CÓRKI DANCINGU! ZESPÓŁ FIGI I DAKTYLE; CHÓRKI I STRIPTIZY #THELURE

10.1.16

   Żeby w pełni skorzystać z tego filmu trzeba się rozluźnić - fizycznie, intelektualnie i społecznie. Ja sama przez pierwszy kwadrans poirytowana starałam się osadzić akcję w konkretnym miejscu i czasie, aż w pewnej chwili dotarło do mnie, że to nie ma znaczenia, bo wrażenia są umowne. Agnieszka Smoczyńska pokazała, jak jako dziecko zapamiętała lata 80. XX w. - pełne dancingów, świateł, brokatu, striptizów, wspaniałej muzyki, pewnej swobody seksualnej (która była właściwa tamtym czasom), białych garniturów oraz braku kontekstu polityczno-historycznego, który ją właściwie wtedy nie interesował. Świat Córek Dancingu jest wykreowany jak baśń i realny do bólu jak dziś czy wczoraj.

    (fot.: fanpage filmu na FB - zachęcam do lubienia!)
   W tym filmie nie ma złych, małych czy nieistotnych ról. Każdy zagrał rewelacyjnie niezależnie od gabarytów bohatera, robiąc ze swojej postaci przysmak - choćby Roma Gąsiorowska, która na ekranie pojawiła się na kilka sekund jako piersiasta Rakieta, czy Iwona Bielska (żona Wojnara w "Weselu" Wojtka Smarzowskiego) wypowiadająca frazę o cipce. Pewnie dlatego wielu ludzi nie zniosło psychicznie potrawy, będącej zaspokojeniem największej gastrofazy, jaką mogę sobie wyobrazić. Szczerze współczuję każdemu, kto udławił się Córkami Dancingu i wyszedł w trakcie seansu. 
  (fot.: fanpage filmu na FB - zachęcam do lubienia!)
     Córki Dancingu podzieliły polską widownię, wywołały ferment w świecie miałkości intelektualnej i prostych serialowych fabuł. Jestem zachwycona! Nareszcie ludzie po wyjściu z kina się oburzają, obrażają, brzydzą, jednym słowem: reagują. Choć z bólem, ale muszę to napisać - film wywołuje skrajne emocje: albo kogoś do głębi zachwyca, albo denerwuje. Wiem zarówno z forów internetowych jak i od znajomych, że nie ma seansu, z którego nie wyszłoby kilka osób, ale jednocześnie wiele ludzi po filmie płacze ze szczęścia, śpiewa lub klaszcze. Czy to nie piękne?
    Tak jak napisałam na początku - by zrozumieć film nie trzeba być absolwentem filmoznawstwa, ani nawet wykształconym (choć to pomaga), ale należy wyzbyć się kompleksów intelektualnych, kulturowych i społecznych. Wbrew reklamom filmu tego nie da się określić jako musicalu i jeżeli ktoś spodziewa się polskiego Mamma Mia z Kingą Preis zamiast Meryl Streep z pewnością ogromnie się zawiedzie. Nie chcę być banalna, ale ten film jest jak życie - czasem to musical, kiedy indziej horror, dramat, komedia, tragikomedia, baśń, dokument... Wszystko naraz i oddzielnie; kolorowo jak we śnie lub krwawo i boleśnie jak w koszmarze. Agnieszka Smoczyńska zblendowała ze sobą wiele skrajnych konwencji, sprawiając, że jedna płynnie przechodzi w drugą. Nowa aranżacja utworów Andrzeja Zauchy występuje obok amputacji syreniego ogona, jednego dnia wokalistka zespołu Figi i Daktyle (czyli Kinga Preis) jest totalną gwiazdą estrady z perfekcyjnie zrobionym zrobionym makijażem i ubraniami, które mogłaby od niej pożyczać Madonna - kiedy indziej klęczy w obskurnej toalecie przy męskim kroczu, wyglądając przy tym jak tania prostytutka. Bajeczna, hollywodzka scena zakupów w Wielkim Mieście oraz wesołe chórki i striptizy nie zwiastują morderstw ani nieudanej inicjacji seksualnej przedstawionej jednocześnie metaforycznie i naturalistycznie.

    (fot.: fanpage filmu na FB - zachęcam do lubienia!)
   Głównymi bohaterkami filmu są dwie syreny - Złota i Srebrna. Zostały znalezione nad rzeką przez członków trzyosobowego zespołu Figi i Daktyle, którzy nie mogli oprzeć się magii ich śpiewu. Trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale początek filmu sugeruje, że dzięki nim zespół ze zgrai przegranych muzyków, stał się całkiem popularnym bandem, mającym ugruntowaną pozycję w knajpie Adria. Scena, gdy Srebrna odłamuje ze swego ogona łuskę i daje ją bohaterowi granemu przez Jakuba Gierszała, obiecując przy tym, że zostanie on najlepszym basistą na świecie, potwierdza moje przypuszczenie o mocy spełniania życzeń przez syreny.
   Reżyserka mówi, że to film o dorastaniu i faktycznie ten wątek jest wyraźnie zauważalny, ale ja widzę w nim o wiele więcej sensów i nawiązań. Choćby gdy Srebrna zakochuje się w Basiście, dla którego pozwala sobie odciąć ogon - stając się zupełnie zwyczajną i narażając się na śmierć - jest nie tylko symbolem zakochanej nastolatki, mogącej wiele zrobić dla swojego idola, ale również niezwykłej osoby, która w imię "bycia normalną"; "taką, jak inni" sama sobie odbiera niezwykłość, która tak naprawdę nadaje jej wartość. Jakże często sami tak robimy...?

   Moja ulubioną sceną w filmie jest ślub Basisty. On i Panna Młoda są ubrani na biało i tak biel jest jak niesamowicie krystaliczna, jakby wręcz byli święci, choć nie są tacy ani w sensie świeckim (Basista pomagał całemu zespołowi utopić syreny), ani w sensie sakralnym. Czuję w tym lekkie nawiązanie do tragikomicznych sytuacji, gdy Para Młoda pomimo codziennego łamania dziesięciu przykazań, finalnie i tak musi mieć ślub "w bieli i w kościele, bo to ładnie i babcia chce", a często głównymi gośćmi na takiej uroczystości są przedślubne dzieci owej pary.
   (fot. Spinki i Szpilki)
    Ten film to majstersztyk, coś absolutnie cudownego.Wszystkiego jest w nim za mało, a jednak w sam raz. Kinga Preis zachwyca śpiewem, strojami i cudownością. Magdalena Cielecka robi striptiz, który i mnie kojarzy się z dancingami lat osiemdziesiątych. #Oglądałabym, serio. Katarzyna Herman gra w wątku, przy którego kulminacji najczęściej wchodzą widzowie, a przecież okres nastolęctwa to czas seksualnej ciekawości i wszelakich prób, z drugiej strony zaś egzotyka pobudza zmysły, więc czy to naprawdę dziwne, że Milicjantka chciała poczuć smak syreny? Jakub Gierszał zagrał pięknego chłopca, któremu w pewnym momencie sama przegryzłabym gardło.Zygmunt Malanowicz nie zagrał Kierownika Sali, tylko nim się stał.
    Dawno żaden film tak bardzo mnie nie poruszył i nie sprawił, że z niecierpliwością czekam na soundtrack oraz wydanie DVD, które zamierzam kupować wszystkim znajomym. Niestety, teraz dzielę ludzi na podstawie ich percepcji Córek Dancingu. Obawiam się jednak, że z niecierpliwości po raz drugi pójdę na ten film. 
    Polecam go Wam serdecznie. Mam nadzieję, że tak jak mnie Córki Dancingu Was bezgranicznie zachwycą. Przede wszystkim widzę w nich nawiązania do filmów Quentina Tarantino, Wojtka Smarzowskiego, Larsa von Triera i książek Tomka Tryzny, ale to tylko naskórek, pod którym kryją się mitologie, wszelakie tabu oraz trafne obserwacje rzeczywistości. Piosenki Sióstr Wrońskich są fenomenalne. Zachęcam Was do obejrzenia oficjalnego teledysku do piosenki "Przyszłam do miasta" Ballad i Romansów: LINK. Już sama piosenka mogłaby być analizowana na wielu stronach pracy naukowej zarówno w kontekście filmu jak i całkiem autonomicznie. Jednakże lepiej smakuje po filmie.
   Myślę, że ten film to przełom w polskiej kinematografii, z którą tak naprawdę do tej pory nie było tak źle (oprócz Listów do M. Polacy kręcą naprawdę wiele dobrych filmów), ale widzowie byli znudzeni i osłabieni codzienna miałkością telewizji, radia i najintensywniej reklamowanych filmów. Wierzę głęboko, że Córki Dancingu pobudziły wiele uśpionych komórek nie tylko u ich fanów, ale również u tych, którzy wyszli z seansów.
   Przepraszam, że pominęłam tyle innych ważnych aspektów filmu oraz dziękuję jego Twórcom za niego. 
   Szum, szum, szum
   samochodów i ulic
 zawrót głowy
zostajemy - nie ma mowy!

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

4 komentarze

  1. Prawdę mówiąc, to nieco obawiam się tego filmu, ale jak mówisz może on podzielić odbiorców. Mimo obaw, dzięki Twojej recenzji poczułam się zachęcona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziele nie publiczności świadczy o sprawczej mocy sztuki, czym jestem zachwycona:).

      Usuń
  2. Fajna recenzja. Obejrzę, ale z tego co czytam należy to zrobić w odpowiednich okolicznościach i na takie poczekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Graczu, jak Ci dziękuję za ten komentarz:). Będzie miło, jeśli po obejrzeniu, przypomnisz sobie o mnie i napiszesz własną recenzję, choćby w wersji mini-mikro;).

      Usuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook