Bosko TuThai: azjatycka kuchnia na Pradze-Północ

   Bosko TuThai: azjatycka kuchnia na Pradze-Północ

   Praga-Północ z roku na rok staje się najciekawszą dzielnicą Warszawy - jest coraz lepiej połączona z lewym brzegiem Wisły (metro!), a jednocześnie wciąż nie dosięgnęło jej macka banalnej w swej przewidywalności komercji, dzięki czemu Praga ma swój klimat: w dalszych zakątkach raczej mroczny, ale w ogromnej części (o ile tak w ogóle można mówić o architekturze!) nonszalancki. Na Ząbkowskiej czy Brzeskiej nie trzeba niczego stylizować na stare czy zabytkowe - tutaj każda cegła ma swoją historię i to widać. Gdybym miała poświęcić się sztuce, z pewnością zamieszkałabym właśnie na Pradze-Północ. Szczerze mówiąc, gdybym zamierzała życie poświęcić wyłącznie jedzeniu - również. To właśnie na Pradze otwierają się kolejne ciekawe kulinarne koncepty. Ostatnio na ul. Markowskiej 22 (tuż obok słynnej Boskiej Włoskiej!) pojawiła się restauracja łącząca w sobie wiele smaków kuchni azjatyckiej, ale teoretycznie skupiająca się na tajskiej: Bosko TuThai.


   Oczywiście jak w każdej "boskiej" (Boska Praga, Boska Włoska) knajpie, tak i tutaj wystrój wnętrza został dopracowany zarówno odpowiednio przytulnym oświetleniem, kolorowymi meblami i bezpośrednio korespondującymi z kulturą Azji detalami, co w całości daje nowoczesne i miłe dla oka bistro. Karta jest stosunkowo długa - zawiera kilka banałów, trochę niespodzianek i odpowiednią ilość klasyków.     Spróbowałyśmy z D. wszystkiego po trochu - ja skupiłam się na pierożkach, drinkach i ramenie, a D. na owocach morza, co jest bardzo sprawiedliwym podziałem.
To widok po wejściu do restauracji - idąc prosto, skręcawszy wciąż w lewo,
 można bez końca obchodzić umieszczoną na środku lokalu kuchnię.
Jedna z klientek po konsumpcji zrobiła sobie z tym czerwonym panem zdjęcie - na potrzeby fotografii chwyciła go za nos.
W Bosko TuThai szefują kuchni prawdziwi Tajowie.
I wyobraźcie sobie, że oprócz tej ściany stolików są jeszcze dwie + kolejna z kącikiem dla dzieci.
Tych herbat jest mnóstwo - zamiast zmuszać kelnera do recytowania listy smaków, najlepiej podejść i olfaktorycznie dobrać smak do aktualnego nastroju.
Nie zapytałam, czy to stoły pomyślane na duże rezerwacje czy również na wspólne biesiadowanie obcych ludzi
 - jak w Thaisty czy w Aioli.
   Chociaż nie mam dzieci, to cieszę się, że w Bosko TuThai jest kącik dla maluchów - przemyślano go w ten sposób, że znajduje się po drugiej stronie od wejścia, dzięki czemu jest wyciszony kuchnią, co na pewno jest komfortowe zarówno dla dzieci, ich rodziców jak i innych dorosłych wokół.

Te wszystkie dodatki są po prostu urocze.
   Tak, duuużo tu fotogenicznych gadżetów!

Mam zdjęcie z tym panem!
  I wyglądam na tym zdjęciu dziwnie, ale nie ja jedna robiłam sobie zdjęcia z nimi!

To jest drinki, który nazywa się Hugo Spritz (20 zł)
- zawiera mniej alkoholu niż Spritz Aperol, ale nie jest tak mdły jak mojito. Polecam!

   Bardzo smaczny drink: słodko-kwaśny, ale bez jakiejś dominującej nuty.
Rukiew wodna  ze smażonym czosnkiem i chilii (29 zł)


   To była smaczna rukiew, ale następnym razem bym jej nie zamówiła, bo po prostu nie byłabym w stanie zjeść całej porcji na jeden raz! 

Smażone pierożki won ton z wieprzowiną (19 zł)
   Z tym słodkim sosem smakowały wspaniale. Pycha!

pierożki dim sum, ale zabijcie - nie pamiętam, czy te były z kurczakiem, czy z jagnięciną (z kurczakiem i krewetkami kosztowały 22 zł, a z jagnięciną - 24 zł)
   Pierwszy raz jadłam w Warszawie pierożki dim sum nadziane taką ilością mięsa - zwykle podaje się je skromniej, raczej skupiając się na cieście. Trudno mi powiedzieć, czy to dobrze, czy źle - na pewno inaczej i można się nimi bardziej najeść ;).

W każdym razie te były pyszniejsze!
    Następnym razem zdecyduję się tylko na te - może nawet podwójnie!


Jednakże gdybym miała wybrać tylko jedną przystawkę,
zdecydowanie skusiłabym się na tajskie spring rollsy z krewetkami (22 zł)
   W kategorii przystawek wygrywają spring rollsy - samo wspomnienie miękkiego, idealnie upieczonego mięsa krewetek połączonego z chrupiącym ciastem nawet sprawia, że robię się głodna. To danie jest nieco za małe (w tej cenie mogłaby się zmieścić jeszcze jedna krewetka), ale na pewno to najsmaczniejsza przystawka, którą miałam okazję zjeść w Bosko TuThai.



Sałatka z krewetkami tygrysimi, grejpfrutem i tajskimi ziołami (29 zł)

ramen z owocami morza (35 zł)
   To był naprawdę dobry ramen - przede wszystkim faktycznie nie oszczędza się w nim na składnikach i po sam brzeg wypchany jest ośmiorniczkami, krewetkami czy małżami. Sam bulion był stosunkowo ostry (kimchi!), może nieco za mało doprawiony, ale równoważący smak owoców morza i ładnie komponujący się z pozostałymi składnikami. Bardzo mi smakował, ale nie dałam rady zjeść całego :(. Warto dodać, że w Bosko TuThai ośmiorniczki były perfekcyjnie ugotowane i rozpływały się w ustach.
  


Małże olbrzymie (38 zł)
   O małżach mogę tyle powiedzieć, że były w porządku - D. uznała, że na skali światowej plasują się gdzieś pośrodku.


lassi jogurtowe (15 zł)
herbaciany creme brulee (20 zł)
   W kategorii deserów zdecydowanie wygrywa crème brûlée - i to zarówno smakiem (słodka skorupka z aksamitnym musem) jak i sposobem podania. Kompletnie nie kojarzy mi się to danie z Azją, ale czy musimy byc tacy zasadniczy?



   Mnie i mojej Sis bardzo tam smakowało - dajcie znać, co Wy tam jedliście i co polecacie. Ja spring rollsy z krewetkami, ramen z owocami morza i pierożki :).

Inne apetyczne wpisy:


Vegan Ramen Shop na Saskiej Kępie: fakty i mity o najsłynniejszej wegańskiej knajpie w Warszawie

Łazienki w warszawskich knajpach cz.1

Gdzie zjeść na Śródmieściu? Restauracja Chińska MAO

1 komentarz :

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates