Czego się można nauczyć od Ani Shirley?

28.7.16

   Jestem totalną fanką Ani Shirley, którą większość z Was zna zapewne jako tę "z Zielonego Wzgórza", choć po Zielonym Wzgórzu Ania była również z Avonlea, Szumiących Topoli i innych prozaicznych, acz cudownych miejsc.

    Po raz pierwszy wszystkie tomy powieści o rudowłosej dziewczynce z wybujałą wyobraźnią przeczytałam w wieku 8 lat - wtedy bardzo się tego wstydziłam, ale dziś mogę się Wam przyznać, że pomijałam opisy przyrody. Były dla mnie niejasne i zwyczajnie nudne. Oczywiście później je nadrobiłam;).

    (fot.: Spinki i Szpilki)
   Ania przez długi czas stanowiła dla mnie wyznacznik tego, jaka powinnam być. Ogromną przeszkodą w naśladowaniu jej był mój kolor włosów - niestety nigdy nie byłam ruda. Ani tak chuda jak Ania!
    Poszukiwałam czarnowłosej przyjaciółki na wzór Diany oraz księcia z bajki inspirowanego Gilbertem, ale i to mi się nie udało. Ba! Nie opublikowałam nawet żadnego, choćby najmniejszego opowiadania. Generalnie praktycznie w ogóle moje życie nie przypomina tego, które wiodła Ania. Z drugiej strony cieszę się, że nie spędziłam (jak ona) dzieciństwa w sierocińcu oraz u złych ludzi. Mam również nadzieję, że nie stracę nigdy (hipotetycznego dziś) syna na wojnie.

   Oprócz imienia łączy nas jednak stosunek do świata - uczę się go od niej od lat. Może i Wy coś sobie od Ani weźmiecie?

- Umiejętność przepraszania i przyznawania się do winy. Ania opanowała tę sztukę perfekcyjnie, choć jako mała dziewczynka potrafiła odstawić niezłe przedstawienie, w którym wręcz korzyła się przed pokrzywdzoną przez nią osobą, a poziom emfazy jej wypowiedzi potrafił kilkukrotnie wybić ponad skalę.

- "Wyobraźnia to coś wspaniałego, trzeba tylko nad nią panować." Mam tu na myśli zarówno wyobraźnię, która zasuwa na pełnych obrotach, gdy wracamy nocą ciemnym lasem, po obejrzeniu przerażającego filmu jak i gdy chłopak nie dzwoni, choć przecież miał!

 
- Chwalenie ludzi. Absolutnie to uwielbiam. Pięknym przyjaciółkom Ania zawsze mówiła, że są piękne - nawet jeśli po cichu było jej żal, że sama ma za duży nos i nie jest tak śliczna jak koleżanka, starała się cieszyć z jej urody. Szukała w ludziach talentów, dobrych cech, uzdolnień, wyobraźni.

- Nieprzejmowanie się dzieciństwem. Ania wyraźnie oddzielała od siebie smutki dziecka i dorosłego. Gdy jej przyjaciółka poroniła, to Ania prosiła ją, by nie porównywała trudnego dzieciństwa Ani do strasznej tragedii, jaką jest śmierć dziecka, bo to to zupełnie różne kalibry nieszczęść, a cienie dzieciństwa da się pokonać o wiele łatwiej.

- Optymizm. I to nie taki perwersyjny jak u Pollyanny, która umiała się ucieszyć nawet z tego, że zamiast zabawek dostała dwie kule ("jak cudownie, że mam nogi!"), lecz zdrowy i osiągalny nawet dla przeciętnego smutasa. Ania wierzyła, że jej się uda, a jeśli nie to chociaż warto próbować. Szła przez życie z nastawieniem, że za zakrętem może ją spotkać coś wspaniałego. Znam mnóstwo ludzi sądzących, że za każdym rogiem czeka wariat z siekierą.

- Szacunku pewnych ludzi nie da się zdobyć mądrością i dobrocią, lecz chamstwem oraz siłą. Serio. Jestem pewna, że Ania oburzyłaby się, że z książek o niej wysnułam taką prawdę, ale nie umiem sądzić inaczej. Jak pewnie wiecie przez pewien czas Ania była nauczycielką w Avonlea. Pod koniec XIX wieku kary cielesne w kanadyjskich szkołach były normą, ale Ania się nimi brzydziła i postanowiła, że nigdy nie uderzy żadnego ucznia. Była lubiana w swojej klasie, ale jeden mały chłopiec wprost jej nie znosił. Prawdopodobnie dlatego, że Ania odrzuciła propozycję małżeństwa jego brata. W związku z tym cała rodzina Pya'ów ostentacyjnie była dla niej niemiła. Nic to dla Ani! Starała się zdobyć szacunek Antosia, który regularnie płatał jej spore i nieprzyjemne figle. Któregoś dnia jednak Anię bolał ząb, nie spała wcześniej pół nocy i była mocno poddenerwowana. I gdy znalazła w szufladzie biurka mysz (albo żabę - nie pamiętam), którą podrzucił jej Antoni, wstała, kazała chłopcu wyciągnąć ręce przed siebie i uderzyła w nie drewnianą linijką. W domu płakała kilka godzin, ponieważ nie tylko złamała dane sobie przyrzeczenie, to jeszcze odreagowała swój ból na dziecku. Wstydziła się iść do pracy, ale kogo spotkała następnego dnia w drodze do szkoły? Antosia z bukietem kwiatów. Od tego dnia chłopiec opowiadał, że panna Shirley "potrafi uderzyć jak mężczyzna" i stał się pilnym uczniem.

    Jestem ciekawa, czy też uwielbiałyście Anię oraz czego Was nauczyła!

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

5 komentarze

  1. wspaniały tekst (czytałam swego czasu wszystkie częsci Ani!) ale też dużo ładniejszy i przejrzysty szablon ;-) Dobre zmiany!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki fajny tekst! :) Uwielbiałam czytać tą serię, a teraz czyta moja wnuczka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dużo lepiej się czyta :) Pięknie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Anię :) Mnie się najbardziej chyba kojarzy z marzeniami, rozmarzeniem, z posiadaniem własnego świata i byciem z tego powodu dumnym, a nie zawstydzonym :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook