Ilu znacie Czechów?

23.5.17

   Zawsze gdy gdzieś jadę, staram się mieć w walizce kontekstową literaturę, ale prawie nigdy nie kończy się na więcej niż dobrych chęciach. Na majówkę w Czechach planowałam zabrać "Pociągi pod specjalnym nadzorem" Hrabala, ale skończyło się na "Ojcu Chrzestnym" Mario Puzo.  
   Tak naprawdę na miejscu zwykle nie czuję ciężaru obowiązku głębszej integracji z narodową kulturą na płaszczyźnie literackiej, muzycznej czy malarskiej. Żyjemy w końcu w globalnej wiosce, wszędzie można kupić glony, batony z zieloną herbatą i ciasto filo, a Internet pozwala w każdej chwili sięgnąć po gro tworów kultury. Zaś souveniry sprzedawane na Starym Mieście w Warszawie nie mają nic wspólnego z moim codziennym życiem, a turyści się nimi zaopatrują na potęgę w przekonaniu, że typowy warszawiak je codziennie oscypek i nosi kurpiowskie stroje.
   Chyba dlatego tak mocno uderzyło mnie akcentowanie swojego wkładu w kulturę u Czechów, zwłaszcza w Pradze.

   Prawie każdy kraj wydał na świat jakiegoś wielkiego literata, naukowca, przywódcę politycznego czy myśliciela, ale nie wszyscy się tym chwalą. Uważam, że jako Polka mogę być dumna z dorobku rodaków - od stuleci dajemy ludzkości niesamowitą literaturę (Prus, Boy-Żeleński, Przybyszewski, Kochanowski, Dołęga-Mostowicz, Lem, Mrożek, Poświatowska, Szymborska, Norwid, Mickiewicz, Słowacki, Lec, Pawlikowska-Jasnorzewska, Staff, Kapuściński, Gombrowicz, ...itd.!), muzykę (Chopin oczywiście, Lutosławski, Penderecki,Preisner itd.!), wybitnych naukowców (Skłodowska, Kopernik, Malinowski itd.)... Mogłabym wymieniać godzinami kolejne dziedziny, w których posiadamy swoich znakomitych reprezentantów. Nie o to jednak chodzi.
   Chociaż, dzięki scholaryzacji przeprowadzonej w okresie PRL, w Polsce praktycznie nie istnieje analfabetyzm, to nawet najbardziej wykształcone osoby demonizują lub ignorują dorobek Polaków we wszelakich dziedzinach i dopiero przy widowiskowym sukcesie na arenie międzynarodowej (vide: po wygranych Adama Małysza wszyscy stali się fanami skoków narciarskich) są w stanie się z nimi identyfikować. Niestety wciąż czujemy wstyd i niesmak słysząc, że coś jest "polskie". Ilu znacie nadętych pseudointelektualistów powoli sączących przy każdej okazji zdanie: "ja nie oglądam POLSKICH filmów". W tej kwestii temat znakomicie podsumowała Tattwa w tym wpisie: http://tattwa.pl/2017/02/polskie-kino.html.
   W Pradze na każdym kroku można spotkać Kafkę (wyglądającego z okna, siedzącego na parapecie albo stojącego przy murku), a nie jakieś niezwiązane z niczym (prócz pieniędzy od naiwnych turystów) krasnale. Aktualnie w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie można wybrać się na wystawę "Dali kontra Warhol"- w Pradze została ona pięknie wzbogacona o prace Alfonsa Muchy (secesja). Czemu my nie dołączyliśmy do duetu pop-artu i surrealizmu naszego wspaniałego secesyjnego artysty: Stasia Wyspiańskiego? Uczmy się od sąsiadów i bądźmy z siebie dumni!

Te teksty również mogą Ci się spodobać:

2 komentarze

  1. Franz Kafka urodził się w Pradze, ale pisał po niemiecku :) Poza znanym wszystkim "Procesie" polecam też np. "Zamek".

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki

Like us on Facebook