Kongres futurologiczny Lema

   Mnóstwo ludzi snobuje się na czytanie Lema, ale ja do nich nie należę - snobuję się na Balzaka i Flauberta! 

   Rodzimy Lem kojarzy mi się z analizowanymi godzinami "Bajkami robotów". Jako młoda dziewczyna nie znosiłam fantastyki, a od futuryzmu zbierało mi się na wymioty. Kochałam impresje, niemiecki ekspresjonizm, wielkie powieści, luźne opowiadania Krystyny Siesickiej oraz zabawne książki Hanny Ożogowskiej. Lema co najmniej nie znosiłam, nie rozumiałam i nie zamierzałam go czytać. Tak minęło kilkanaście lat...

   W zeszłym roku wylądowałam sama w maleńkiej kawalerce na Saskiej Kępie i śmiertelnie wystraszyłam się, że albo umrę z odwodnienia (dużo wtedy płakałam), albo z powodu regresu intelektualnego, którego się chyba boję bardziej niż pająków. 
   Na blogu Nishki (www.nishka.pl), którą czytam namiętnie tym chętniej, iż nie mam dzieci, znalazłam zachęcający ustęp o "Kongresie futurologicznym" Lema. Pamiętam, że chodziło o ortografię, którą podawało się dzieciom w syropie. Następnego dnia kupiłam tę książkę.
   Kupiłam, przeczytałam w kilka dni (życie kobiety pracującej!) i każdej napotkanej osobie czytałam co bardziej mięsiste fragmenty i opisy. Tak naprawdę "Kongres futurologiczny" można by odczytywać w całości w dowolnym miejscu zapełnionym ludźmi, bo w każdej linijce jest znakomity. Przesmaczny, zabawny, erudycyjny, kąśliwy... i dopiero na końcu niespecjalnie wesoła refleksja zaciska się na gardle Czytelnika.

   Zresztą sami zobaczcie! Zamieszczam jedne z moich ulubionych fragmentów książki.

o modzie:

   "(...) Moda kobieca jak zawsze nieco obłędna - kobiety mają na czołach ruchome widoczki, z uszu wystają im małe czerwoniuchne języczki albo guziczki. Oprócz naturalnych rąk można mieć detaszki - rączki dodatkowe, do odpinania. Nie mogą te ręce wiele, ale zawsze - podtrzymać co, otworzyć drzwi, podrapać między łopatkami (...)".

i stylu naszego życia:

   "(...) Aby przyspieszyć tempo obrad, referaty należało przestudiować na własną rękę, przed posiedzeniem, orator zaś mówił wyłącznie cyframi, określając w ten sposób kluczowe ustępy swej pracy; dla ułatwienia recepcji tak bogatej treści wszyscyśmy nastawili swoje podręczne magnetofony oraz komputerki (...) Stanley Hazelton z delegacji USA zaszokował od razu salę , powtarzając z naciskiem: - 4, 6, 11, skąd wynika znowuż 22!! (...)".


    Idzie jesień, wieczory robią się coraz chłodniejsze, a świat wygląda wtedy najlepiej z perspektywy kanapy, na której leżymy owinięci kocem, popijamy herbatę z miodem i czytamy książkę.

bibliografia: Kongres futurologiczny, S. Lem, Wydawnictwo Literackie 2012

Share:

1 komentarze

  1. Brzmi całkiem ciekawie :) Chyba się skuszę na tę pozycję.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki