Tahina na Wilczej: najlepszy falafel w Warszawie

   Na Wilczej w Warszawie z początkiem września 2018 pojawiła się nowa knajpka ze wschodnią kuchnią. Karta jest krótka i podzielona na 4 segmenty: wrapy, tahinę, pasty i śniadania. Tych ostatnich (o dziwo!) nie jadłam tam jeszcze, natomiast większości pozostałych pozycji miałam okazję spróbować. Jeżeli lubicie falafel - z pewnością ucieszy Was fakt, że to w Tahinie jest podawany rawdopodobnie najlepszy falafel w Warszawie.

   
   Tahina znajduje się na ul. Wilczej 26. To niewielki lokal, który łatwo pominąć, więc wypatrujcie go uważnie.
   W środku znajduje się dosłownie kilka stolików. Białe ściany optycznie powiększają wnętrze, a metalowe zdobienia, drewniane dodatki oraz zielone rośliny w doniczkach nie tylko ożywiają lokal, ale też dają poczucie ekologicznego bezpieczeństwa. I słusznie, bo prawie wszystkie potrawy są podawane na jadalnych talerzach, a w kubeczkach na stolikach znajdują się drewniane widelce.


Ta ściana znajduje się po prawej stronie od wejścia.
A to kuchnia z menu.
I mamy również drewniane widelce! Taka doniczka znajduje się na każdym stoliku.
   Jeżeli się nie spieszycie - zdecydowanie polecam Wam zamówienie falafela na talerzu - sami zobaczcie, jak cała potrawa fantastycznie się prezentuje: oprócz falafela znajdziecie tu również różne warzywa, tahinę, hummus, chipsy i kiszonki. Natomiast sam falafel to eksplozja smaków - od aksamitnej faktury ciecierzycy po powoli rozkładające się zioła i na chrupiącej skórce skończywszy. Do falafel bows dostaniecie zawsze świeży chlebek lavash.





   Kolejną pozycja w menu, którą bardzo Wam polecam są wege nuggetsy - my z A. zamówiłyśmy je na spółkę. Kostki są zrobione z ciecierzycy. Później sprawdziłam w menu, że przecież funkcjonują jako śniadania, ale spokojnie można je zjeść również na obiad :). I tutaj znajdziecie całe mnóstwo warzyw oraz towarzyszące im chipsy.



   Kawa w Tahinie to oddzielny temat - parzy się ją w piasku. Tygielek z kawą wkłada się do miski z rozgrzanym piachem. Przy kolejnej wizycie w Tahinie postaram się uzupełnić wpis o zdjęcie tygielka w tymże piasku. W tym magicznym procesie otrzymujemy mocną i bardzo aromatyczną kawę. Zwróćcie uwagę na prosty, a przy tym bardzo przemyślany sposób podania tego napoju.



   Okazało się, że do oferty weszły nowe herbaty - zupełnie nie pamiętam, które smaki finalnie wybrałyśmy, ale właściciel pomoże Wam dobrać  mieszankę kompatybilną z Waszym smakiem i nastrojem.
   Każda herbata jest podawana w nieco różniącym się od siebie imbryczku, a cukier ma lekki posmak imbiru i wygląda jak biżuteria w szklance.

Te czajniczki są przepiękne. Każdy jest inny.




   Na miejscu zamówiłyśmy tylko czekoladowy hummus (z posypką z granata) i nutellę daktylową, ale w wersji na wynos. Nigdy wcześniej nie jadłam czekoladowego hummusu. Smakuje jak mus czekoladowy o nieco chropowatej strukturze. Granat znakomicie przełamuje jego słodkość.





   Na zdjęciach widzicie dokładnie te potrawy, które mi najbardziej smakowały. Wcześniej kosztowałam również mięsa, ale wegetariańska część menu na tyle skradła moje serce, że nie miałam ochoty zamawiać niczego ponad falafel czy wege nuggetsy. Jedyną pozycją, której nie polubiłam jest lemoniada - kolorowa, ale jednak jako wielbicielka kawy i herbaty zdecydowanie stawiam ją na ostatnim miejscu.  
   Następnym razem wrócę po falafel i kawę w piasku.


Gdzie jeszcze lubię zjeść?





Prześlij komentarz

Dziękuję za KAŻDY komentarz:). Wszystkie czytam i nieodmiennie się z nich cieszę:).

Designed by OddThemes | Distributed by Gooyaabi Templates