Z PAMIĘTNIKA WIECZNIE SPÓŹNIONEJ - JAK ZNALAZŁAM CZAS?

14.10.16

   Kiedy zaczynałam pierwszą poważną pracę "biurową" miałam 19 lat, a moje zajęcie polegało na obdzwanianiu książki telefonicznej w poszukiwaniu klientów na drogie szkolenia biznesowe. Biuro znajdowało się w samym centrum Warszawy, a ja musiałam tam dojeżdżać z rodzinnego Zalesia Dolnego pod Piasecznem. W dodatku mój dzień pracy rozpoczynał się o godzinie 8 rano, co w praktyce przekładało się na pobudkę o 5! Po kilku tygodniach takiego życia (połączonego ze studiami i jakimiś tam nadziejami na życie towarzyskie) byłam wykończona. W dodatku też egzystowałam w wiecznym niedoczasie. Moja ówczesna szefowa była załamana moimi ciągłymi spóźnieniami, a ja nie mogłam uwierzyć, że znów nie udało mi się dobiec do pociągu na czas i zamiast siedzieć w nim, po raz kolejny spoglądam na szybko odjeżdżający ostatni wagon kolejki.
   W dodatku wyglądałam i czułam się źle. Byłam gruba, miałam brzydkie włosy i fatalną cerę. Nie miałam czasu na zajęcie się sobą. Dziś, mając 27 lat, spóźniam się już o wiele rzadziej (do przyjaciół i znajomych: przyznajcie, że nastąpił progres!) i chociaż moja doba ma wciąż 24 godziny, to potrafię w niej więcej zmieścić. A jak znalazłam czas?

    Może nie robię kilku rzeczy jednocześnie jak wielofunkcyjny robot kuchenny, ale na pewno łączę ze sobą pewne czynności i eliminuję zbędne:

   - żel do oczyszczania twarzy nakładam na skórę już stojąc pod prysznicem, a nie przed, bo przecież i tak za chwilę go spłuczę, a jestem kilka minut do przodu;
- gotuję, mając na twarzy maseczkę lub maskę na włosach;
- na mejle i sms-y odpisuję w drodze do pracy - praktycznie nigdy nie siedzę bezproduktywnie w autobusie czy tramwaju;
- siedząc przy biurku w pracy ćwiczę - napinam mięśnie brzucha i/albo pośladków na parę sekund, po czym je rozluźniam i tak kilkanaście serii dziennie;
 
- rozmawiając przez telefon z przyjaciółmi jednocześnie myję naczynia, czyszczę pędzle do makijażu albo gotuję;
   - robię zakupy w Internecie - jak wiecie uwielbiam nabywać choćby kosmetyki i ubrania w ten sposób.
   Oczywiście jakiś czas temu pisałam Wam, że bałabym się pewnych produktów kupować przez Internet, ale:
 
- nie można się wszystkiego bać;
- nie można tracić codziennie tyle czasu i pieniędzy na drobne zakupy w drogich, osiedlowych sklepikach
- oraz siły na noszenie siatek z wodą.


    By sprawdzić, czy faktycznie kupowanie jedzenia w Internecie jest tak łatwe i przyjemne, jak powiadają w reklamach, na potrzeby tego posta udałam się na maseczkę do La Perlii w warszawskim Hiltonie, a przy okazji wypróbowałam zakupy we Frisco.pl.
   Frisco.pl to sklep internetowy, w którym można zaopatrzyć się w naprawdę wiele rzeczy - w jego asortymencie są owoce, warzywa, chemia gospodarcza czy nawet mięso, a sam proces zakupowy jest podobno tak prosty i nieinwazyjny, że wręcz nie należy się mu w pełni poświęcać i tak zamiast iść na zakupy, lepiej wybrać się do kosmetyczki i tam w przerwie pomiędzy zabiegami szybciutko zrobić zakupy! Oczywiście, tak właśnie zrobiłam.
    Gdy w pewnym momencie musiałam leżeć przez kwadrans z maseczką na twarzy, chwyciłam tablet i zaczęłam wybierać swoje zakupy. Oczywiście stanowiły one bardzo przemyślaną mieszankę różnych produktów, ponieważ chciałam sprawdzić, czy to naprawdę możliwe, by nawet jajka kupować w Internecie.
   Wiecie, co kupiłam?:)
   - kurczaka z farmy dla szczęśliwych kur (pierwszy raz w życiu kupiłam mięso, którego nie widziałam na oczy!);
   - różne puszki i słoiczki z rzeczami, które lubię (pomidory, zieloną fasolkę, szparagi, dżem truskawkowy);
  - 10 jajek od szczęśliwych kurek;
  - 8 butelek wody po 1,5 l (nie wiem, czemu nie kupiłam baniaków z wodą, naprawdę);
   - płyn do prania 4,5 l;
   - pomidorki koktajlowe;
   - największą możliwie rolkę ręczników papierowych do kuchni (wiecie, że zdrowiej nimi osuszać twarz po myciu niż korzystając ze zwykłego ręcznika?);
   - jogurt i ser bezlaktozowy
   - kawę, jakieś makarony, mąkę... Jednym słowem: różności.

   Specjalnie zamówiłam produkty, które mogłyby się zepsuć albo stłuc, by możliwie przetestować sprawność FRISCO ponieważ nie chciałabym Wam polecać usług, z których sama nie będę korzystać. Poniżej moje wnioski.
    Zakupy dostarczono mi punktualnie co do kwadransa (w moim wypadku była to godzina 9 rano w niedzielę), więc nie musiałam w żaden sposób modyfikować swojego dnia.
   Jak to ja - miałam jednak sto pytań, które normalnie zadałabym pani za ladą, ale zadowoliłam się wysłaniem mejla do działu obsługi klienta - i tu szok, okazało się, że faktycznie odpowiada on na wiadomości 7 dni w tygodniu; nawet w niedzielę rano!
    To było moje pierwsze zamówienie we Frisco, ale na pewno nie ostatnie. Podoba mi się ich podejście do klienta, asortyment (mnóstwo produktów bezlaktozowych! i od szczęśliwych kurek), możliwość zakupów ogromnej ilości "ciężkich" rzeczy bez zbędnych kombinacji oraz prosty interfejs strony internetowej. I powiem Wam, że ten kurczak kupiony przez Internet jest świetny, a przecież przed zakupem widziałam tylko jego zdjęcie!:) 
   Zupełnie poważnie zamierzam teraz mięso kupować właśnie we Frisco.pl; oczywiście nie na kilogramy, ale jednak od czasu do czasu się na nie skuszę. Sprawdziłam, że ono i pieczywo przewożone bezpośrednio od dostawców, więc nie leżą cały dzień gdzieś pod ladą, a świeże lądują w naszych domach.

    Może kolejnych zamówień nie będę wykonywać akurat u kosmetyczki, ale u fryzjera? Zawsze mam takie poczucie, że przez tę godzinę mogłabym wiele zrobić, a nie zawsze mam ochotę na rozmowę z fryzjerem - wolę, gdy on skupia się na tym, żebym dobrze wyglądała. Jaz kolei mogłabym skompletować sobie zawartość lodówki na cały tydzień i ustawić dostawę na czas powrotu do domu.
   Robicie zakupy spożywcze przez Internet?


   #NieIdźNAZakupy #Frisco

   Te cudne zdjęcia zrobiła w całości 
zdolna Kasia z bloga: Kuchnia Bazylii! 

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

17 komentarze

  1. Świetny pomysł z tymi zakupami. W sumie nie wpadłam na to żeby oszczędzać w ten sposób czas. Sporym plusem jest też to, że nie trzeba się nadźwigać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak dźwigania to mega plus! Już teraz tak będę robić zakupy - szybko, bezproblemowo, kosztowo wychodzi na to samo, a człowiek nie musi tachać przez pół dzielnicy jednego baniaka z wodą, tylko od razu zamawia kilka.

      Usuń
  2. ah nienawidzę się spóźniać! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale chęci nie zawsze idą w parze z życiem;).

      Usuń
  3. Ja również coraz bardziej przekonuję się do zakupów spożywczych on-line :) Korzystam z e-tesco ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś frisco? Ja akurat do Tesco nawet stacjonarnie nie chodzę, a kiedyś w dawnych życiu mieszkałam obok Tesco na Kabatach przez prawie 7 lat i po jakimś czasie okazało się, że jest tam bardzo drogo.

      Usuń
  4. ja nigdy się nie spóźniam i nie spóźniałam, taką mam naturę, zawsze wychodzę wcześniej i wolę poczekać niż się spóźnić. do szkoły musiałam wstawać o 5.30 . to był koszmar ale jakoś to przetrwałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przekonalam sie do zakupow ciuchow w Internecie. Przestalo mi sie chciec rozpychac sie lokciami na zatloczonym Oxford Circus, odzyskanie sie we mnie wtedy instynkty, ktorych sie wstydze (np mam ochote nadepnac na piete wolnoidacemu przede mna turyscie). Wiec zakupy w necie to bylo zbawienie a jeszcze jak przywioza w ten sam dzien...:) Zakupy spozywcze juz mi tak nie ida bo wpadam w panike i kupuje jakies przypadkowe rzeczy bez zaplanowania menu na tydzien :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak kupuję ubrania w Internecie - panika, przypadkowe niepasujące do siebie ubrania i pełen koszyk:).

      Usuń
  6. Ja wybieram mimo wszystko tesco, szybko, tanio, no i większość produktów które kupuję już kiedyś użytkowałam wiec wiem co dostanę i za co płacę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam wcześniej - w swoim poprzednim życiu mieszkałam obok Tesco 24/7 i nie chodziłam tam, więc tym bardziej nie wybrałabym go w wersji online, bo asortyment mi nie odpowiada (i ceny!), ale jeśli Ty się tam odnajdujesz, to bosko:).

      Usuń
  7. świetnie się czyta Twojego bloga. szkoda, że w Łodzi nie ma takiego cudu:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook