Blaski i cienie blogowania, zmiany, #modanahosting

   Czy są na sali osoby, które śledziły Spinki i Szpilki od pierwszych dni po narodzinach? Pamiętacie może jak fatalnie wtedy wyglądała ta strona? Wszystkiego musiałam uczyć się od podstaw. Zdjęcia robiłam aparatem w starej komórce, a teksty pisałam bez jakiejkolwiek znajomości SEO.

   Dziś nie jestem żadną gwiazdą wirtualnego mainstreamu, ale też nie zaginęłam w czeluściach Internetów. A jak to wygląda od kuchni?

   Znajomi śledzący mnie na Facebooku widzą, jak wdzięczę się do obiektywu na kolejnych eventach. Jeśli dostanę jakąś interesująca przesyłkę kreatywną, to dzielę się nią z widzami na Instagramie. Jeśli tylko mogę, to chętnie błądzę po gastronomicznej mapie Warszawy. Z zewnątrz blogowanie wygląda dla zwykłego, niezorientowanego w temacie człowieka jak relacjonowane na żywo lenistwo. Nic bardziej mylnego!

    Nie mówię, że prowadzenie bloga można przyrównać poziomem odpowiedzialności i trudności do operacji na otwartym sercu, ale im profesjonalniej się do niego podchodzi, tym więcej czasu, zaangażowania i pieniędzy kosztuje. Tak, moi mili. By coś wyjąć, trzeba najpierw włożyć.

    Zdecydowanie zbyt często otrzymuję pytania o sposoby monetyzacji bloga. Przede wszystkim nie po to powstał! Powód był bardziej prozaiczny: nikt nie chciał mnie zatrudnić do pisania za pieniądze, więc założyłam bloga, by móc robić to gdziekolwiek (choć za darmo).   Na początku walutą, którą inwestowałam, był czas. Mnóstwo godzin spędzonych na nieporadnym obrabianiu zdjęć, komentowaniu innych blogów i pisaniem kolejnych tekstów. Dużo później kupiłam sobie aparat (do dziś nie uzbierałam na kolejny obiektyw!), a dopiero w zeszłym roku zleciłam profesjonalnej firmie wykonanie loga bloga. Te dwie ostatnie rzeczy całkiem sporo kosztowały.   Wbrew obiegowej opinii, blogerki wcale nie dostają wszystkiego za darmo - szczerze mówiąc osoby rozsiewające takie opinie to nudzący się frustraci. Zawsze zachęcam znajomych do założenia własnych blogów, bo to jedyna droga do zrozumienia, że to równowartość drugiego etatu.


    Ciemnych stron blogowania mogę wymienić jeszcze całkiem sporo:

   - obcięte zasięgi na Facebooku i konieczność rozważania płatnej reklamy;

   - interesowni znajomi, którzy pojawiają się nagle w kolejce po Diory i zaproszenia do knajp;

   - krytykowanie każdego, nawet najmniejszego lokowania produktu nawet, jeżeli od lat za własny pieniądz kupuję ową rzecz i opisują ja w ramach blogerskiej misji;

   - pisanie po nocach;

   - czytanie anonimowych komentarzy o tym, że jestem gruba, brzydka i noszę nieładne buty oraz nie potrafię ugotować prawilnego rosołu;   - zazdrość ludzka o wszystko;

- mało lajków pod nowymi postami.


    Blogerzy na pewno się ze mną zgodzą!


    Na szczęście wieloletnie blogowanie niesie sobą również moc satysfakcji:

   - nowe, wspaniałe blogowe znajomości;

   - zaproszenia na premiery ukochanych produktów (nawet przed klientami VIP!);

   - komentarze i wiadomości od zaangażowanych Czytelników;

   - moc wiedzy przekazywanej przez kolejne marki (nie macie pojęcia, ile się dowiedziałam przez te 5 lat o kosmetykach);

   - kolejna wiedza o SEO i optymalizacji stron internetowych nabywana mimo woli;

   - pewność siebie - bo musicie wiedzieć, że tylko pewna siebie osoba jest w stanie wytrzymać tyle lat robić coś, czego wielu nie rozumie, a co po pierwszych sukcesach zazwyczaj natychmiast jest sprowadzane do parteru.

   Jeśli myślicie o założeniu bloga, to weźcie te wszystkie aspekty pod uwagę! I skorzystajcie z tego, jak wiele materiałów na temat blogowania można znaleźć w sieci. Ja do wakacji zamierzam przejść na kolejny poziom i wreszcie przenieść się na własną domenę (www.spinkiiszpilki.pl, fajnie?) z hostingiem. Po tylu latach to konieczna zmiana, by Spinki i Szpilki mogły istnieć jako marka. Zwłaszcza, że ostatnio coraz częściej udaje mi się zarabiać na swojej pasji.

Darmowe rozwiązania lubi każdy, nie każdy je jednak wybiera. Nie wolno zapominać, że profesjonalne podejście to konieczność inwestycji. Otwarte platformy choć kuszące finansowo niosą ze sobą pewne ryzyko. Wystarczy spojrzeć losy użytkowników serwisu blog.pl. Skoro największa platforma blogowa w Polsce, po 17 latach działalności może zostać zamknięta w ciągu kilku miesięcy to znak, że era darmowego blogowania odchodzi w zapomnienie. Budowanie zaplecza firmy, marki czy własnego nazwiska w oparciu o bezpieczne platformy minimalizuje ryzyko przykrych konsekwencji w przyszłości. Warto zaznaczyć, że wybierając darmowe platformy tracimy kontrolę, a niekiedy też prawa do swoich treści. Dlatego bardziej świadomi blogerzy „przesiadali się” na swoje domeny już dawno, mając na uwadze także wymagania sponsorów. Komercjalizacja blogosfery i zyski płynące ze współpracy z markami nie są tutaj bez znaczenia. 

   Też nie zostawaj w tyle.

Share:

3 komentarze

  1. To prawda, ale to jeszcze nic! Znajomi wiedząc, że masz blog proszą jeszcze o wystawianie ogłoszeń. Nie dociera do nich, że to jest zupełnie co innego :D Czasami ręce opadają! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w ogóle dopiero niedawno z blogiem zaczęłam się ujawniać wśród znajomych i rodziny bo się bałam rekacji, ale póki co nie licząc jednej osoby jest pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. właśnie zaczynam przygode z blogowaniem. http://www.wmojejtorebce.pl/rozne/czas-start/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).
Jeżeli chcecie zostawić link do swojego bloga albo posta, który tematycznie jakoś pokrywa się z którymś z moim - proszę, nie mam z tym problemu, ale będzie mi miło, jeżeli przy okazji dołączycie do grona Obserwatorów;).
Pozdrawiam!!!
Spinki i Szpilki