaden amerykański, grecki czy inny. Ja za weselami nie przepadam, bo w moim regionie nie da się na takie wesele iść bez pary. Na ostatnim weselu, na którym byłam w lipcu br. jedzenie było w porządku, muzyka głownie disco polo, ale tu się nie ma co dziwić, nie było żadnego usadzania gości, były wydzielone miejsca dla palących, drink bar i popularny w moim regionie "wiejski stół", było też miejsce do posiedzenia i pogadania praktycznie bez muzyki dochodzącej z sali weselnej, młodzi zatańczyli normalnie, a nie pokracznie, bo się uczyli miesiącami i musieli to pokazać. Mam wrażenie, że to po prostu kwestia podejścia do tej imprezy - jeśli zdajemy sobie sprawę, jak to mniej więcej wygląda, nie oczekujemy wielkiego "WOW", będziemy mieć obok siebie odpowiednie towarzystwo, to nawet najgorszą imprezę da się przeweselić całkiem sympatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzę na wesela głównie do rodziny mojej i mojego męża i czasem do znajomych. Szczerze mówiąc problemem są ogromne aspiracje, nieproporcjonalne do gustu i funduszy;). Chętnie poszłabym na "wiejskie wesele", najchętniej w remizie:).

      Usuń
    2. A to tak - to wielki polski problem: zastaw się, a postaw się. Czy jakoś tak :)

      Usuń
  18. Może aż tak źle nie było na weselach, na któych miałam okazję być :P Ale i tak nie lubię wesel :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudny post, zgadzam się w 100%.Też ostatnio pisałam coś podobnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. To ja dla odmiany napiszę, że... uwielbiam wesela :D. Oczywiście o ile idę z odpowiednio dobranym (czyt. tańczącym!) partnerem, a to na szczęście na większości dotychczasowych wesel akurat wypalało ;). Na weselach zawsze świetnie się bawię, ale pod jednym warunkiem - dobra muzyka. Na szczęście ostatnio trafiały mi się w większości wesela z DJem albo naprawdę dobrym zespołem, więc było świetnie. Jedzenie jest mi właściwie dość obojętne - zazwyczaj większość posiłków mnie omija, bo akurat bryluję na parkietach z wujkiem ojca dziadka szwagra z piątego pokolenia od strony cioci z Kraśnika ;) na zmianę z partnerem z którym przyszłam.
    Oczywiście mam też gorsze wspomnienia z wesel, na których muzyka była tak daremna, że chciałam się przeżegnać lewą nogą przez prawe ramię ale były to pojedyncze przypadki.
    Jeśli chodzi o zabawy oczepinowe i inne takie urozmaicenia - zazwyczaj w ich czasie na te 15 minut zwiewam do łazienki i resetuję makijaż - omijają mnie więc te spojrzenia wszystkich możliwych cioć i pociotek, które liczą na to, że złapię w końcu ten gUpi welon i moje wesele będzie następne, a tu ani widu ani słychu ;). I mogę szaleć dalej :). Najczęściej jesteśmy jednymi z ostatnich gości opuszczających imprezę. Lubię okazje kiedy mogę się wystroić jak szczur na otwarcie kanału, a ponad wszystko po prostu bardzo lubię się bawić i tańczyć :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji - czemu mi nie napisałaś już dawno wcześniej, żebym do Ciebie wpadła i teraz muszę wszystko na raz odrabiać i czytać? Masz klapsa za to! :D

      Usuń
    2. Wiesz, że dla mnie tańczenie na weselu nie jest aż tak ważne? Chyba dlatego, że po prostu nie ma zazwyczaj na weselach dobrej muzyki przy której dobrze bym się czuła.Twój komentarz bardzo poprawił mi humor;).
      Nie reklamowałam się u Ciebie na blogu, bo wszyscy zawsze krzywo patrzą na takie akcje;).

      Usuń
    3. Jeżeli to jest tylko i wyłącznie komentarz jednokrotnie zostawiony i widać, że tylko w celu autopromocji to wiadomo, że to "słabe", ale widziałam Twoje komentarze u mnie już wystarczająco dużo razy by wiedzieć, że nie jesteś "przypadkowym przechodniem" tylko sobie do mnie zaglądasz, co bardzo mnie cieszy. Mam nadzieję, że uda nam się poznać na Meet Beauty!!! :D

      Usuń
  21. Swietnie napisane :) Chyba mialam do tej pory szczescie poniewaz na takie wesele jeszcze nie trafilam :) Moje odbylo sie przy udziale 2 swiadkow w urzedzie stanu cywilnego. Mialam na sobie kremowa wieczorowa suknie of Laurena I pozyczony welon. Natomiast francuskie wesela na ktorych bylam bardzo przypominaly mi polskie- moze tylko bylo troche mniej alkoholu :)
    Ana
    www.champagnegirlsabouttown.co.uk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i link do bloga - jest cudny, będę tam zaglądać:).
      Francuskie wesela? Zazdroszczę!!!:)
      Suknia od Ralpha Laurena musiała być cudna:).

      Usuń
  22. Mój ślub był w kościele bo tak chciałam choć jestem katolikiem bożonarodzeniowym, miałam ogromną białą suknię księżniczkową i tiarę na głowie.
    Moim zdaniem najważniejsze jest to aby nie ulegać rodzinie w czasie przygotowań i robić tak jak się chce. Wtedy na pewno będzie pięknie. Każda para młoda jest inna i podoba się jej co innego, ale to jest ICH dzień i niezależnie od gustu gości/rodziny należy to uszanować. A tu jak na złość każdy chce aby młodzi robili po jego myśli. U nas był np problem z gościńcami bo rodzina mojego męża udumała sobie ciastka a ja chciałam dawać miód. Oczywiście i tak postawiłam na swoim a goście byli i tak zadowoleni z takiego podarunku.
    W weselach jedyne co mnie denerwuje to swojskie wędliny na stołach, jak dla mnie ich miejsce jest tylko w tzw "wiejskim stole" a nie na głównych. Ale to akurat może wynikać z tego że ja lubię wędlinę chemiczną ze sklepu:P
    Niedługo będę dawać foty ze ślubu u siebie na blogu więc jakby co to zapraszam do siebie;) może ktoś znajdzie coś inspirującego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie lubię wesel, nie zrobię wesela. Da mnie to kpina i masakra. Mam w głowie posta w tym temacie, ale z zupełnie innej strony. Napiszę jak znajdę chwilkę :)
    Odkryte buty plus rajtuzy ooo tak! Dziś nawet poruszałyśmy ten temat z moimi dziewuchami haha :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie przepadam za weselami, ale do rodziny pójść trzeba, więc idę i się bawię. Niemniej sama wesela mieć nie chciałam. Jak dla mnie zbędny wydatek. Lepejj za tą kasę pozwiedzać Europę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie jest w tym tekście i trochę prawdy i trochę przesady. Idąc na wesele staram się nie krytykowac wyborów innych, nawet gdy mi się nie podobają- W końcu to ich dzien. Ważne, żeby mój ślub byl zgodny z moim wyobrażeniem i zgodny z moimi ideałami.

    OdpowiedzUsuń
  26. Czytając ten tekst kojarzysz mi się z taką narzekającą babę której nic nie pasuje. Po za tym nasze wesela już nie są takie złe,to o czym piszesz to już taka przeszłość. Didżeje są coraz bardziej popularni od tych zespołów, piękne dekoracje z motywami przewodnimi, a i śluby plenerowe są coraz częstsze...

    OdpowiedzUsuń
  27. Hmm...
    Bywałam na milionach wesel, gdyż śpiewam. I żaden punkt nie sprawdził się u mnie. Musisz przyjechać w moje strony na wesele :) teraz są sale z miejscem na kanapę i na wypicie koniaczku, gdzie jest cicho i przyjemnie. Oddzielna jest sala do tańców. I inne sprawy, to już nie dzisiejsze czasy. Zapraszam na Podlasie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook