Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej

26.1.17

   W sumie niewiele wiem o Michalinie Wisłockiej. Pamiętam jak w liceum moja koleżanka w ogromnych emocjach pokazywała mi egzemplarz pierwszego wydania "Sztuki kochania", a jej mama z rumieńcami opowiadała, jak bardzo rewolucyjna była to książka. Dla mnie osobiście nie stanowiła żadnego novum - początki Big Brothera oraz numerek w wannie Frytki z Kenem nałożyły się na czas mojego uczęszczania do podstawówki, a seks powoli wyzierał z większości telewizyjnych reklam. Poza tym czytałam "Bridget Jones", "Melissę P." , a Hugh Granta przyłapano in flagranti z prostytutką, a Lewinsky w Białym Domu uprawiała z Clintonem seks oralny.
   Pewnie dlatego bez ekscytacji podeszłam do ekranizacji historii Michaliny Wisłockiej oraz jej książki. Nie zainteresowała mnie również Magdalena Boczarska w głównej roli, ponieważ mam ją za dość drewnianą. Po przedpremierowym pokazie mogę Wam powiedzieć, że aktorka sprostała wyzwaniu, a film jest tak piękny, wysmakowany i elektryzujący jak promujący go plakat.

   Akcja filmu toczy się w kilku istotnych dla Michaliny Wisłockiej momentach życia - na początku II Wojny Światowej, tuż po niej oraz w samych latach 70. XX wieku. Skrawki jej biografii zawierają konkretne sceny, które dynamicznie zmontowane i podawane w różnej kolejności chronologicznej pozwalają zbudować jakiś obraz tej niezwykłej kobiety. Marysia Sadowska w roli reżyserki pokazała swoją muzyczną duszę - w tej kompozycji nie ma przypadkowych elementów, przegadanych scen czy nieistotnych sytuacji. Każde słowo, ton i firanka mają swoje miejsce. 
   Głównej bohaterki nie próbowano postawić na piedestale, a właśnie na ziemi, gdzie przez całe życie stała z ludźmi, a głównie z kobietami. Pokazano jej wzloty i upadki, radości, smutki, ekscesy, zdecydowanie oraz smutek. Nikt jej postawy nie ocenia pod kątem moralnym, ale również nie odniosłam wrażenia, by próbowano ją gloryfikować. 
   Same czasy PRL w Polsce również zostały przedstawione bez typowej w ostatnich latach narracji sugerującej, że "za komuny wszystko było złe". Odwrotnie - chociaż z wydaniem "Sztuki kochania" autorka miała moc problemów, to w filmie urzędników KC pokazano jako ludzi (głównie mężczyzn): z kompleksami, racjonalnymi argumentami, dowcipem, hipokryzją oraz pruderyjnością wymieszaną z popędem seksualnym.
   Fabuła nie rozwarstwia się na temat macierzyństwa Wisłockiej, dzieciństwa czy psychologizowania na temat jej seksualnych fantazji. Skupiono się na tych elementach jej życia, które pomogły zrozumieć genezę powstania najważniejszej publikacji w jej życiu.
   Jak w każdej produkcji TVN tak i w tej pojawił się Borys Szyc, ale uspokoję Was - świetnie zagrał. Ogólnie zresztą cały zespół aktorski stanął na wysokości zadania, nie było tu złej roli - czy to rozpisanej, czy zagranej. Radzimir Dębski wzorem ojca skomponował cudną muzykę. 
   Film jest bardzo dynamiczny, kolorowy, miejscami zabawny a w innych momentach poruszający. Znakomity montaż płynnie przenosi nas w czasie i przestrzeni, dzięki czemu w ciągu seansu kinowego mamy poczucie bliskości z bohaterką, którą zdajemy się znać znakomicie od lat. Sceny nagości podano tak smacznie, że aż dziwne, iż wraz z kinowym biletem nie otrzymuje się chociaż symbolicznej prezerwatywy. I chociaż są zarówno piękne piersi Boczarskiej, jak i trójkąt czy seks w łódce, to w żadnej chwili nie jest to wulgarne.

   Polecam Wam ten film zarówno z uwagi na to, iż może stanowić dla Was (jak dla mnie w tym momencie) preludium do dalszego zgłębiania biografii Michaliny Wisłockiej; jest przepięknie nakręcony oraz opowiada niezwykłą historię.


   W trakcie jednej ze scen, gdy Michalina Wisłocka próbuje seksualnie edukować ludność na jakiejś polskiej wsi, przypomniał mi się żart, który wciąż mnie śmieszy.


Stara chałupa zadupiu świata, biedne małżeństwo wychowujące sporą gromadkę dzieci. Pewnego wieczora chłop, pouczony przez lekarza, zakłada prezerwatywę. Małżonka oburzona podnosi lament:
- Jasiek, czyś ty zgłupioł do reszty? Dzieciska butów na zimę ni mają, a ty se chuja stroisz?!

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

8 komentarze

  1. Lektura na czasie! Muszę koniecznie wybrać się również na film :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Koniecznie chcę wybrać się na ten film :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I jeszcze muzyka Radzimira, no koniecznie trzeba iść :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybieram się, wybieram. Co do Boczarskiej to tak czułam, że da radę. Ja tam ją lubię. Osobiście uważam, że to aktorka niedoceniana. Film miał sporo krytyków jeszcze przed premierą. Jak to u nas:) A ja jestem bardzo ciekawa jak sobie poradzono z tematem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wciąż zastanawiam się czy wybrać się na ten film, szczególnie, że koleżanka po pokazie przedpremierowym opowiada zupełnie na odwrót, że film właśnie wyuzdany i pełen scen seksu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Absolutnie się zgadzam- scenariusz napisany jest świetnie, a dużo scen humorystycznych sprawia, że film biograficzny jest zdecydowanie przyjemniejszy do oglądania. 'Sztuka kochania' jest bardzo 'na czasie' dlatego tym bardziej warto obejrzeć ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetnie napisana recenzja :) właściwie zgadzam się ze wszystkim. Ja z chęcią na pewno wrócę jeszcze do Sztuki Kochania i pewnie zawita na półce z płytami DVD :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem ogromnie ciekawa te filmu:)Świetnie napisane:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook