TRZY FILMY, NA KTÓRYCH BYŁAM W MAJU W KINIE
RECENZJE: DZIEŃ MATKI, NICE GUYS
ZAKŁADNIK Z WALL STREET

1.6.16

   Uwielbiam oglądać filmy, ale z reguły skupiam się na wyszukiwaniu nieznanych mi jeszcze perełek sprzed lat, nie mając nadziei na cokolwiek ciekawego w aktualnym repertuarze kinowym. Jednakże od czasu do czasu daję szansę premierom i maj upłynął mi w zdecydowanej większości na poznawaniu nowości w zaciszu sal Multikina w Złotych Tarasach. Co prawda nie znoszę tej galerii handlowej, ponieważ jest ponurą egzemplifikacją polskiego rozkroku pomiędzy pozorną kąpielą w dobrobycie kapitalizmu i skrajną nędzą mentalno-materialną, lecz samo kino okazało się być bardziej klimatyczne niż jego oddział na o wiele spokojniejszym Ursynowie. Wracałam do niego w zeszłym miesiącu trzy razy.
        (fot.: Spinki i Szpilki)
     Kinowy maj rozpoczęłam seansem w trakcie Kina Na Obcasach - cyklu, który teraz uwielbiam, choć na początku nie wierzyłam w tę formułę. Sądziłam, że niczym nie różni się od zwykłego wyjścia do kina, a nazwa ma przyciągnąć jeszcze większą widownię, która kupi moc biletów i powiększy pojemność kas. Na miejscu spotkały mnie same miłe niespodzianki: konkursy z nagrodami, upominki dla każdego, stoiska z kosmetykami i niepowtarzalna atmosfera babskiego porozumienia na sali, gdy w filmie objawia się żart, z którego śmieją się tylko dziewczyny. 
   Na Kino Na Obcasach mogą wejść tylko kobiety, więc przychodzą: z koleżankami, mamami, siostrami i przyjaciółkami. Na seansie z facetem trzeba zdusić śmiech, gdy zdradzana żona z wściekłości uderza wiarołomnego męża w klejnoty, bo jednak nie wypada ryknąć z uciechy, gdy partner nieświadomie marszczy brwi i odruchowo zasłania krocze, a na KNO w jednym momencie cała sala bucha śmiechem, czasem nawet dopingując bohaterkę do kolejnych ruchów. Wszystkie jej współczujemy i nie musimy tego ukrywać. W powietrzu może nie latają podpaski i staniki, ale na te kilkadziesiąt minut filmu nieznane sobie kobiety łączą się nicią porozumienia płci i sprawia to, że wartość merytoryczna dzieła staje się drugorzędna. Dlatego też z lekkim przymrużeniem oka patrzę na pozycje wybierane na kolejne emisje KNO - tak naprawdę im lżejsza komedia, tym lepiej. W maju w trakcie Kina Na Obcasach obejrzałam film:

DZIEŃ MATKI (2016), reż.:Garry Marshall
   Gwiazdorska obsada (Julia Roberts, Jennifer Aniston, Kate Hudson) wprost gwarantowała pewien poziom i choć nie jest to film, który wbija człowieka w fotel i pustoszy umysł, to jako lekka komedia z odrobiną wątku tragicznego, stanowi rewelacyjny relaks po ciężkim dniu. 
   Akcja filmu rozgrywa się wokół Dnia Matki, który dla każdej z bohaterek jest traumatyczny, ponieważ wymusza na nich rozliczenie z własnymi matkami, swoim macierzyństwem i pewną tożsamością rodzinną. W tym wszystkim zaplątał się również pewien wdowiec i jego tęskniące za matką córki. 
   To przyjemna w odbiorze, zabawna, czasem rozczulająca, i dobrze zrealizowana opowieść o matczynej miłości, która przybiera różne oblicza, ale istnieje i kiedyś trzeba się z nią zmierzyć. 

   KOLEJNE KINO NA OBCASACH ODBĘDZIE SIĘ 
JUŻ 7 CZERWCA 2016 R. - IDZIECIE? JA IDĘ:)
https://multikino.pl/pl/wydarzenia/kobiety/kino-na-obcasach-kochaj

   W drugiej kolejności wybrałam się na film:

   ZAKŁADNIK Z WALL STREET (2016), reż.: Jodie Foster
   Przyznaję, że wobec niego miałam już pewne oczekiwania i nadzieje - głównie dzięki Jodie Foster (wierzę w jej reżyserski smak) oraz samemu Clooneyowi (jest współproducentem "Zakładnika...", a zdążył mnie zdobyć "Operacją Argo").
   Akcja filmu rozgrywa się w trakcie trwania programu "Money Monster" (oryginalny tytuł) będącego hybrydą formuły "Jerry Springer Show" i śniadaniowych wiadomości o rynkach finansowych. Prowadzący go (Lee Gates) na przemian poważnym tonem komentuje aktualne kursy na giełdzie i tańczy w stroju bankiera z półnagimi modelkami. Show jest na tyle popularne, że gdy Lee poleca, by kupować akcje danej firmy - ludzie to robią, jednakże okazuje się, że talent aktorski nie zawsze idzie wespół z kompetencją maklera. Setki osób tracą oszczędności całego życia, ponieważ Lee źle im doradził na wizji. Dla niego nic to nie znaczy, ale pewien pokrzywdzony mężczyzna wchodzi do studia z bombą, którą zamierza odpalić, jeśli kamery zostaną wyłączone. Producentka (w tej roku absolutnie znakomita Julia Roberts) decyduje, że program będzie dalej lecieć na żywo.
    Na ekranie rozgrywa się dramat - wykresy z tablic giełdowych formułują się w żywego, zrozpaczonego człowieka z detonatorem ładunku wybuchowego w ręku, a wszystko to ogląda coraz więcej ludzi. Lee boi się śmierci, ale Kyle Budwell (terrorysta) nie mniej obawia się życia. To jakby nowy poziom pobigbrotherowskiej telewizji - Truman chciał uciec ze swojego show, a współcześni przenoszą nie potrafią żyć poza nim.
    Choć wielu krytyków zarzuciło tej historii wtórność, to mnie się podobała. Nie uważam, by porównywanie jej do "Big Short" czy "Wilka z Wall Street"
było zasadne - w nich jednak bardziej skupiono się na wytłumaczeniu widzowi zasad powstawania krachu na giełdzie oraz możliwości, jakie dają pieniądze przy akompaniamencie ocierających się o siebie dolarów, natomiast Foster postawiła na sytuację pojedynczego człowieka walczącego ze złem objawionym i ukrytym.

   Jest to to bardzo zgrabna kompozycyjnie, świetnie zrealizowana na wszystkich poziomach  historia, którą warto obejrzeć nawet, jeśli morał z niej będzie gorzki. Polecam bardzo!

   W trzeciej kolejności postanowiłam obejrzeć:

NICE GUYS (2016), reż.: Shane Black
      Rzecz dzieje się w 1978 roku w Los Angeles. Jackson Healy (Russell Crowe) i Holland March (Ryan Gosling) wpadają na siebie (tzn. pięść Healy'ego trafia w Marcha) przy okazji zdawałoby się zwykłego zlecenia - obaj zajmują śledzeniem ludzi, ale Healy ma im łamać kości, a March pracuje jako prywatny detektyw, ale ima się jedynie spraw rangi koguciej (zleconych przez staruszki). Choć nie od razu, to jednak po jakimś czasie zaczyna między nimi iskrzyć i razem zajmują się sprawą tajemniczego filmu pornograficznego oraz związanej z nim córki Judith Kutner (wpływowej szefowej Departamentu Sprawiedliwości, którą zagrała tu piękna, choć niesamowicie zbotoksowana Kim Basinger).
    Film pachnie "Zabójczą Bronią" (1987) - czułam to to w trakcie seansu bardzo wyraźnie i nie mogłam uwierzyć, że "Nice Guys" to żadna parodia, tylko współcześnie zrealizowany film w klimacie sensacyjnych klasyków lat 70. i 80. XX wieku. Gossling (którego fenomenu nie rozumiem) ładnie unosi rolę poczciwego, miłego i trochę ciamajdowatego detektywa, ale Russell Crowe go przyćmiewa naturalnością i nonszalancją w grze. Gossling to aktor, który wcielił się chwilowo w rolę Marcha, a Crowe po prostu stał się Healym. Dlatego właśnie ten film nie przejdzie do kanonu klasyki kina i nikt nie będzie go oglądać po raz setny jak "Zabójczej Broni" z Melem Gibsonem i Danym Gloverem. Jednakże warto obejrzeć ten film dla cudownych zdjęć, ciekawej, wielopoziomowej fabuły, która autentycznie wciąga widza od pierwszych chwil oraz świetnie zarysowanego mrocznego, zadymionego klimatu Los Angeles lat 70.XX w. Film nie dorównuje "Zabójczej Broni" ani innym klasykom z tej półki, ale jest ich świetną kopią, a to i tak bardzo wiele.
   
   Któryś z filmów wpadł Wam w oko? 
Jak wygląda Wasz filmowy przegląd maja? 

Autor: Anna Dziadosz 

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

7 komentarze

  1. Ja myślę o "Dniu Matki" w ramach Kina Kobiet, ale chciałabym też pójść na coś co mogłabym pooglądać z mężem. Ostatnio byłam na #Wszystko Gra i o ile mnie się podobał o tyle koleżanka z którą poszłam wyszła po 15 minutach seansu :D Także babom nie dogodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam, że na seansach Kina na Obcasach jest taka fajna atmosfera:) Tych filmów jeszcze nie oglądałam. Ostatnio oglądałam "Porachunki" (2013) z Robertem de Niro. Fajna komedia, polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. dopisuję do listy, ostatnio brak czasu mi doskwiera :(

    OdpowiedzUsuń
  4. już strasznie dawno nie byłam w kinie, jak znajdę czas to na pewno w pierwszej kolejności obejrzę w necie ZAKŁADNIKa Z WALL STREET

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tego „Zakładnika z Wall Street” miałam na celowniku, ale niekoniecznie w kinie – poczekam, aż będzie do obejrzenia online. Dobrze wiedzieć, że czekam na coś fajnego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanawiam się nad Zakładnikiem z Wall Street, muszę się na coś zdecydować, bo jutro wybieram sie do kina, a decyzja na miejscu, podjeta na szybko nie zawsze okazuje się trafna :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook