KOSZMARNE WUEFY

19.10.15

   Jak wyglądały Wasze lekcje wuefu w podstawówce, gimnazjum i liceum? Ja swoje wspominam jako najgorszy koszmar. Miałam NAJBARDZIEJ FATALNY czas zarówno na długich jak i krótkich dystansach oraz największą zadyszkę, choć nie byłam jakoś skrajnie gruba czy ociężała. Po prostu miałam nieszczęście chodzić do podstawówki z dziewczynami, których rodzice byli bardzo dobrze uposażeni, dzięki czemu ich córki chodziły na tryliard różnych pozalekcyjnych zajęć sportowych (taniec nowoczesny, balet i inne), na które mnie nie było stać. W związku z tym na pytanie wuefisty, co dziś robimy, dziewczyny były jedynie niezdecydowane, czy to odpowiedni dzień na przebiegnięcie maratonu, wykonanie stu salt czy może gry w piłkę nożną przeciwko męskiej drużynie. Przy czym po lekcjach żadna z panien nie była zmęczona czy zła - na ich tle łatwo było wypaść na mięczaka. Zwłaszcza, że okrutne dziewczynki bez wahania mówiły, że nie chcę ćwiczyć i pewnie dlatego jestem gruba.

   (fot. Wikicommons)
   Ta nieszczęsna piłka nożna była moim kolejnym małym dramatem - nie tylko do dziś do końca nie wiem, o co w niej chodzi tak dokładnie, ale generalnie nie jest to sport dla mnie. Nie miałam okazji grać w nią przed czy po szkole: nie dysponowałam braćmi, kuzynami czy nawet kolegami, którzy mieliby mnie zmuszać do kopania piłki. Za to w mojej podstawówce wiele dziewczyn posiadało ambicje piłkarskie lub (o zgrozo!) siatkarskie, do których również nie miałam predyspozycji. Najgorsze, że to wszystko było oceniane przez nauczyciela.
   Dopóki w gimnazjum uczył nas wuefista, mój okres zdawał się nie mieć końca - menstruacja była moją jedyną bronią w walce z niesprawiedliwym systemem, gdzie lekcje wychowania fizycznego wkomponowywano w plan lekcji bez ładu i składu tak, że nie sposób było nie śmierdzieć na matematyce czy polskim, a stroje na zajęcia były brzydkie, obcisłe i uwydatniające wszelkie mankamenty okresu dojrzewania. Niestety w pewnym momencie naszymi lekcjami zajęła się wuefistka, która wiedziała, ile trwa miesiączka:(. Gdy na moim ciele pojawił się biust (nagle - z dnia na dzień! urósł i zasłonił mi świat) obowiązkowe bieganie dookoła pobliskiego jeziorka i lasu stwarzały podwójne niebezpieczeństwo - obśmiania przez wszystkich chłopaków oraz wybicia sobie zębów podskakującymi piersiami. Ho, ho, ho - wtedy nie znałam brafittingu!
  (fot. Wikicommons)
   W liceum zmienił się zarówno skład mojej klasy jak i ogólne, nastoletnie przyzwyczajenia wszystkich wokół. Pojawiły się randki, papierosy i potajemny alkohol, które nie tylko nieco osłabiały kondycje (której pewnie dzisiejsi licealiści mogą nam pozazdrościć), ale też wymagały wiele czasu na skuteczną realizację. W związku z tym lekcje religii oraz właśnie wuefu wydawały się być najodpowiedniejszymi do wagarów jak i najmniej istotnymi w kontekście zbliżającej się matury. Temat obowiązkowego wychowania fizycznego ucichł aż do studiów, gdzie dopadło mnie przerażające widmo ostatnich dostępnych zajęć, znajdujących się lata świetlne od uniwerku - na szczęście tajemnicza wróżka wyczarowała mi zaliczenie, jakby wiedząc, że i tak nie będę na nie chodzić;).
   Dziś, z perspektywy dwudziestosześciolatki, mogę Wam powiedzieć, że ruch jest bardzo ważny - nie tylko ze względów zdrowotnych (choć wiem, że dzięki ćwiczeniom kiedyś będzie mi łatwiej nosić pod sercem dziecko oraz rodzić), ale również psychicznych. Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że po pracy w biurze nie chce się męczyć na siłowni czy aerobiku - pierwsze czy drugie wyjście do klubu fitness będzie trudne, a każde kolejne sprawi, że Wasza cera będzie jaśniejsza, spojrzenie weselsze, oddech spokojniejszy, a uśmiech szerszy. 
   Smutne jest jednak to, że dopiero w dorosłym życiu można sobie pozwolić (za pieniądze!) na zajęcia fizyczne w miejscu, gdzie znajduje się kompetentna kadra, prysznic oraz możliwość wyboru aktywności odpowiedniej do predyspozycji, a szkolne wuefy są (mam nadzieję, że z wyjątkami, o których napiszecie!) zazwyczaj prowadzone bez zaangażowania, ze skupieniem na jednostkach wybitnych, a pozostałych wbijających w poczucie bycia mięczakiem i ofermą. W szkole nikt nie patrzył na to, że mój wynik poprawił się o kilka sekund, ale iż wciąż jest poza tabelą. 
   Jak wspominacie Wasze wuefy?

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

37 komentarze

  1. chyba nigdy nie lubiłam tego przedmiotu... zwłaszcza w liceum... śmierdzący podróbami nauczyciel pakero z przerostem ego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie lubiłam wfu :P
    Zawsze byłam najmniejsza, najchudsza i tym samym z najsłabszą kondycją. Bieganie jeszcze uszło, nawet w nogę mogłam grać, lubiłam palanta ale już dwa ognie to był koszmar, rzuty do kosza masakra a sama gra w kosza mnie omijała z ...racji mojego małego wzrostu ( tyle dobrego).Choć miesiączkować zaczęłam późno ,bo dopiero pod koniec 8 klasy to już dwa lata wcześniej co miesiąc wykorzystywałam ten powód jako usprawiedliwienie :)Wszelkie sprawdziany jak rzut piłką lekarską oczywiście wypadały najgorzej ( nosz ile rzucić czy dźwignąć może takie chchro :p ) W szkole średniej było już lepiej, bieganie było do kitu to fakt,ale mieliśmy dużo zajęć na siłowni gdzie można było odbębnić godzinę np na rowerku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jedynie ping-pong mógł uratować sprawę, ale z reguły lekcje się odbywały. PS.: W szkole marzyłam, by być lekką jak piórko - jak Ty:).

      Usuń
  3. U Ciebie powody do niezadowoloenia z wf są zupełnie inne, niż u mnie :) U mnie w klasie zawsze był szeroki przekrój osób pod kątem ich kondycji i wagi, zawsze byłam gdzieś po środku - ani dobra ani zła. Ale za to zajęć wf nienawidziłam, ponieważ zawsze miałam beznadziejnych nauczycieli, takich co rzucą piłkę na boisko i powiedzą "rozwieście siatkę i grajcie", albo rzucą piłkę do kosza, każą grać i idą do kanciapy odpoczywać. Tylko raz trafiła mi się wuefistka z powołania, która wymyślała bardzo różnorodne zajęcia - czasem indywidualne (każdy robił coś innego), czasem grupowe, drużynowe, naprawdę ciągle działo się coś nowego. To było wówczas bardzo ciekawe, a oprócz tego kobieta była badzo sympatyczna - wówczas na zajęcia chodziłam z przyjemnością. Brała też pod uwagę to, że każdy jest dobry w czymś innym - więc to, że jestem beznadziejna w grach zespołowych nie miało znaczenia, bo byłam dobra w innych rzeczach. U każdego znalazła coś dobrego, to było super motywujące. Ale to tylko raz się trafiło, cała reszta nauczycieli była do dupy i to właśnie od zmiany kadry zaczęłabym zmiany w tym przedmiocie szkolnym :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pośrodku* przepraszam :)

      Usuń
    2. Ciekawe z czego to wynika. Faktycznie wuefiści głównie siedzą w swojej kanciapie, a nie znam żadnego osobiście dziś (żaden z moich znajomych nie wybrał tej drogi), bym mogła spytać.

      Usuń
  4. No widzicie, a u mnie sytuacja ma się całkiem inaczej. Chodzę do 3 klasy liceum. I... jestem gruba. Mam rozmiar 42/44 i jestem większa od swoich koleżanek w klasie. A lekcje WF lubię bardzo i mimo początkowego zdziwienia zarówno moich koleżanek jak i nauczyciela jestem jedną z pierwszych dobiegających do mety, na bieżni jestem najwytrwalsza, a granie w siatkówkę jest dla mnie jak słuchanie dobrej muzyki. Podczas gdy inne dziewczyny cały czas olewają WF - ja nie mam wziętego żadnego nieprzygotowania, nigdy nie powiedziałam że mi się nie chce, często jestem proszona o robienie rozgrzewek... Tak, jestem grubsza i kocham WF ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i pięknie, brawo dla Ciebie :) Szczupłe dziewczyny nie równa się wcale wysportowane. A jak dalej będziesz miała takie podejście to na pewno Twoje ciało Ci się odwdzięczy. :)

      Usuń
    2. Extra!!!:) Tak trzymać;). Jestem z Ciebie dumna i gdybyśmy chodziły razem do klasy, to pewnie chciałabym się z Tobą przyjaźnić;).

      Usuń
  5. Nikt mi nigdy nie opłacał żadnych zajęć pozalekcyjnych a uwielbiałam wf i sport. Nie ma co usprawiedliwiać swoich słabości tym że niby rodzice opłacali komuś balet i taniec. :] Widocznie sport to nie twoja bajka i tyle. Jedyne czego nienawidziłam na wf to brak możliwości i czasu na prysznic przed następnymi zajęciami w szkole. Oprócz tego kochałam ćwiczenia i teraz też kocham mimo że nie wszystko mi wychodzi na 100 %, na tym to polega, że tam się walczy ze swoimi ograniczeniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry przeczytałam co napisałam i sama stwierdziłam że źle to ujęłam haha. Miałam na myśli, że kiedyś widocznie sport to nie był Twoja bajką, może bardziej ze względu na to że wśród lepszych dziewczyn źle się czułaś, ale że nie ma co tego usprawiedliwiać kasą rodziców. W każdym razie dobrze, że teraz w dorosłym życiu możesz korzystać z niego na twoich zasadach i fajnie, że to robisz :)
      O teraz lepiej to brzmi. Wybacz :)

      Usuń
    2. Spoko, rozumiem, co masz na myśli:). Naprawdę u mnie w klasie prawie wszystkie dziewczyny miały świetne kondycje wyrobione dodatkowymi zajęciami i czułam się przy nich jak powolny pulpet, ale dziś jest inaczej i baaardzo lubię fitness;).

      Usuń
  6. heh, ja w podstawówce czy liceum nie chodziłam na żadne dodatkowe zajęcia sportowe, a wf i tak bardzo lubiłam. zwłaszcza gry zespołowe, mimo że wcale nie byłam w nich taka dobra. do dziś nie potrafię porządnie zaserwowoać piłki do siatkówki. i co z tego? samo granie dawało mi dużo przyjemności. biegać też bardzo lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam kochałam w-f, jedyne co mi się nie chciało to przebierać. :D Jednak jestem mało obiektywna, bo całe życie byłam silnie związana ze sportem. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. O moim w-f można historie opowiadać :) Ja ciesze się najbardziej z tego że era na filmiki z telefonów dopiero się rozpoczynała gdy kończyłam szkołę. Bo tak to na pewno byłam bym gwiazdą youtuba.
    Nienawidziłam sportów grupowych i najlepiej się czułam w akrobatyce ale to do czasu gdy się nie rozleniwiłam za bardzo. W technikum miałam świetne w-f . Często na zewnątrz przechadzki górskimi szlakami - coś cudownego. A tak to wiadomo....wiecznie siatkówka tak jakby nic innego nie istniało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze zgrozą myślę o tym, że moje sapania, powolne bieganie oraz nieudane skoki przez kozła mogłyby być nakręcone na telefon. W szkole byłam bardzo wrażliwą dziewczynka i na pewno ogromnie bym to przezywała. Cieszę się, że w moich czasach nikt nie miał telefonu z kamerką;).

      Usuń
  9. Ja w zasadzie to nie mam jakiś koszmarnych wspomnień z wuefu, no może w podstawówce panicznie bałam się skoków przez kozła i skrzynię, bo wydawały mi się za wysokie do przeskoczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to akurat lubiłam - i stawanie na rękach też;).

      Usuń
  10. Ja na w-fie nie lubiłam nigdy biegania (tak duży biust + bieg to jest to :P) oraz skoków w dal, bo jakoś zawsze bałam się upadać do tego piachu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam koszmarne czasy, gdy nie miałam jeszcze prawdziwego sportowego stanika i w trakcie biegania cycki podskakiwały mi jak piłeczki pingpongowe...;).

      Usuń
  11. Wychowanie fizyczne w Polsce to śmiech na sali. Niestety taka jest prawda...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja wspiminam w-f nawet niezle ale pewnie dlatego, ze mialam swietna kondycje I zamilowanie do sportu co bylo zasluga Taty, maniaka sportu. Od dziecka gralam we wszystko co sie dalo. Tylko na jazde konna Tata nie chcial sie zgodzic ale sie uparam! Teraz prowadze firme prsenicza wiec czasu jest nieco mniej ale staram sie regular nie cwiczyc 4-5 razy w tygodniu. Kocham wszystko- od baletu (zaczelam bardzo pozno w zyciu ale nie we wszystkim trzeba byc professionalista) po kick boxing (do tego, przyznaje sie bez bicia, mam trenera). Ale najczesciej cwicze wieczorem w domu z pomoca Instructor Live. Super rzecz dla zabieganych- w zaciszu domu, do wyboru ponad setka zajec...Najczesciej mi sie nie chce oczywiscie ale kiedy ostatnio mialam przerwe z powodu kontuzji kolana, czulam sie okropnie, bez energii, ociezala. No wiec nie mam wyboru, parafrazujac Alosze Awdiejewa, sport jest wpisany w moj slowianski metabolism :)
    Ana
    www.champagnegirlsabouttown.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie całe życie zmuszali do grania w siatkówkę i koszykówkę i tak jak tę pierwszą dyscyplinę nawet lubiłam, tak tej drugiej nienawidzę :D

    Całe życie tańczyłam i udzielałam się na sks i tak dalej, więc ja w zasadzie miałam dużo ruchu do końca liceum, potem przyszły studia i noo.... wstyd się przyznać, ale przestałam się ruszać :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdjecia genialne :D
    A z WF pamiętam do dziś śmerdzące specyficznie szatnie :D jakas taka GUMA Z POTEM :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mam problemu z aktywnością fizyczną i chętnie ćwiczę- sama w domu. Lekcje wychowania fizycznego były dla mnie zmorą od czasów gimnazjum , gdzie prym wiodła jedynie piłka ręczna czyli coś czym w ogóle się nie interesowałam... Wf był jedynym przedmiotem z którego miałam najniższą oceną , bo ledwie tróję. Czasy liceum były przychylniejsze, natomiast niechęć pozostała. Jestem wdzięczna swoim rodzicom , że nie zmuszali mnie do uczęszczania na nie i zwyczajnie prawie 3 lata jechałam na zwolnieniach z zajęć w szkole , a poza nią zapisana byłam m.in na fitness. Do tej pory, chociaż od szkoły średniej minęło 7 lat śnią mi się te nieszczęsne lekcje i obawa, że przez WF mogę nie zostać promowana do następnej klasy :D :P Teraz mnie to bawi, ale wtedy zdecydowanie nie było mi do śmiechu...

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój był koszmarem, tak samo jak u Ciebie. Ja od dziecka bardzo szybko się męczę i wpadam w zadyszkę. Jeśli tylko się udało, miałam zwolnienie, menstruację prawie że co tydzień ;))) Później w liceum miałam dwie operacje, po których też sobie załatwiłam, ale pojawił się na studiach. Nigdy nie potrafiłam nauczyć się pływać, kontakt głowy z wodą przyprawia mnie niemal o zawał, muszę czuć grunt pod nogami a i tak zanurzenie po szyję jest dla mnie ogromną próbą charakteru. Po pół roku zrezygnowałam ze studiów, trafiła mi się ciąża która uratowała przed wuefem. Do dziś się szybko męczę, ale taka moja uroda :) Te śmierdzące szatnie też pamiętam brrrr :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook