MISIACZKI NIC NIE MUSZĄ,
TYLKO WYMAGAJĄ
- KOBIETY ZEPSUŁY FACETÓW

30.7.16

   Od pewnego czasu zauważam, jak bardzo kobiety rozpuściły mężczyzn. Całe to równouprawnienie, wojujący feminizm, psycholożki i górniczki zmieniające żarówki, remontujące zlew, wychodzące z inicjatywą i płacące za siebie w knajpach dezaktywowało facetom penisy, które oni w większości w końcu powiesili na kołku.
    Z jednej strony to zajebiste, że kobiety jak nigdy wcześniej poczuły swoją wartość. Mają swoje pasje, pieniądze, urlopy macierzyńskie i wibratory. Wspaniale! Jednakże każdy medal ma swoją ciemniejszą stronę, a tutaj jest nią zniewieściały facet, który może i ma czasem kaloryfer na brzuchu, chodzi na siłownię i z pozoru wygląda nawet nieźle, ale nigdy nie przyjdzie mu do głowy, by położyć swoją dziewczynę na stole i zedrzeć jej majtki, za to rozpłacze się, gdy jego ulubiona postać w serialu umrze.

     W marcu 2016 roku brytyjski Independent opublikował wypowiedzi psycholog Donny Dawson, która zbadała grupę około 2 tysięcy mężczyzn z Wielkiej Brytanii. Ich wyniki wykazały, że większość mężczyzn w średnim wieku przyznawała się, że zdarzyło im się publicznie płakać średnio 14 razy w życiu, kiedy przedstawiciele starszego pokolenia umieli wskazać maksymalnie 5 takich momentów. 8 na 10 Brytyjczyków płakało podczas emocjonalnego programu telewizyjnego. Przyzwolenie na płaczących facetów jest coraz większe, Drogie Panie.
   Czy lubicie płaczących mężczyzn? Ja nie. Chociaż sama mam skłonności do histerii i ostatnio sama mam spore smutki osobiste, to staram się nie płakać chociaż przy ludziach, ponieważ uważam, że to niestosowne. Od mężczyzny oczekiwałabym stabilności - również tej emocjonalnej. Absolutnie nie umiem się zgodzić na współcześnie propagowany model mężczyzny, gdzie idealny facet wzrusza się na Titanicu bardziej niż ja. Albo po prostu beczy z byle powodu.
   Płacz to tylko czubek góry lodowej. Współczesne kobiety tak zagalopowały się w swojej niezależności, samowystarczalności i męskości, że samym mężczyznom zanika zupełnie jakakolwiek inicjatywa, przez co później Mikromusic musi śpiewać:

Daj chłopaka,
nie wariata, daj
nie palacza,
nie biedaka, daj
nie pijaka,
nie Polaka, daj
nie brzydala,

Prześlij mi chłopaka.
Nie wariata, daj
nie cwaniaka,
nie pajaca, daj
nie pijaka,
nie Polaka, daj
nie biedaka.
Prześlij mi.


   Trudno i darmo znaleźć w dzisiejszych czasach kogoś sensownego, skoro kobiety narzuciły sobie ambitny plan umiejętności robienia wszystkiego, kiedy od mężczyzn nie oczekują absolutnie niczego, jedynie biernej obecności.
Kobieta ma obowiązek być multiaktywna, a facet musi mieć jedynie puls.

   Skąd niby tylu brzuchatych mężczyzn w Warszawie? Serio, mieszkam w Warszawie od kilku lat, pracowałam w firmach w różnych dzielnicach, obecnie mieszkam na Saskiej Kępie i powiem Wam jedno: faceci coraz bardziej się zapuszczają. Dziewczyny biegają na fitness, kursy gotowania, szydełkowania, ćwiczą mięsień Kegla i przekraczają własne ograniczenia tyle razy, że dostają migreny. Zaś faceci może i noszą wyprasowane koszule, ale mało który dopina się na brzuchu.
   Co prawda na początku napisałam o męskich kaloryferach, ale przystojni faceci to wręcz odrębna grupa. Nie dość, że są ogólnie jako płeć rozleniwieni, to jeszcze ich uroda nie motywuje ich do działania, a czekania. I tak mamy przystojnych kolesi czekających na adorację, atencję, podryw i wsuwane za wystające majty numery telefonów. Ej, Riggs z "Zabójczej Broni" taki nie był!
   Eliza Michalik, jedna z moich ulubionych dziennikarek, powiedziała w Kultowych Rozmowach Tomasz Raczka, że: "polscy mężczyźni są niezaradni i tacy rozmemłani (...) bardzo często spotyka się zaradne, zarabiające kobiety, które na plecach niosą bezrobotnego faceta, który sens w życiu odnajduje przez 4 lata.", a w Lustrze prowadzonym przez Paulinę Młynarską (aczkolwiek nie polecam tego programu i boli mnie, gdy p. Młynarska zmywa sobie oko wydłubując je) stwierdza, że "Są dwa rodzaje mężczyzn. Zwróćcie kiedyś uwagę, jak jedziecie z mężczyzną w windzie albo jesteście w jakimś pomieszczeniu, gdzie jest lustro. Jeden rodzaj mężczyzn patrzy w tym lustrze na ciebie, a drugi rodzaj mężczyzn patrzy w tym lustrze na siebie. Ten drugi to dupek i nigdy więcej się z nim nie umawiam".

   Moje Drogie, Wasza desperacja rodzi ich abnegację i hibernację, dbajcie o jakość, a opłaci się to wszystkim. Nie dzwoni? Nie narzucaj się. Chce zapłacić? Czemu nie?! Przepaliła się żarówka? Niech ją wymieni. Chcesz założyć sukienkę i zrobić mu jebane kanapki z ogórkiem? A czemu by nie? Nie odezwał się do Ciebie przez kilka dni? Zaplanuj sobie czas lepiej niż z nim. Wolał podlać kwiatki u matki niż się z Tobą spotkać? To samo.

    Spróbujmy we wszystkim odnajdywać złoty środek i kompromis, a nie balansować na granicy dwóch skrajności. Podkreślanie swojej kobiecości i dbałość o drobne gesty, dzięki którym pokazujemy, że zależy nam na szacunku nie jest niczym złym. W "Polskich Drogach" jedna z bohaterek (Maryla), którą grała Beata Tyszkiewicz umiała w każdej sytuacji zachować się jak dama i osobiście uważam ją za wzór. Czasem kobieta musi wstać i wyjść albo nie zgodzić się na coś. Warto sobie przyswoić tę umiejętność.
   To nic złego chcieć mieć w mężczyźnie oparcie, czuć się przy nim bezpiecznie i stabilnie. Osobiście wolę usłyszeć: "Zapraszam Cię do świetnej knajpy!" niż: "Ojojoj, to gdzie pójdziemy?".  

    Co o tym myślicie?

   PS.: Moja koleżanka, z która rozmawiałam o tym kryzysie męskości, skomentowała to właśnie tak i stąd tytuł: "Misiaczki nic nie muszę, tylko wymagają." ;)

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

18 komentarze

  1. Ja właśnie takiego rozmemłanego męża wymieniłam :-) co prawda nie był to jedyny powód, ale to przeciazylo szale. Zwlaszcza że ja pracowałam na dwa etaty, uczyłam się, a on grał. Obecnie moj związek wygląda inaczej, dojrzalej. W obecnym związku to on nosi spodnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię sama płakać zwłaszcza przy ludziach, a tym bardziej rozmemłanych facetów. Miałam kiedyś takiego jednego chłopaka, potem drugiego, mąż był raczej normalny, a po nim to samo. Sami rozmemłańcy, z którymi nie wytrzymałam dłużej jak półtora miesiąca. Niestety, sama teraz muszę wymieniać żarówki i podawać herbatę ale mi to coraz mniej przeszkadza. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm...są różne rodzaje męskiego płaczu. We wszystkim musi być jakaś równowaga. Byłam wcześniej z takim, co to emocji w ogóle prawie nie okazywał i mnie to strasznie męczyło. Nie mam nic przeciwko męskim łzom, ale musi być ku temu jakiś powód. Daleko mi do poglądów feministycznych lansowanych w mediach. Z drugiej strony krew mi się zagotowała, kiedy byłam u swojej ciotki na wsi. Mój mąż wstał po kolacji, żeby zmyć za nią naczynia, a ciotka wielce zdziwiona miała do mnie pretensje, że męża wykorzystuję. Dodam, że ja mu pomagałam wycierać te naczynia, a nawet jeśli bym siedziała na kanapie, to co? Ona po prostu nie jest przyzwyczajona do tego, że facet może w czymś pomagać w domu, oprócz remontów i noszenia ciężkich rzeczy (nie wliczając w to siat z zakupami). Od razu jej się wydaje, że biedny mąż cierpi przez dominującą żonę.
    A w kwestii brzuchatych, zawsze zadziwia mnie, że tacy panowie nie mają z tym jakichś wielkich problemów. I tak wierzą, że kogoś znajdą i nawet potrafią dogryzać szczuplejszym od siebie kobietom, że są za grube ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie mamy czasy niestety... szkoda tylko, że to staje się coraz bardziej powszechne . Facet to musi być facet, nosić spodnie, być zaradny - a nie cipka w rurkach, jak tylko wiatr zawieje, to go porwie... tego nie jestem w stanie znieść, zniewieściałych facetów, a w Warszawie gdzie nie spojrzysz to masa takich!

    OdpowiedzUsuń
  5. fantastyczny wpis, trafiłaś w samo sedno, jesteśmy zbyt samodzielne, wiemy, że możemy wszystko, potrafimy sobie radzić w każdej sytuacji i od facetów wymagamy tylko ich obecności a i tego czasami nie dostajemy. Udostępniłam na swoim blogowym i prywatnym fb.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem czemu nie skomentowałam tego tekstu skoro o nim gadałyśmy, więc napiszę jeszcze tutaj - w punkt!

    OdpowiedzUsuń
  7. Płacz u faceta byłby dla mnie oznaką tego, że po prostu ma uczucia - niektórzy są jak cyborgi. Nie uznaję natomiast beczenia na filmach - to ja jestem naczelną filmową płaczką! Jestem ze swoim narzeczonym 8 lat - nigdy nie widziałam jego łez. Wiesz, że czasem zastanawiam się czy to dobrze?

    Nigdy nie byłam typem feministki - lubię być samodzielna, ale czasem, po prostu dla własnej wygody wolę udać tę zbłąkaną owieczkę, niezaradną kobietkę, której po prostu trzeba pomóc - nie ma głupich :D Nie widzę sensu w tym, by za wszelką cenę udowadniać to, że jestem taka super i ze wszystkim sobie radzę, kiedy mam kogoś, kto w tym wszystkim po prostu może mi pomóc i mnie odciążyć. Takim oto sposobem zawsze mogę liczyć na swojego faceta, a on na mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalia to najbardziej rozsądne podejście. Też takie mam. Widziałam łzy w oczach swojego chłopaka ale nie na żadnym filmie ale w momencie prawdziwej życiowej tragedii. Gdzieś w necie wpadłam na informację graficzną dot. tego , że kobieta da sobie radę ze wszystkim ale prawdziwy mężczyzna jej na to nie pozwoli. i tak właśnie według mnie jest. jesteśmy silne i samodzielne jednak niektóre sprawy powinnyśmy zostawić facetom.

      Usuń
  8. Niestety smutna prawda...
    Dziś się role odwróciły, a faceci milcząco i z aprobatą przyjęli tą zmianę, bo... tak im wygodniej? Nie wiem. Chyba. Może.

    OdpowiedzUsuń
  9. Uch, jakie to żenujące.
    Płaczący faceci są okej. Mężczyźni, którzy chcą być adorowani, są uroczy. A jeśli nikt nie zadzwoni pierwszy, bojąc się etykietki "desperata", to gatunek wymrze.
    Mężczyzna niewieściejący pod wpływem osiągnięć feminizmu jest nieporównanie lepszy od tego, który próbuje kobiecie ograniczać dostęp do tych osiągnięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W życiu najważniejsza jest równowaga - ja nie deprecjonuję feminizmu, natomiast Ty w swoim komentarzu już tak, a to paradoks.

      Usuń
  10. Straszna hipokryzja. Albo płakanie jest dobre i możemy wszyscy okazywać emocje, albo jest be i wszyscy bez wyjątku zmieniamy się w cyborgów. Albo wzruszanie się na filmach to głupota, albo jednak nie i czasem można.
    I naprawdę nie rozumiem, czemu odmawiać komuś prawa do okazywania uczuć tylko dlatego, że w naszej opinii to "nieatrakcyjne". Mnie drażnią właśnie płaczące kobiety, ale kiedy takową widzę, to nie zastanawiam się z niesmakiem, dokąd ten świat zmierza, tylko pytam, czy coś się stało. Bo może rzucił chłopak, może umarł pies, a może właśnie złamała nogę i czeka na karetkę. Albo może wzruszyła się na moim ulubionym filmie i popłaczemy sobie razem :P Odrobinę empatii. I, tak na marginesie, świadomości, że przeciętnemu człowiekowi - w chwili, kiedy płacze (a więc jest mu smutno i źle) - naprawdę jest obojętne, czy wydaje się wam atrakcyjny, czy nie.
    Nie mówiąc już o tym, że jeśli będąc z kimś w związku i widząc łzy drugiej osoby, myślisz tylko o tym, że wygląda "niemęsko", to wychodzisz na zołzę bez grama uczuć. Bo normalny człowiek, kiedy ktoś bliski płacze, stara się go pocieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja bym z Ciebie zdarł majtki. Masz coś w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  12. No tak, jak zwykle to facet ma proponować, zapraszać, a kobieta ma tylko leżeć i pachnieć. Stereotyp powielany kolejny raz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślałam że trafiłam na fajnego, bloga z mega inteligentna blogerka, ale no cóż...
    Skomentuje to tak: jeżeli my kobiety mamy prawo być coraz mniej kobiece (stereotypowo) to dlaczego mężczyzna nie ma prawa do okazywania emocji, czy robienia rzeczy które są przypisywane kobietom?

    Jakiś czas temu poznałam faceta z dużo bardziej 'zniewiescialego' kraju,który był już tutaj wcześniej wspominany - Wielkiej Brytanii. Po nieudanym związku gdzie wcześniej wypełniłem typowo kobieca rolę a mój ex typowo męska, to doświadczenie było dla mnie szokiem. Pierwsze randki były jak kubeł zimnej wody :D nie pomógł mi tachac ciężkiej walizki, w knajpie płaciłam za siebie i jeszcze się zdenerwował jak moj puchaty sweterek oklaczyl jego czarna koszulkę... Ale... No właśnie ale... Generalnie każda by uciekają gdzie pieprz rośnie, ale jest jedno ale.;) przez ileś lat poprzedniego związku gotowalam, czego szczerze nienawidzę.. Z moim Uk chłopakiem nie ugotowlam ani jednego posiłku. Zawsze jak do mnie wpadal, w lodówce miałam tylko światło ;) więc w z wiązku z tym to on mi gotowal a poza tym czyścil buty i sprzątal, sam z siebie wynosił śmieci i miał fantastyczne podejście do dzieci... Nie miał żadnych fachowców i pretensji, że odpala babska robotę, wręcz przeciwnie, jakimś cudem potrafił to pojąć że nienawidzę gotować.Kiedys coś między nami się wydarzyło, coś strasznego i myślałam że nie damy rady... On płakał, cała noc cały dzień.. Zaczął mnie irytować swoim płaczem, więc... Go zpoliczkowalam i powiedziałam, żeby wziął się w garść i był mężczyzna.... Jego reakcja sprawiła że poczułam się strasznie mała. Odpowiedział tylko: 'dlaczego mnie uderzyła, ja nigdy cie nie skrzywdzilem. I będę płakać tyle ile chce' po czym poszedł dalej płakać. Boże jaka ja byłam świnia... Doszło do mnie ze on nie jest tylko mężczyzna, jest też człowiekiem i ma prawo się wypłakac... Ma prawo to z siebie wyrzucić i skoro płacze widocznie go to boli... Skrzywdzilam go strasznie min. Swoim przeświadczeniem co jest męskie, a co żeńskie zapominając o tym co jest ludzkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim wiedz, że przeczytałam Twój komentarz z jeszcze gorącą kawą, która mi dzięki Tobie posmakowała jeszcze bardziej! Mam nadzieję, że zostaniesz na moim blogu - absolutnie nie musimy się zgadzać (oprócz jakichś fundamentalnych kwestii), ale wymiana poglądów z inteligentnymi Czytelnikami to jeden z moich celów.
      Co do tekstu, to oczywiście w tekście temat musiałam potraktować nieco ogólnie - pisanie pracy licencjackiej z psychologii mężczyzn na blogu by się jakoś specjalnie nie sprawdziło, a z drugiej strony może faktycznie temat potraktowałam zbyt naskórkowo?
      Trudno znaleźć równowagę w tym w proporcji męsko-żeńskich zachowań. W latach 80. XX wieku kobiety podkreślały swoje męskie cechy zarówno charakterologiczne jak i fizyczne, a mężczyźni - damskie, jednakże był to jakiś performens.
      Dziś natomiast mam wrażenie, że wpadamy w skrajności zupełnie bezmyślnie. Nie podoba mi się płakanie bez powodu nie tylko u mężczyzn, ale również u kobiet. Sama (uwaga, coming out!) się właśnie rozwodzę, a konkretnie: mąż się ze mną rozwodzi i wiesz co? Chociaż był czas, że faktycznie płakałam na widok pustego kubka po herbacie albo wpadałam w spazm smutku w metrze na widok przyklejonej na ścianie gumy do żucia, to jednak oprócz kilku najbliższych mi osób, nikt nie wiedział, że cierpię. A miałam i mam powód do płaczu. Z kolei pracowałam kilka miesięcy temu z dziewczyną, która przy złamanym paznokciu robiła mega histerię i była bliska płaczu.
      Mężczyzna może płakać, ale na litość boską, niech ma powód! Mąż mojej teściowej płacze na zawołanie, mąż siostry mojego niedługo byłego męża również płacze na zawołanie z byle powodu, a to nie jest norma. Jak kobieta ma się poczuć bezpiecznie, jeśli nie ma podstawowego oparcia w mężczyźnie?
      Trudno mi ocenić Twój poprzedni związek i nie roszczę sobie nawet do tego prawa, ale być może wtedy nie byłaś gotowa na jego zachowanie, nie umiałaś przyjąć tego płaczu. Poza tym nie wiem, o co chodziło. Jeśli on zrobił Ci coś strasznego, to miał prawo cierpieć i żałować, zatem płacz był uzasadniony. Natomiast nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żebym wpadła w takie konwulsje, by płakać całą dobę bez przerwy.
      Nie wiem, czy w tym komentarzu zawarłam choć kawałek swoich przemyśleń, które odpowiedziałyby na Twoje rozterki, ale wiedz, że ja głęboko wierzę w balans. Nie popieram w pełni żadnej opcji politycznej, nie trzymam się ściśle żadnej konkretnej diety, lecz staram się sama wypracować odpowiedni dla mnie wzorzec. Bardzo mi się spodobało ostatnie zdanie Twojej wypowiedzi, ale tak w poważnych kategoriach powinno się rozpatrywać poważne problemy, a nie błahostki, czyli płacz po stracie stanowi część naszego człowieczeństwa, ale spazmatyczny płacz przy zadrapanym kolanie to jednak wciąż histeria.
      Natomiast gotowanie, sprzątanie czy naprawianie szafek to szczegóły do dopracowania w każdej relacji i nie one wyznaczają granicę pomiędzy wzorcami zachowań dla kobiet i mężczyzn;).

      Usuń
  14. "by położyć swoją dziewczynę na stole i zedrzeć jej majtki" - to się nazywa gwałt i jest karane (nawet w małżeństwie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo zdarcie majtek to już gwałt? Serio? :) Nieumiejętność czytania metafor też powinna być karalna :).

      Usuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook