NAJLEPSZE FILMY NA HALLOWEEN

29.10.16

   Lubię się bać - jednakże, oczywiście, chodzi tu jedynie o strach kontrolowany, dozowany przez popkulturowy, filmowy strumień wrażeń; sadomasochistyczne ekscesy w piwnicy mnie nie kręcą. Pewnie dlatego nigdy nie mogłam zrozumieć jednej z bohaterek To właśnie seks, gdzie pragnęła ona PRAWDZIWEGO gwałtu, a gdy jej seksualna fantazja została niejako spełniona, okazało się, że jednak nie to miała na myśli.
   Lubię również Halloween. Mam nadzieję, że 31 października wpadną do mnie na klatkę jakieś dzieciaki, bo będę na nie czekać z ciastkami oraz IX Symfonią Beethovena. Dla Was z kolei przygotowałam zestawienie kilku przerażających filmów - w sam raz na halloweenowy wieczór!

   W serialu Z archiwum X jest taki odcinek, gdzie występuje rodzina Peacocków (opcjonalnie: Pikoków) składająca się z trzech braci Peacock mieszkających w odrażającym domu w Home w Pensylwanii. Ich rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a oni żyli w swoim świecie nikomu nie zawadzając: hodowali własne zwierzęta, jedli warzywa ze swojego ogródka. Ich domostwo pamiętało czasy wojny secesyjnej. Mulder i Scully zaczęli się nimi interesować w związku z odnalezieniem w miasteczku zakopanych zwłok noworodka na pobliskim polu. 
   Miejscowa policja nie zwracała na braci uwagi, ponieważ miała ich za niegroźnych, niebyt rozgarniętych umysłowo osobników, natomiast Mulder nadzwyczaj się na nich skupił. Z kolei Dana Scully przeprowadziła (jak w prawie każdym odcinku) sekcję zwłok, na podstawie której stwierdziła szereg wad i chorób genetycznych u noworodka - możliwych jedynie w wypadku nagromadzenia się od wielu pokoleń zmutowanych genów, co jest prawdopodobne jedynie w wypadku blisko spokrewnionych ze sobą ludzi. Po nitce do kłębka agencji CIA doszli do związku pomiędzy fizycznymi deformacjami braci a owym noworodkiem, a cała historia utrzymana jest w możliwie przerażającym klimacie.
   Temat mutacji genetycznych na skutek kopulacji pomiędzy blisko spokrewnionymi ludźmi jest często brany przez scenarzystów na warsztat. W przypadku Drogi bez powrotu (ale mam na myśli jedynie pierwszy film z 2003 roku - kolejne wersje i części to popłuczyny!) zrealizowano go na wysokim poziomie.
   Grupa przyjaciół jedzie samochodem przez las, wjeżdżają na jakieś druty, przez co auto staje, a oni w przepastnym amerykańskim lesie nie są w stanie odnaleźć nie tylko po mocy, ale również siebie nawzajem, ponieważ ilość bohaterów na ekranie zmniejsza się z minuty na minutę. Jednakże chociaż brzmi to banalnie, to według mnie akcja filmu do końca trzyma w napięciu, a zakończenie wcale nie jest takie oczywiste. Ponadto w Drodze bez powrotu krew nie leje się strumieniami, a ciśnienie podnosi nieoczywista fabuła. Polecam, ale później nie mówcie, że się boicie jeździć po lesie.
   Eden Lake (2008) to produkcja brytyjska i widać to już od pierwszych scen, gdy Steve i Jenna jadą wypocząć nad podlondyńskie jezioro - praca kamery oraz zdjęcia są wygaszone w sposób charakterystyczny dla kina europejskiego. Natomiast w żadnej chwili na ekranie nie pojawia się zombie czy inny potwór żądny krwi. W całej historii nie ma ani jednej nadnaturalnej rzeczy i to jest właśnie najokropniejsze, ponieważ Jennę i Steve spotkało coś, co może się zdarzyć każdemu - nie tylko nad jeziorem, w lesie czy na plaży, ale również na własnej ulicy czy w sklepie. Mnie osobiście zło mogące mieszkać w sąsiedztwie przeraża najbardziej.

   Wojtek Smarzowski w Domu Złym (2009) zobrazował tyle zła, cierpienia i ciemności, że po obejrzeniu go musiałam natychmiast wyjść z mieszkania, ponieważ film nie tylko wciągnął mnie w fabułę, ale wręcz nią oblepił. Po seansie czułam ulgę - że żyję, że to tylko kino oraz że wcale nie jest mi tak źle. Historia jest przerażająca i znów - wynika to nie z obecności potworów i latających pił, ale ze świadomości, że dookoła nas jest dobra i zła energia, która drzemie ukryta w miejscach wielkiego cierpienia. Polecam, ale nie oglądajcie tego filmu samotnie i/ lub na smutno, bo złapiecie bad tripa.
   Na Mroczne opowieści z 1997 roku trafiłam zupełnie przypadkiem któregoś halloweenowego wieczoru w czasach, gdy posiadałam telewizję. Grupa zaprzyjaźnionych dzieciaków wraca samochodem z koncertu i wpada w poślizg. Uchodzą z życiem, ale niestety nie mają już środka transportu, więc rozpalają ognisko i rozpoczynają snucie przerażających historii: żadna nie jest dosłowna, nigdzie nie wizualizuje się konkretny potwór, każda jest gatunkowo inna i nawiązuje do innych strachów, natomiast wszystkie łączy klamra kompozycyjna ujawniająca się w końcowych scenach. Mnie na lata najbardziej zapadła w pamięć historia, z której morał brzmiał: "nie tylko psy mogą lizać". Jeśli skorzystacie z mojej rekomendacji, zrozumiecie, co mam na myśli.

   Szczerze? Mam stracha od pisania o tych filmach, więc kończę. Czekam na Wasze rekomendacje na kinowy, halloweenowy wieczór.

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

5 komentarze

  1. Oglądałam kiedyś Drogę bez powrotu, chyba nawet dwie części, ale szczególnie 2 była dla mnie bardziej obrzydliwa niż straszna, a takich filmów nie lubię :D Ogólnie unikam horrorów, bo i tak jestem bojącym dudkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie oglądałam Drogi bez powrotu, a całkiem mnie zaciekawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie przepadam za oglądaniem filmów ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook